Magic Lullaby
Bar "Carraig" - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Wