Magic Lullaby
Plaża - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział: Wielka Brytania (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=12)
+--- Dział: Anglia (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Dział: Allhallows (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=35)
+---- Wątek: Plaża (/showthread.php?tid=107)

Strony: 1 2


Plaża - Magic Lullaby - 05-22-2019

[Obrazek: d5K4JFQ.jpg]

Plaża


Piaszczysto-kamienista plaża o dosyć wąskiej, ale długiej linii brzegowej, jest niewątpliwie dumą mieszkańców miasteczka. To dzięki niej co roku do Allhallows przyjeżdża chociaż garstka turystów spragnionych odpoczynku. Zejścia są tu zazwyczaj strome, a woda nie osiąga zbyt wysokiej temperatury, zwłaszcza że kilkadziesiąt kilometrów dalej Tamiza uchodzi do Morza Północnego, które nie jest zbyt ciepłe. Z pewnością jednak nawet same widoki są warte pojawienia się tutaj..



RE: Plaża - James Potter - 04-07-2020

4 maja ‘80


Skorzystał z teleportacji, chociaż był to ostatni środek transportu w jego hierarchii. Zależało mu jednak na czasie, nie chciał by Fran czekała aż dotrze tu na swoim Nimbusie. Tak, to był główny powód, główny i jak wmawiał sam sobie, jedyny. Do tego, że średnio czuł się na siłach by pokonać taki kawał na miotle nie potrafił przyznać się nawet przed samym sobą. Bo tak chujowego miesiąca jakim był miniony kwiecień, nie miał już od bardzo dawna. O tym co właściwie wydarzyło się podczas wizytacji w Azkabanie nie powiedział nikomu, a co za tym idzie, skrzętnie ukrywał również blizny na przedramionach które mu po niej zostały. Tyle dobrze, że przynajmniej pręga na szyi której to znowu nabawił się u Madame Malkin była już ledwie widocznym cieniem. Do pasma nieszczęść musiał jednak dopisać jeszcze Evertosożyta, o którym znowu zdążył zapomnieć dopóki objawy same mu o nim nie przypomniały. Dziś znowu miał niesamowite śniadanie z papek leczniczych i tak po prawdzie to z wielką ulgą wyrwał się na spotkanie z Fran właśnie na plażę w Allhallows.
Udało mu się dotrzeć na miejsce przed nią co uznał za swoisty sukces. Jeżeli miałby licytować się o to kto miał większego pecha to i tak by wygrała. Do części raportów nawet udało mu się załatwić dostęp, ale i tak wolał o wszystkim usłyszeć od niej osobiście. Jedną z wielu rzeczy których nauczyło go Ministerstwo był brak zaufania do słowa pisanego. Nie żeby uważał się za geniusza, ale już w Hogwarcie czuł, że te pisemne wypracowania to psu na budę i po nic więcej.
Puścił kilka kaczek, aż w końcu walnął się na kamieniach i utkwił spojrzenie gdzieś na horyzoncie. Morze było dziś wyjątkowo spokojne i temperatura w końcu bliższa pierwszym oznakom wiosny. Popieprzyła się ta pogoda w tym roku, razem właściwie z całym światem. Oby i jedno i drugie w końcu wyszło na prostą.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-08-2020


4 maja 1980, rano


Wreszcie mogła wyjść ze szpitala. Czas spędzony w Mungu należał do tych najgorszych, samotnych i nieproduktywnych. Nadal w nosie czuła smród podawanych eliksirów, ziół i Bóg wie czego jeszcze... pod bordową bluzką miała opatrunek na brzuch, aby wszystkie rany ładnie się zagoiły. Jednak ciesząc się z wyjścia ze szpitala, czuła zmęczenie. Zmęczona była zastanawianiem się co dalej z tym zrobi? James powinien wiedzieć co się ostatnio wydarzyło i jak zareaguje na fakt, że ofiarami byli jeszcze inni. Cała trójka przeżyła. Kosztem marnowania czasu w szpitalu, gdzie rozstali się w kłótni. Na samą myśl o tym, że Louis był na nią zły wprawiało ją w iście kiepski nastrój.
Teleportowała się na plażę w umówione miejsce z Jamesem, licząc, że tam już będzie na nią czekać. Zobaczyła go z oddali, więc ostrożnie zmierzyła w jego kierunku, aby przyjrzeć mu się z bliska. Szczerze powiedziawszy nie znała dobrze Pottera, widziała go ostatni raz na zebraniu, gdy omawiali pogarszającą się sytuację w Anglii. Ponadto, wydawało jej się, że Potter jest dla niej bardzo miły i chociaż wyglądał na kogoś bezwzględnego miała o nim całkiem dobre zdanie. Sprawiał wrażenie osoby ufnej, więc tym bardziej zdecydowała się na to spotkanie. Sama nie zdawała sobie sprawy jak James zareaguje na tę wiadomość, ale najważniejsze było bezpieczeństwo Nathana i Louisa. Co James mógłby jej doradzić w sprawie tamtej dwójki? Frances już myślała o możliwych opcjach i na razie była przekonana, żeby wrócić do Irlandii, zamknąć niedokończone sprawy, a przedtem jeszcze pożegnać dwójkę przyjaciół.
Zerknęła na Pottera i posłała mu blady uśmiech.
— Cześć.
Zaczęła wyjątkowo niewinne, zbierając myśli do kupy. Wzięła głęboki oddech i trochę zesztywniała. Choć świeciło słońce, Frances poczuła chłodną bryzę na skórze. Odgarnęła blond włosy do tyłu.
— Wybacz mi, że musiałeś na mnie czekać. Mung coś się ociąga ostatnio...
Zaśmiała się i zerknęła na twarz Jamesa. Chociaż chłopak był młodszy od niej, wyglądał na starszego, a być może kogoś kto pomoże podjąć odpowiednie kroki w sprawie Szmalcowników. Był stażystą-aurorem w ministerstwie i mógłby się również dowiedzieć kto nasłał tych morderców na biedną Murphy. Bądź co bądź, dobrze mieć w przyjaciołach kogoś takiego jak Potter.


RE: Plaża - James Potter - 04-08-2020

Dostrzegł ją kątem oka gdy była jeszcze spory kawałek od niego. Nawet zastanawiał się, czy nie powinien wyjść w jej kierunku, ale ostatecznie został w miejscu dając jej czas dla siebie. Przyglądał się więc jej nieznacznie, próbując ocenić w jakim była stanie. Podejrzewał jednak, że to co dolegało jej fizycznie i tak nijak miało się do tego co działo się teraz w jej głowie.
Nie był pewny w jaki właściwie sposób mógłby jej pomóc, ale nawet przed samym sobą ciężko mu było ukryć zainteresowanie tą sprawą. Miał jakąś dziwną potrzebę heroizmu, albo zwyczajnie wolał zajmować się czyimiś problemami byle tylko nie analizować swoich.
- No cześć – odparł uśmiechając się trochę krzywo, ale akurat słońce odbiło mu się w okularach gdy usiłował spojrzeć jej w twarz.
- Jesteś tu prosto z Munga? – poklepał kamienie obok siebie i trochę nieporadnie rozejrzał się dookoła – Mogłem wybrać miejsce gdzie będą przynajmniej jakieś krzesła, problem w tym że gdzie krzesła to i zaraz wiele tyłków które chcą na nich usiąść… - dodał i uniósł jeden z bardziej obiecujących kamyków, by chwilę później powiększyć go zaklęciem i ogrzać, prezentując tym Frances unikatowe siedzisko – Proszę bardzo, powinien się nadać – rzekł nadworny lokaj od miejsc siedzących, w końcu już nie pierwszy raz zdarzyło mu się zatroszczyć się o jej cztery litery. Miejmy nadzieję, że nie w tylko tak dosłownych sprawach okaże się pomocny.
- No więc… Jeż. Dość nietypowa broń jak na magicznych – rozpoczął, jak zwykle od dupy strony, lepsze jednak to niż od progu wezwanie do raportu – Zostawiłaś sobie kolce na pamiątkę?


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-08-2020

Parsknęła śmiechem, lecz prędko się opamiętała i łaskawie usiadła na kamieniu. Tego jej było trzeba. Odsapnąć. Teleportowanie się ledwo po wyjściu ze szpitala nie było odpowiednim sposobem na przemieszczanie się z punktu A do punktu B, ale teraz naprawdę nie dbała o możliwym rozszczepieniu się. Miała po prostu dość. Zresztą, wdzięczna była Jamesowi, że wybrał tak urokliwe miejsce... szum morza i orzeźwiający zapach sprawił, że Frances odżyła. Spojrzała na niego z wdzięcznością. Przypatrywała mu się może nie tak dokładnie jak podczas zebrania, ale wówczas skupiała się przede wszystkim na jego głosie i tym co omawiali. Miał cięty język, ale nie był złośliwy. To się ceniło.
Gdy wspomniał o Jeżu, Frances zazgrzytała zębami. Nagle uśmiech zniknął i ponownie wróciła wspomnieniami do tego pamiętnego wieczoru. Bryzgająca krew, zielona poświata z innych pokoi, krzyk i wypowiadanie zaklęć. Zacisnęła usta w wąską linię.
— Zaatakowali mnie Szmalcownicy. W moim mieszkaniu. Uznałam, że powinieneś wiedzieć.
Zerknęła kątem oka na jego twarz licząc na reakcję. Przede wszystkim chodziło o to, że ktoś z jej reputacją został zaatakowany z pełną świadomością, że informacja o ataku rozeszłaby się w błyskawicznym tempie. Co więcej dla Frances istotną sprawą było poinformowanie o tym Zakonu. W tym Jamesa, którego bardzo szanowała i ceniła. Wówczas opadły jej ramiona na myśl, że będzie musiała podjąć trudną decyzję.
— Widzisz... od pewnego czasu Prorok Codzienny niechętnie uznaje moje felietony. Byłam przekonana, że to wina mojej opaczności względem tekstu, ale wyszła sprawa z wozakiem, więc przydzielili mnie do tej sprawy. Plotki rozeszły się szybko, a ja dowiedziałam się, że któryś z błękitnokrwistych pociąga za sznurki i to był zamierzony cel bym przestała szerzyć obłudę. Cztery dni temu napadło na mnie trzech Szmalcowników, musieli mnie śledzić, a ja głupia nie byłam ostrożna.
Pokręciła głową z roztargnienia. Wzięła ponownie głęboki oddech i założyła nogę na nogę. Jakoś ciężko jej przyszło o tym mówić, opisując każdy detal prawdopodobnego motywu dotychczasowych nieszczęść jakie ją spotkały. Zachowanie godne podziwu, ale póki trwała walka o dominację w ministerstwie należało przede wszystkim zachować rozsądek i ostrożność. Dziewczyna musiała o tym kompletnie zapomnieć przekonana, że zamierzony cel się powiódł. Za szybko oceniła sytuację, by potem chełpić się z sukcesów na magicznym rynku. James mógłby uznać to za lekkomyślność, mógłby ją wyśmiać albo po prostu kazać jej siedzieć cicho. Wszystkie opcje miały swoje uzasadnienie, więc dziewczyna z czystym umysłem czekała na odpowiedź Jamesa.


RE: Plaża - James Potter - 04-09-2020

Nie żeby rzeczywiście liczył na odpowiedź odnośnie kolców, ale chyba nie spodziewał się, że tak szybko dojdą do sedna sprawy. Właściwie to jak już jesteśmy przy tym sednie, to tego że będzie ono takie, a nie inne, również się nie spodziewał.
- Szmalcownicy? – rzucił jakby niedosłyszał i zmarszczył brwi. A propos tych nieszczęsnych raportów, żaden jakoś nie pokusił się o nawet o drobna sugestię kim to mogli być rzekomi włamywacze. Nałóg przypomniał mu, że przy omawianiu tak pogmatwanych tematów najlepiej jest trzymać coś między wargami. Sięgnął więc do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyciągnął paczkę papierosów.
- Jesteś pewna, że byli to szmalcownicy i że chodziło im o sprawę z wozakiem? – nie chciał by poczuła, że bierze jej wersję pod jakąkolwiek wątpliwość, ale wolał upewnić się, że idą w jedynym możliwym kierunku.
Musiał przyznać, że w pewnym sensie Fran mu zaimponowała. Nie sądził, że jakikolwiek dziennikarz pokusiłby się o tak wnikliwe śledztwo, ba, by w ogóle pokusił się o śledztwo. Nigdy jakoś nie pałał miłością do brukowców, czego nijak nie poprawiły bzdurne artkuły które regularnie pojawiały się w gazetach na temat jego rodziny. Nic więc dziwnego, że Prorok Codzienny niechętny był do jej felietonów, zapewne były one jedynym sensownym tekstem jaki publikowali.
- Dowiedziałaś się o kogo z błękitnokrwistych chodzi? – drążył. Nie da się ukryć, że wdepnęła w niezłe gówno. Jeżeli ktoś chciał ją uciszyć, to wątpliwym było, że da sobie teraz spokój, szczególnie gdy dwóch z jego ludzi gniło przez nią za kratami, a jeden wąchał kwiatki od spodu. Jak na oko Pottera, była teraz w jeszcze większym niebezpieczeństwie niż wcześniej. Mimowolnie rozejrzał się dookoła powoli wypuszczając dym z płuc.
- Ile powiedziałaś magimilicji? – powinni przecież dać jej jakaś ochronę, azyl, oczywiście o ile w ogóle wiedzieli na jaką sprawę się napatoczyli – Masz gdzie się ukryć? Potrzebne będą dobre zaklęcia ochronne. Myślę też, że Zakon powinien się o tym dowiedzieć – dopalił papierosa i splótł ręce na piersi marszcząc brwi jednocześnie zamyślony i zaniepokojony.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-10-2020

— Oczywiście, że to byli oni! Wyglądali i cuchnęli jak oni. I na pewno chcieli sprzątnąć mnie, bo zagrażałam polityce tym, którzy ich nasłali.
Odpowiedziała niemal od razu, gdy Potter chciał się upewnić, że dziewczyna wiedziała co mówi. Prawdę mówiąc dość już nasłuchała się plotek o tych bezwzględnych łowcach, więc wcale nie zdziwiła się, że faktycznie to byli oni. To musieli być oni. Zerknęła na niego, zobaczyła, że odpala papierosa i trochę zaburczało jej w brzuchu. Nic nie jadła, a teraz czując dym papierosowy ździebko to zaburzył.
Na pytanie czy wie o jakiego błękitnokrwistego chodzi nabrała wody w usta. Szczerze powiedziawszy mógłby być to każdy. Łatwiej byłoby ocenić, gdyby gdybał na jej temat konkretny polityk lub po prostu bogaty arystokrata mający na celu zamknięcia jej mordy. I wcale nie zdziwiłaby się, że nawet redaktor nie powiedziałby łaskawie Frances kto jest na tyle tchórzliwy, że nie raczyłby się z nią skonfrontować. Traktowała to po prostu jak anonimową skargę, odgrażając się nie daj Boże procesem w Wizengamocie. Frances jako felietonistka, pracownica Proroka Codziennego liczyła się z tym od samego początku. Możliwe burdy, wmawianie jej kłamstw na temat mugoli i czarodziejów. W Wielkiej Brytanii panowała wolność słowa, a takie napadanie na biedną dziewczynę był rozbojem, jakby w jednej chwili prawo życia nie miało kompletnie znaczenia.
— To może być każdy... to znaczy... — poprawiła się na kamieniu — Szmalcownicy pracują dla Śmierciożerców, więc musi być to ktoś majętny, wpływowy i przede wszystkim ktoś kto jawnie nie zgadza się z szerzącą przeze mnie opinią.
Nie miała dowodów, że to faktycznie byli Śmierciożercy, jednak zdawała sobie sprawę, że tylko tacy co krzyczeli na półkrwi i mugolaków, że nie powinni mieć wpływ na świat czarodziejów świadczyło o ich domniemanej winie w tej sprawie. Wówczas i Zakon miałby pewną zagadkę do rozwiązania.
— Magimilicja złapała tamtą dwójkę, a trzeciego... zabiłam. Wsadziłam mu różdżkę w oko, gdy się na mnie rzucił. Byli w Mungu mnie przesłuchać, musieli wiedzieć co się dokładnie stało. James... jest jeszcze coś.
Frances w jednej chwili wstała z kamienia i postanowiła rozprostować nogi. Zagryzła nerwowo wargę mając nadzieję, że James na nią nie nakrzyczy. Teraz musiało to paść z jej ust. Pokręciła się, chwyciła jakiś zimny kamyk, po czym wyrzuciła go do morza.
— Tego wieczora nie byłam sama. Ucierpiała jeszcze dwójka. — Wypuściła parę z ust. — A z mieszkaniem jeszcze nic nie wiem. Pewnie wrócę do Irlandii, do rodziców i pomogą mi stanąć na nogi.
Wiedziała też, że zanim ruszy z powrotem do Bray, będzie musiała odbyć ciężką rozmowę z Louisem i Nathanem. W tej jednak chwili musiała dowiedzieć się co o tym wszystkim myśli Potter, który na pewno nie będzie zadowolony z jej decyzji.


RE: Plaża - James Potter - 04-14-2020

- Mhm… - czyli właściwie chuja wiedzieli. Po jej odpowiedzi postanowił nie drążyć więcej tego tematu. Będzie sam musiał bliżej przyjrzeć się tożsamości napastników, szkicom je artykułu, czy osobom z którymi w związku z nim się spotkała. Mógłby bez patyczkowania się pociągnąć ją za język, zaatakować serią pytań które może w końcu pozwoliłyby mu złożyć to w spójną całość, ale odpowiadała mu zdawkowo, jakby nie to było sprawą z którą do niego przyszła. Nie miał więc zamiaru angażować się w coś, w co widocznie sama nie chciała by rzeczywiście się angażował. A przynajmniej nie miał zamiaru robić tego w jej wiedzy.
Przemilczał informację o śmierci jednego z napastników, obserwując jedynie jej twarz gdy o tym mówiła. Akurat o tym raporty raczyły wspominać, jedna z nielicznych rzeczowych informacji które się w nich znajdowały. Przy całej powadze sytuacji, fakt że zabiła go wbijając mu różdżkę w oko, brzmiał jak jakiś kiepski żart. Sam nigdy jeszcze nikogo nie pozbawił życia, chociaż podejrzewał, że ten dzień kiedyś będzie musiał nadejść. Wypowiedział wojnę światu w której zapewne nie obejdzie się bez ofiar, a przynajmniej miał nadzieję, że nie obędzie się bez jednej konkretnej ofiary, Wolfganga. Zastanawiał się więc, co czuła teraz Frances. Miał nadzieję kiedyś z nią o tym porozmawiać, ale dziś zdecydowanie nie był to ten dzień. Wszystko było za świeże, ona zbyt poruszona, a sprawa z którą do niego przyszła dopiero miała wyjść na światło dzienne.
Nie byłam sama.
A więc o to chodziło, po wyrzuceniu tego z siebie w końcu odetchnęła jakby pozbyła się ogromnego ciężaru. Nie da się ukryć, że i o tym co nieco było w raportach. Dwóch mężczyzn o znanych mu zaledwie inicjałach, było na miejscu zdarzenia i wnioskując po reakcji Fran, nie byli to ani pomocni sąsiedzi którzy usłyszeli odgłosy walki i ruszyli z pomocą, ani przypadkowi przechodni. Chujowo do potęgi entej.
- eN eM i eL Pe – powiedział na głos i zmierzył ją wzrokiem – Co to za jedni, jak długo się znacie, co robili u ciebie i przede wszystkim, ile wiedzą – w tej kwestii zażądał pełnego raportu. Sięgnął po kolejnego papierosa i po chwili zawahania skierował paczkę również w kierunku Fran składając jej bezsłowną propozycję.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-14-2020

Widziała, że James nie był zbytnio zadowolony z jej nikłej wypowiedzi, bo sama doskonale nie miała bladego pojęcia jak się wytłumaczyć. Szkopuł polegał na tym, że ktoś nasłał tych draniów do jej mieszkania, a teraz jeszcze zobowiązywała sprawa z Louisem i Nathanem... nie wiedziała jak ująć ich w odpowiedzi, gdy James zaszczycił ją kilkoma konkretnymi pytaniami. Westchnęła głośno, a gdy zerknęła, że Potter proponuje jej papierosa, odmówiła. Wyciągnęła ku niemu rękę, dotknęła palcami jego skóry i odsunęła od siebie paczkę. Stała naprzeciwko niego, spod jego okularów widziała orzechowe oczy, wyraźnie w nią wpatrzone.
— Nathan McLean i Louis Poole — odpowiedziała szybko.
Ufała Jamesowi, a poza tym miała plan, który bez jego pomocy mógłby nie wypalić. Zresztą to on miał więcej do powiedzenia w tej kwestii, aniżeli ona, która ledwo co weszła pod feniksowe skrzydła.
— To... moi przyjaciele. Dwójka nieistotnych płotek, które stały się ofiarami tej nieszczęsnej wojny.
Praktycznie byli niegroźni. Potrafili rzucać zaklęcia, ale nie byli przygotowani na taką jatkę. Co więcej, Frances również nie była na to przygotowana, a w szczególności, że plan dotyczył tego co potem dodała:
Jeszcze nic nie wiedzą. Powinieneś ich znać, chociażby Louisa. Macie podobny charakter — zerknęła na Pottera z uśmiechem. — Powinni znać prawdę o tych, którzy ich zaatakowali, ale... bez pozwolenia tego nie zrobię, co więcej... chciałabym ich wprowadzić w nasze tajemnice. Wiem, że mogę im ufać, gdyby nie oni... już bym nie żyła.
Zgodnie z jej sumieniem i zgodnie z prawdą powiedziała to co Potter powinien wiedzieć. Problemem była jego reakcja, może swoista troska o nią, a co więcej o Zakon, który mógłby nie pochwalić zamiarów młodej Murphy. Mogliby ją określić naiwną, nie nadającą się do trzymania języka za zębami, ale Frances przeczuwała, że to co wydarzyło się w Londynie było dowodem jej słów. Powaga jaką zachowywała mówiąc mu otwarcie o tym czego chciała nie mogła zostać oblana ciepłym moczem. James wręcz musiał zrozumieć w jak poważnej i nieciekawej sytuacji się znalazła. Z zaufaniem było ciężko, w szczególności dla kogoś o tak niewinnej duszy jak Frances; może nie miała takiego instynktu samozachowawczego, ale dla dobra ogółu — a przede wszystkim dla Louisa i Nathana — była zdolna poświęcić samą siebie.
— James... wiem, że to nie leży w opinii mojej, ani być może twojej, ale chcę mieć twoją zgodę, że mogę zrobić chociaż tyle. Dla nich.
Prosząco popatrzyła na Jamesa chcąc go jeszcze bardziej przekonać do swojego zdania. Dlatego tak nalegała na to spotkanie.


RE: Plaża - James Potter - 04-15-2020

Nieznacznie drgnął czując jej palce odsuwające jego dłoń. Nie do końca wiedział czy to przez to, że miała zimne ręce, czy może bardziej chodziło o to, że coś ukrywał, albo najzwyczajniej w świecie nie spodziewał się takiego gestu. Nie zastanawiał się jednak nad tym, a pospiesznie schował paczkę do wewnętrznej kieszeni kurtki i odpalił papierosa.
- Louis Poole? – wyrwało mu się, a przecięta blizną brew powędrowała góry – Ten pałkarz? – właściwie to nie miał pojęcia dlaczego go to dziwi, bo pamiętał go z Hogwartu aż nazbyt dobrze, a szczególnie jego tłuczki. Nie zastanawiał się jednak nigdy wcześniej w jakim właściwie wieku jest Frances. Niby wydawało mu się, że również kojarzy ją ze szkoły, ale ile dokładnie była od niego starsza? Momentami miał nawet wrażenie, że równie dobrze mogłaby być w jego wieku, a może nawet i młodsza, ale wtedy to już z pewnością by ją pamiętał. Ciężko mu było to oszacować, szczególnie że w Zakonie pojawiła się później od niego.
- Znacie się z Hogwartu? – spytał asekuracyjnie – Nathan McLean nic mi nie mówi… - dodał zamyślony i trochę skołowany. Czy dobrze ją zrozumiał? Chciała wprowadzić ich do Zakonu Feniksa? – To poważna sprawa, Fran… - wstał i schował jedną rękę do kieszeni, drugą kursując regularnie z papierosem do ust – Nathana też znasz ze szkoły? Czym się teraz zajmuje? – nie potrafił od tak zaaprobować jej decyzji dotyczącej osób których właściwie zupełnie nie znał. Trochę kojarzył Poola, ale z pewnością zmienił się od czasów szkolnych. Średnio uśmiechało mu się wpuszczanie w ich szeregi gwiazdeczki Quidditcha… No kurwa… Sam poświęcił karierę sportową by wstąpić do aurorów na grubo przed tym nim dowiedział się o istnieniu Zakonu. Zrobił to bo wybrał dobro innych ponad swoje. A ten niby ma spełniać się w Quidditchu jednocześnie zgrywając bohatera w tajnej organizacji? I co, może jeszcze frytki do tego? Nie za dobrze by mu było? Jedno, albo drugie, a nie kurwa… Niezmiernie go to drażniło, co jak nie trudno się domyślić, nie działało w chwili obecnej na korzyść Poola.
- Nie widzę problemu żeby powiedzieć im o szmalcownikach… Badałaś sprawę wozaka do artykułu, komuś to się nie spodobało i nasłał na ciebie zabójców… Nawet gdyby powiązali to ze śmierciożercami to nie jest to nic o czym nie mogliby wiedzieć. Mamy wojnę, teorie Sama Wiesz Kogo są powszechnie znane, tam samo jak to, że ma on swoich zwolenników którzy dopuszczają się takich, a nie innych czynów. Co innego z Zakonem Feniksa. To, że działamy w ukryciu jest póki co naszą największą siłą. Owszem, potrzebujemy ludzi, ale musimy być co do nich w stu procentach pewni… Jesteś przekonana co do ich przekonań? Znasz ich tak dobrze, że byłabyś w stanie za nich poręczyć? Utrzymujecie stały kontakt od czasów szkolnych, jesteś pewna, że nie mają przed tobą tajemnic? I czy oni w ogóle chcą walczyć… Może wcale nie mają zamiaru parać się wojną… - dotychczas wbite spojrzenie w jej twarz w końcu odwrócił w kierunku morza.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-15-2020

Jak na młodszego chłopaka, James miał racje. To się mijało z celem prosić o zbyt wiele Louisa i Nathana. Chcąc nie chcąc, Frances musiała wziąć pod uwagę to co ocenił na pierwszy rzut oka. Przytaknęła grzecznie. Również zerknęła, gdy chłopak patrzył w dal, na morze, aż jej wzrok powędrował na horyzont gdzie niebo przecinało się z ziemią. Przytaknęła niewinnie na to, gdy James wspomniał o Louisie, natomiast sprawa wyglądała tak, że nie mogła jawnie stwierdzić, że im ufa. Nie rozmawiała jeszcze z nimi o tym, nie znała ich spostrzeżeń na ten temat, poza tym ona i Louis nie byli w kontakcie przez kilka dni co uwłaczało jej w stwierdzeniu, że byłoby to dobrym pomysłem. Jednak i tak to ona zdecyduje czy im wyzna całą prawdę o sobie, czy postanowi nadal trzymać dystans.
— Nathan i ja należeliśmy do tego samego domu. Poole'a nie znam tak dobrze...
Aż w jej głowie mignęło wspomnienie ich w jej mieszkaniu, pijanych i rozochoconych; podnieconych i pożerających siebie wzajemnie wzrokiem. Nerwowo zagryzła truskawkową wargę. Otrząsnęła się więc z tych myśli i powróciła na ziemię.
— Pracuje w Gringocie...
Ledwo wydukała te słowa. W zasadzie to nie wiedziała o nich zbyt dużo i tu polegał ten problem. Jedynie mogła opisać Nathana jako lojalnego przyjaciela i dobrego zwierzchnika tajemnicy. W kwestii Poole'a i jego gryfońskiej natury miała do tego nieco inne odczucia. Chociaż przeczuwała, że był równie godny zaufania, to jednak ich relacja dopiero się rozwijała co mogło świadczyć o tym, że ciężko znów znaleźć odpowiedni argument, aby James się do tego przekonał. Poza tym, nie powie mu, że straciła z nim dziewictwo!
— No dobra! Masz rację. Nie wiem wiele więcej o ich życiu poza tym, że Nathan mi pomagał w Hogwarcie. Był moim przyjacielem, jeśli chodzi o Louisa może być to problematyczne. Nie wiem co o tym myśleć, bo ostatnio nie miałam możliwości, żeby się nad tym zastanowić. Byłam przekonana, że Louis to niewinny flirt, a okazało się trochę inaczej.
Kopnęła kamień leżący pod jej butem. Wpełzł do wody, aż wreszcie zakręciła się, gdy ramiona jej opadły ze zmęczenia. Może nie wyglądała jak siedem nieszczęść, ale wyraźnie bolała ją głowa. Jej smętna mina zdradzała sporą zadumę w tej kwestii, ale jeśli nie spróbuje zaryzykować to się nie dowie. Poprzysięgła przecież wierność Zakonowi ponad wszystko i to chyba zapędziło ją w kozi róg. Prawda była taka, że Zakonnicy musieli podjąć pewne decyzje, które w przyszłości zależały od tego, czy będą zdolni się poświęcić i swoje prywatne życie dla dobra ogółu. Louis był kwestią do długiej dyskusji. Z Nathanem nie mogłoby być takiego problemu.
— James, chcę żebyś mi zaufał, tak jak ja tobie — chwyciła go za ramię. — Zaryzykuję. Jeśli coś spieprzę, więcej cię o nic nie poproszę. Nie będę ryzykowała aż tak...
Chciała, żeby Potter spojrzał jej w oczy. Liczyło się to co myślał. Poznanie jego myśli ułatwiłoby jej sprawę. Zresztą... James należał do nielicznej grupy ludzi, których opinia dla niej najbardziej się liczyła. Nie był głupi, ale porywczy. Mimo to wierzyła, że wszystko co robi jest dobre i chciałaby zanadto być taka sama.
— Obydwoje nie pochodzą ze znamienitych rodów. Nathan jest mugolakiem. Mogę na ciebie liczyć?
Uniosła brwi, a jej oczy zaświeciły. Zrobiła się mała cisza, a szum morza niemal zakłócał jej głośny oddech. Z desperacji człowiek mógłby złapać się dosłownie wszystkiego. Frances była w takiej sytuacji.


RE: Plaża - James Potter - 04-15-2020

Wyczuł w jej głosie wahanie, niepewność, to czego właśnie się spodziewał, a właściwie to bardziej obawiał. Chociaż nie da się ukryć, że jeżeli akurat chodzi o Poola, to była w tym też kapka nadziei… W życiu by się do tego nie przyznał, ale w grę wchodziła tu zazdrość. Zazdrość, że Louisowi udałoby się pogodzić dwie rzeczy na których Potterowi zależało i z których on musiał wybierać.
- W Gringocie… - powtórzył całkowicie nieświadomy kierunku w którym chwilę wcześniej czmychnęły myśli Fran – Ciężko wypracować zaufanie u goblinów… - stwierdził i na moment znowu zatkał sobie usta papierosem. Z Nathanem sprawa wyglądała trochę lepiej, James miał nawet kilka osób które mógłby bez problemu o niego podpytać. Louis w tej kwestii wydawał się zbyt odległy, aż dziw że chwilę wcześniej to on był dla Pottera mniejszą niewiadomą.
- Przemyśl więc to sobie na spokojnie, daj sobie czas – odparł odprowadzając wzrokiem wprost do wody kamień który kopnęła – Uczucia to akurat kiepski doradca – dodał jeszcze, korzystając z okazji że nie musi przy tym patrzeć jej w oczy. Jedno czego był pewny w kwestii uczuć, to tego że potrafiły sprawnie wszystko komplikować, by zgrabnie rozpieprzać wszystko w punkcie kulminacyjnym po którym rzadko było co zbierać – Poza tym… - jak już przy tym byli, postanowił wtrącić jeszcze ze trzy knuty od siebie – Skoro coś do niego czujesz, zastanów się czy jesteś pewna, że chcesz by w to się pakował – nie bez powodu on sam nie chciał by Erin, czy Lily udzielały się w Zakonie. Chociaż działali w imię dobra, wcale nie było to bezpieczne miejsce.
Odetchnął ciężko gdy chwyciła go za ramię i odwrócił się w jej stronę posłusznie łapiąc jej spojrzenie. Chwilę milczał nim w końcu jej odpowiedział.
- Ufam ci, ale nie tylko o nasze zaufanie teraz tu chodzi… Nie mówię już nawet o Louisie i Nathanie, a o całym Zakonie - dlaczego właściwie ufał Fran? To było dobre pytanie. Gdyby się głębiej nad tym zastanowić, pewnie doszlibyśmy do wniosku, że zaufanie do kogoś budujemy na zaufaniu innych do tego kogoś. Ufał jej przede wszystkim dlatego, że ufał jej Dumbledore i reszta Zakonu. I miał wrażenie, że tego samego oczekiwała w tym momencie od niego Murphy, potwierdzenia zaufania do Poole’a i McLeana. Nie był jednak pewny, czy będzie w stanie jej to dać.
- Chcę ich najpierw sprawdzić – wydusił w końcu – Niczego nie obiecuję… - smutna mina, wielkie oczy, a on znowu uchylił furtkę rozsądku by wpuścić trochę ryzyka. Nie podobało mu się to, ale chwyciła się tego pomysłu niczym ostatniej deski ratunku. Tylko czy to, że będzie miała ich bliżej siebie będzie rzeczywiście dla niej ratunkiem? Patrzył w te jej wielkie oczy i próbował to rozgryźć, chociaż z góry skazany był na porażkę.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-16-2020

Słuchała go uważnie. Myślała, zastanawiała się... podczas pobytu w Mungu miała czas by się zastanowić czy warto im o tym powiedzieć. Gdyby wydarzenia potoczyłyby się inaczej, do ataku by nie doszło, Frances nie musiałaby teraz stać przed Potterem i pytać go o to co powinna w tej sytuacji zrobić. Chłopaki nie staliby przed obliczem możliwej śmierci, jakby na co dzień rzucali między sobą zaklęcia. Złych ludzi na świecie nie brakowało, ale zabawa z Czarnym Panem nie należała do prostych... czasami wydawało się to niemożliwe.
Włosy zawiał jej wiatr. Odgarnęła je chudą, bladą ręką, a drugą puściła Pottera, czując, że już wystarczająco naruszyła jego przestrzeń osobistą.
— Zamierzam do nich pójść i się z tego wytłumaczyć. Nie wiem jeszcze czy wspomnę o Zakonie...
Co będzie gdy spojrzy Louisowi w oczy i się podda? Tak po prostu powie mu prawdę o sobie, bo uzna, że to będzie najlepsze? Kiedy Potter wspomniał o uczuciach, Frances chyba sobie faktycznie uświadomiła coś o co nigdy by siebie nie podejrzewała. Zmarszczyła nos. Zerknęła na Pottera z lekką pretensją, że o tym wspomniał, ale nawet jeżeli Frances przyznałaby, że to sprawa uczuć, należałoby się nad tym zastanowić jeszcze raz. Narażanie Poole’a i Nathana na takie niebezpieczeństwo? Blondynka od razu pokręciła głową.
— Z uczuciami to nigdy nie była prosta sprawa. Wydaje mi się, że to instynkt podpowiedział mi, że to byłby dobry pomysł ich wdrążyć do Zakonu. Ale z drugiej strony boję się, że prędzej na tym stracę. Stracę Louisa...
Frances nie potrafiła sobie wyobrazić gdyby Louis ją odtrącił na wieść, że walczy z takim złem. Uznałby ją za wariatkę lub po prostu ze strachu o własne życie odciąłby się od niej. Louis nie wyglądał na kogoś kto się zbytnio przejmował politycznymi potyczkami, tymi perypetiami, które mają miejsce w ministerstwie. Poświecił się Quidditchowi, dbał o własne interesy jak większość czarodziejów. Wychodziło jednak na to, że faktycznie coś do niego czuła. Zakochała się w nim co tylko utrudniało podjęcie dobrej decyzji. Stała teraz pośrodku zbutwiałego mostu nie wiedząc, w którą stronę się udać.
Nathan był nieco innym zmartwieniem dla Frances. Ufała mu znając jego pochodzenie, jego możliwości i po prostu sprawiał wrażenie kogoś komu można zaufać. Nigdy jej źle nie ocenił, mówił zawsze to co myśli, analizował wszystkie za i przeciw gdyby takowe problemy miałyby miejsce. McLean powinien według niej skończyć w Wizengamocie — prędzej tam aniżeli w Banku Gringotta.
— Wierz mi, James, nie znam innej tak racjonalnej osoby jaką jest Nathan.
Założyła ręce na piersi stojąc w lekkim bezruchu. Przeczucie ją nie myliło co do zaufania, jednak w obecnej sytuacji jakiej znalazła się Frances w kwestii Louisa było większym problemem. Byłoby jej dużo łatwiej gdyby Louis podjął za nich decyzję, a przy okazji uznałby to za zbyt niebezpieczne i po prostu dałby sobie z nią spokój. Takie odtrącenie chociaż okrutne, mogłoby dać mu bezpieczeństwo. Przyjdzie taki moment, że ultimatum w postaci Zakonu lub życia z Louisem będzie niemożliwe. Zdawała sobie z tego sprawę, jednak zdołała uwierzyć w to, że James wie jak to jest...
Druga kwestia to sam Zakon Feniksa. Było to coś co nie podlegało żadnym dyskusjom. To nie była decyzja tylko i wyłącznie Pottera, ale również innych członków, którzy uznaliby, że Nathan i Louis się do tego nie nadają. Jednak James przystał na to, żeby ich sprawdzić, poznać ich możliwości i opinie na różne tematy. Dało jej to nadzieję, że coś pójdzie w dobrym kierunku.
— Dziękuję ci James...
Niepewnie przytuliła wyższego od siebie chłopaka. Mógł wyczuć, że odrobinę z emocji drży.
— Co teraz zamierzasz? — zapytała dociekliwie.
Miała nadzieję, że Potter nie będzie pakował się w żadne „ratowanie świata” na własną rękę.


RE: Plaża - James Potter - 04-18-2020

Gdybanie nad przeszłością nie było najlepszym pomysłem. Stało się co miało się stać, koniec kropka. Z pewnością wiele ją to nauczyło i kto wie czy to doświadczenie nie uchroni ją przed czym dużo gorszym w przyszłości. Mimo wszystko byłby w stanie zrozumieć to co teraz przeżywała. Przerabiał to wiele razy po rzekomej śmierci Erin. W głowie przetworzył masę scenariuszy w których wszystko kończyło się zupełnie inaczej. Za każdym jednak razem musiał wrócić do rzeczywistości której nie był w stanie zmienić.
Pokiwał tylko na jej stwierdzenie głową, nie chcąc powtarzać się by w kwestii Zakonu jednak poczekała. Chyba nawet wyłapał pretensję w jej spojrzeniu, a może to bardziej kwestia zmarszczonego noska? Instynkt przetrwania nakazał mu zawrzeć na ten moment jadaczkę. Nie czuł się pewnie w kwestii rozmów o uczuciach, a dziewczyny potrafiły być mocno drażliwe w tej sferze. Wolał się więc zbytnio nie wychylać.
- Chciałaś dobrze – bąknął tylko i splótł ręce na piersi gdy już dopalił drugiego papierosa – Nie przesądzam z góry, że jest to zły pomysł, po prostu twierdzę, że wymaga głębszej analizy… - dodał jeszcze widząc, że dziewczyna toczy w głowię swoista wojnę myśli. Chciałby móc jej jednoznacznie powiedzieć co powinna zrobić, ale zdecydowanie daleko mu było do Dumbledore’a by zrobić to bez wahania.
- Będę miał to na uwadze, gdy będę przetrzepywał jego szafkę pracowniczą u Gringotta – rzucił dla rozładowania napięcia i posłał jej nawet niecny krypto uśmieszek.
- Mówiłem już, że niczego nie obiecuję? – powtórzył gdy go przytuliła i chociaż to też miało być w luźniejszym tonie to westchnął przy tym ciężko. Objął ją podejrzewając, że to jednak nie z zimna drży i trwał tak przez dłuższą chwilę wpatrując się w horyzont. Jak na kogoś kto dopiero co opuścił Munga, niesamowicie intensywnie pachniała cytrusami, które zapewne były bergamotką, ale nie udawajmy by Potter w ogóle wiedział czym była bergamotka.
- Ja? – zawahał się na moment – Popytam tu i ówdzie… Sprawdzę czy nie mają w papierach jakichś mandatów za złe parkowanie miotły – uśmiechnął się marszcząc policzek na jej włosach. Wolał jej nie wspominać, że pewnie też podąży za śladami wozaka który to wpakował ją w te kłopoty. Ktokolwiek nasłał na nią szmalcowników niech nie myśli sobie, że ujdzie mu to na sucho.
- A ty? – odsunął się w końcu by Pulec nie był zbytnio zazdrosny i schował ręce do kieszeni – Od razu do Irlandii? Ktoś zajął się twoim mieszkaniem?


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-19-2020

Na wieść, że James nie potraktował sprawy jak jakąś błahostkę spadł jej kamień z serca. Głos rozsądku podpowiadał jej, że są rzeczy, o których trzeba mówić nieważne jak ciężkie mogłyby być. Odsunęli się od siebie, a Frances posłała mu wdzięczny uśmiech. Potem zachichotała pod nosem, gdy wspomniał, że sprawdzi ich kartoteki i czy mają czyste sumienie. Była przekonana, że w takiej okoliczności Nathan i Louis są grzeczni. Nie robią złych rzeczy, nie działają przeciwko ministerstwu, a poza tym mogła na nich polegać w trudnej sytuacji, jak na przykład ta, która miała miejsce kilka dni temu.
— Dobrze, wierzę, że nic złego nie znajdziesz — odpowiedziała. — Gdybyś czegoś się dowiedział daj mi znać.
Podniosła nieco podbródek i zastanawiała się czy faktycznie wybierze się do Irlandii zaraz po spotkaniu z Louisem i Natem. Oczywiście, że bała się reakcji rodziców — najchętniej w ogóle by ich w to nie mieszała — ale jej matka pewnie już wie... tata na pewno musiał już dostać informacje z ministerstwa, że jego córka została napadnięta w swoim mieszkaniu. Liczyło się też to, że Frances miała udać się na przesłuchanie, które spędzało jej sen z powiek, bowiem nie wiedziała co w takiej sytuacji miała zrobić. I przede wszystkim co powiedzieć, by nie uznali jej za winną. O ile faktycznie brali to pod uwagę.
— Mieszkanie jest na razie oblegane przez magimilicję, a ja nie wrócę tam póki sytuacja się nie wyjaśni. Nie wiem kto jeszcze będzie próbował mnie zabić, a Śmierciożercy tak łatwo nie odpuszczają, więc pozostaje Irlandia. Bezdyskusyjnie.
Z jednej strony cieszyłaby się z powrotu na farmę, gdzie zewsząd słychać fale obijające się o skały, gdzie pełno jest roślin i świeżych zapachów z kuchni, a także ta miła przestrzeń mogłaby dać Frances więcej swobody, zaś z drugiej miała wątpliwości czy siedzenie w Irlandii miałoby jakiś sens na dłuższą metę skoro i tak musiała przebywać w pracy. Z mieszkania miała niedaleko do biura Proroka Codziennego, więc nie musiała bez przerwy korzystać z teleportu. W tej sytuacji sieć fiuu była jak najbardziej na miejscu. Z dala od przyjaciół trochę ją dobijało. Nawet nie była pewna czy Louis by ją tam odwiedzał...
— Wiesz James... to może być faktycznie problem. Prosić ich o dotrzymanie tak wielkiej tajemnicy, a co dopiero proponować im dołączenie do Zakonu... Obydwoje są uparci, będą oczekiwali jakichś odpowiedzi, to na pewno, ale gdy się dowiedzą co mi grozi mogą wcale nie przyjąć tego dobrze. A Louis... nie wiem czy będzie chciał ze mną rozmawiać.
Na samą myśl o tym, że mógłby być nadal na nią obrażony za ostatnią noc w Mungu znowuż przestała się uśmiechać. Jedyne czego teraz bardzo chciała to dowiedzieć się jaką mają opinię na ten temat. Poza tym, musiała przebrnąć przez długi spacer nim zdecyduje się co im powiedzieć. Bo oprócz prawdy o napastnikach woleliby wiedzieć dlaczego ją zaatakowano.


RE: Plaża - James Potter - 04-22-2020

Cieszyło go, że udało mu się trochę ją rozweselić, nawet jeżeli było to krótkotrwałe.
- Możesz być pewna, że nie będę tego trzymał tylko dla siebie – podsumował. Z pewnością nie usiądzie z założonymi rękoma. Jeżeli będzie miał jakiekolwiek wątpliwości co do przekonań Nathana czy Louisa, to zrobi z tym co trzeba. Zdążył już się przekonać, że Zakon Feniksa to nie przelewki, a jeden nawet najmniejszy błąd może okazać się katastrofalny w skutkach, nie tylko na nich, ale dla całego magicznego świata.
- Słusznie – zniknięcie na jakiś czas z Londynu było właściwą decyzją, chociaż James miał niemałe wątpliwości czy aby wybór rodzinnego domu jest celnym zamiennikiem. Nie było to miejsce pobytu ciężkie do ustalenia i jeżeli ktoś będzie jej szukał to z pewnością je sprawdzi. Nie miał pojęcia kim są jej rodzice, ale miał nadzieję że to czarodzieje z głowami na karku. Zresztą, z pewnością nie wybrałaby domu rodzinnego gdyby nie była pewna, że jest tam w stanie zapewnić bezpieczeństwo nie tylko sobie, ale i swojej matce i ojcu – Pamiętaj o zaklęciach ochronnych – przypomniał tylko. Jego dom był już niczym forteca, chociaż nie była to tylko i wyłącznie jego zasługa. Charlus zadbał o najmocniejsze bariery, James dołożył tylko kilka swoich pomniejszych cegiełek. Ostatnio również nałożył potajemnie zaklęcia na dom Lily, więc nie wykluczone, że uda się również do Irlandii, by sprawdzić jak ma się pod tymi względami azyl Fran. Nie miał jednak zamiaru jej o tym informować, działał incognito.
- Nie ukrywam, że cieszę się, że to widzisz – odparł, jej reakcja wskazywała, że teraz podejdzie do sprawy racjonalnie, a nie pod wpływem emocji – Podejmiesz dobrą decyzję – zapewnił. W sumie to nawet był z siebie dumny. W końcu nie należał do osób co to tak rozsądnie podchodzą do rzeczy, ale wydawało mu się, że tym razem zachował się całkiem dojrzale. Nie dał się omamić emocjom, chociaż zapewne na miejscu Fran wcale nie okazałby się takim chojrakiem. Po pierwsze, sam zapewne nikogo nie poprosiłby o radę, po drugie, prędzej zacząłby działać niż myśleć. Trochę był zaskoczony, że udała się akurat do niego, w końcu dobrze znała jego charakter i sposób działania. Z jakiegoś jednak powodu czuł, że mimo wszystko podołał. Merlinie, co ta dorosłość robi z ludźmi…
- To co? Odteleportować panienkę bezpiecznie we wskazane miejsce? – zaproponował, chociaż była to propozycja po stokroć chujowa. James nienawidził teleportacji, nie znosił jej również najlepiej i unikał jak ognia, ale czego to się nie robi z łobuzerskiego dżentelmeństwa.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-23-2020

Zaklęcia ochronne mogą trochę nie być mile widziane przez jej ojca, w szczególności, że od wielu pokoleń nie posiadali osłony, która odcinała ich od rzezi dziejącej się dookoła Irlandii. W tym wyjątkowym przypadku zapewne skłoni go jego ukochana żona, a reszta rodziny zapewne spróbowałaby znaleźć Frances jakieś stosowne rozwiązanie. Farma była odpowiednim miejscem — i to nie na długo — a potem mogłaby znaleźć lokum w jakiejś norce, aż całkiem zdziczeje. Co prawda, w grę wchodzili Nathan i Louis, którzy być może zechcą się zaangażować w sprawy Murphy lub zerwą z nią kontakt. Tak czy siak ten ciężar spadł na jej barki, a to było w istocie utrudniające. I czy podejmie właściwą decyzję było pojęciem względnym.
— Pamiętam, wierz mi... moja rodzina wie co to znaczy. No i w ogóle jesteśmy w listownym kontakcie... jakby co zapraszam na herbatę, mama z pewnością ucieszy się na twój widok.
Ruby i James chociaż nie zamieniali słów jak dobrzy przyjaciele, to jej matka zawsze wypowiadała się o Jamesie dobrze; zaś czuła, że trzyma w sobie pewne brzemię, o którym raczej nie mówi. Frances tolerowała i szanowała jego prywatne życie, więc nie pakowała się w nie z butami przekonana, że gdyby James kiedykolwiek miałby się przed nią otworzyć to wyjdzie mu to jedynie z chęci rozpoczęcia jakiejś trudnej rozmowy, aby nieco zrzucić ciężar emocjonalny na wątrobie.
Przyłożyła rękę na swoim brzuchu i delikatnie palcami przesunęła w bok. Co prawda, opatrunek nie był przyjemny, a Frances naprawdę potrzebowała orzeźwiającej kąpieli po wyczerpujących dniach w Mungu. Uśmiechnęła się, gdy James zaproponował jej kolejną pomoc. W tej chwili jednak Frances podziwiała tę ciszę na plaży w Allhallows i zanadto chciałaby tutaj zostać, by pomyśleć. Układanie w głowie zdań było normą w jej codziennym życiu, a teraz, gdy umysł zatruwał Poole, Frances straciła kontrolę nad pewnymi aspektami.
— Nie musisz. Chcę trochę pospacerować, odetchnąć tym rześkim powietrzem, a wtedy teleportuję się do Szkocji. Szczerze? To nie mam w ogóle pojęcia co im powiem. Nawet nie wiem czy zastanę ich w domu...
Westchnęła ciężko, wypuszczając powietrze przez usta. Spoglądnęła z uwagą na Pottera. Dziwnie to brzmi, gdy Frances wypełnia swego rodzaju sceptycyzm. Ludzie znają ją jako osobę pozytywną, natchnioną, z głową w chmurach, a teraz? Myśląc o sprawach trzeźwo, aż mogłoby się wydawać, że dziewczyna nieco podkuliła ogon.
— Obym podjęła dobrą decyzję, która nie zaważy na sprawach Zakonu. Tego się trzymajmy.
Wtuliła się niemal siłą w Pottera, chcąc tym samym poczuć odrobinę ciepła. Czuła się przy nim jak przy starszym bracie, który choć krnąbrny to mądry i uczciwy. Przede wszystkim lojalny za co go również ceniła. Odsunęła się chwilę później, aby skinąć ku niemu głową.


RE: Plaża - James Potter - 04-25-2020

Oj, gdyby dowiedział się, że dom Fran od pokoleń nie jest chroniony żadnymi zaklęciami to z pewnością nie zareagowałby na jej decyzję tak spokojnie. Była jednak spora nadzieja, że to co spotkało Murphy da jej rodzicom do myślenia i podejmą jakieś rozważne kroki.
- Z pewnością skorzystam – złożył obietnicę, którą nie był pewny czy dotrzyma. Uśmiechnął się przy tym niezbyt wesoło i przeniósł swe spojrzenie gdzieś na horyzont. Zdarzało mu się tęsknić za swoją matką, nie było to jednak coś do czego otwarcie się przyznawał. Kiedyś był niesamowicie otwartym chłopakiem z ciętym żartem, teraz poczucie humoru zostało mu jako woal zasłaniający wszystko co działo się w środku. Miał ku temu swoje powody, przecież nie zmieniło się to samoistnie. Przyczyniły się do tego wydarzenia, przyczynili się do tego również i ludzie.
- Będziesz miała seksowną bliznę? – spytał widząc jej rękę na brzuchu. Uniósł przy tym kokieteryjnie swoją brew przecięta ukośną blizną po jego pierwszym meczu Quidditcha w Hogwarcie. Bardzo ją lubił, chociaż nie obyło się bez bólu gdy ją zarobił. Towarzyszyły mu jednak przy tym takie emocje, że mało co pamiętał. Teraz przybyła mu cała kolekcja blizn na przedramionach po wizycie w Azkabanie, które dalej miał nadzieję, że jakoś samoistnie znikną. Może powinien rozejrzeć się za jakaś maścią?
- Potrzebujesz pobyć sama? Wiesz, ja jestem facetem, mi takie rzeczy to trzeba prosto z mostu… - przeczesał dłonią włosy i odchrząknął. Nie chciał jej się naprzykrzać, ale krzaki przy plaży były wyjątkowo mizerne, by oczywiście obserwować ją z nich nim bezpiecznie nie teleportuje się do Szkocji, żeby nikt nie pomyślał o innych możliwościach wykorzystania okolicznych krzaczków…
- Daj sobie czas, pogadasz z nimi jak będziesz już wiedziała co im powiedzieć – już miał palnąć, że to oni teraz powinni za nią latać zatroskani, a nie ona za nimi, ale w porę ugryzł się w język. Dosłownie. Zrobił to gdy znowu się w niego wtuliła. Potrzebowała bliskości, a to dość dziwne, bo z tego co ogarniał to Poole również trochę spędził w szpitalu, w takich okolicznościach Potter z pewnością by nie próżnował. Ekhem.
Pokołysał nią trochę na boki, tak jak robił to z Erin naśladując przytulasy mamy z dzieciństwa. Zawsze ją to uspokajało. Gdy skinęła mu głową posłał jej kuksańca czołem w czoło i kapkę się uśmiechnął. Kumpelski gest, chociaż okoliczności mocno sprzyjały pocałunkom. Durny byłby to jednak pomysł, już zdążył się przekonać, że przyjacielskie buziaki w magazynku na papier listowny mogą mieć nie lada poważne konsekwencje… Poza tym, no dajcie spokój, przecież przed chwilą przyznała mu że jest zakochana, a on natomiast całkiem przyjemnie ostatnio spędzał czas z Jagą.


RE: Plaża - Frances A. Murphy - 04-25-2020

Nigdy nie miała blizn na ciele. Każda bruzda jaka się pojawiała znikała dzięki leczniczym roślinom na farmie, ale z racji, że miała wbite kolce Jeża mogła niestety przysporzyć sobie kilka. Miała nadzieję, że jej matka będzie posiadała maści, które to zamaskują albo pozbawią ją jakichkolwiek śladów po kolcach. Nie były przesadnie grube i długie, jednak Frances miała cienką skórę.
— Od kiedy to blizny są seksowne, James?
Frances potrafiła przesadnie dbać o swoją urodę, miała modelową figurę, jednak wzrostem nie mogłaby zostać modelką. Dla niej blizny to historia złych doświadczeń; dla kogoś takiego jak Murphy nie przystało ich mieć. Nie pasowało jej to, zresztą jak każda dziewczyna miała jakieś kompleksy na punkcie wyglądu. Chociaż Frances nie patrzyła na ludzi przez pryzmat tego jak wyglądają to wówczas każda niedoskonałość mogła obudzić burzę dziwnych emocji. Może Louisowi by to wcale nie przeszkadzało, ale cóż. Dostrzegła jego bliznę na brwi i zamrugała kilkakrotnie.
Czy potrzebowała być samą podczas tego spaceru? Wydawało jej się, że tak. Chwila samotności przydałaby się jej, aby przemielić to o czym z nim porozmawiała. Istniałaby szansa, że wcale nie musiała się wynosić do Irlandii, bo mogłaby siedzieć w kryjówce Zakonu Feniksa i tam zaś przemyśleć z innymi o zaistniałej sytuacji. Jednak jej pozycja nie była na tyle wysoka, żeby mogli wziąć pod uwagę jej wiarę w Louisa i Nathana. W tej kwestii mogła ufać Jamesowi, bo zdawała sobie sprawę, że on nie potraktuje jej jak gówniarę, chociaż to ona była od niego pięć lat starsza.
— Chętnie spędzę z tobą jeszcze moment lub dwa. Chodzi po prostu o to, że chcę z nimi porozmawiać. Jestem im to winna za uratowanie życia. A poza tym... tęsknie za Louisem.
Kiedy James ją tak tulił czuła się dobrze. Bardzo dobrze. Lubiła gdy James wykazywać choć odrobinę czułości, swoją dobroć i przejawiał empatyczne odruchy, bo to było u niego najciekawsze. Nie lubiła dupków ani twardzieli bez ambicji. A James był pojętny, ambitny i dobry. Cieszyła się, że mogła spacerować po plaży w takim towarzystwie. Przytaknęła mu stawiając krok do przodu w obojętnym dla niej kierunku. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że brzuch teraz bolał ją bardziej, a kolana miała miększe. Zachwiała się na moment. Te kamienie pod butami były nieprzyjemne.
— Przez te kilka dni w Mungu miałam czas przemyśleć czy wyznanie im prawdy byłoby dobrym pomysłem, ale wolałam ciebie zapytać i spróbować znaleźć jakieś rozwiązanie w tym całym burdelu myśli. No i teraz dałeś mi sporą zagwozdkę. Louis jest świetnym czarodziejem, więc w tym wypadku mógłby się przydać, ale... nie wiem czy byłabym w stanie się tak poświęcić. Nie ukrywam, że się o niego boję.
Wyznała Jamesowi to co siedziało jej w głowie. To było powodem jej spaceru po plaży, bowiem Nathan — nawet jeśli się również o niego bała — był osobą, która najpierw myślała potem robiła. Louis był nieco inny, ale to nie zmieniało faktu, że stał się dla niej kimś kogo by chciała uchronić przed każdym złem tego świata. Za wszelką cenę.


RE: Plaża - James Potter - 04-26-2020

- Od kiedy w to uwierzysz? – obronił się, a przynajmniej próbował, bo zdecydowanie nie takiej reakcji się spodziewał. Często spotykał się z taką opinią u dziewcząt, nie wziął jednak poprawki na to, że wypowiadały się tak, nie mówiąc o swoich własnych bliznach, a o bliznach u chłopców. Podświadomie naciągnął swoje rękawy i westchnął ciężko. Frances była bardzo ładna i chociaż nie była w typie kobiet do jakich słabość miał Potter, to zdecydowanie nie dało się przejść obok niej obojętnie. Jej reakcja uzmysłowiła mu, że jakakolwiek blizna była dla niej niepożądaną skazą, paskudną pamiątką po wydarzeniach, o których zapewne wolałaby zapomnieć. Potarł brew kciukiem i odpuścił temat nie mając nic więcej na swoją obronę.
Gdy ją obejmował, dotarło do niego, że dawno tego nie robił. I nie chodziło tu już nawet o Fran, ale o kogokolwiek. Erin pochłonięta była swoimi sprawami, z Jagą obawiał się, że wszystko popsuje, z Pru trzymał się na dystans, Charlie wyjechała, Mary wolała się kłócić, a Lily… Lily sama postanowiła odejść z jego życia. Nie miał pojęcia, czy to przez to że mu tego brakowało, czy przez coś innego, ale poczuł się dziwnie. Trochę nieswojo, ale wcale nie miał ochoty jej wypuszczać. Kamienie jednak same podjęły za niego decyzję i chociaż podtrzymał ją w tym strategicznym momencie, to szybko się później odsunął.
- W porządku? – spytał i odchrząknął samemu doprowadzając się do porządku. Temat ich rozmowy jak bumerang wracał do Louisa, co skutecznie odczarowało tę chwilę. Chciał sięgnąć po kolejnego papierosa, ale paczka która uprzednio wypadła mu z ręki, okazała się pusta. Trochę zawiedziony schował ją z powrotem do kieszeni i tam już pozostały jego dłonie.
- Gdy powiesz mu o Zakonie, będzie bał się o ciebie równie mocno, co ty teraz o niego – dodał tylko. Jak liczyła na jakieś rady damsko męskie to trafiła pod kiepski adres. Czuł się niezręcznie jakkolwiek wypowiadać na ten temat. U niego sprawy miały się zgoła inaczej, był facetem, chronił dziewczyny, ona znowu była dziewczyną, która chciała uchronić faceta. Nie to żeby dla niego ten obrót sprawy jakoś uwłaczał Poolowi i jego męskości, ale no za nic w świecie nie potrafił postawić się w jej sytuacji. Może gdyby go lepiej znał, byłby w stanie coś jej doradzić, na ten jednak moment czuł się zwyczajnie nie na miejscu by to robić.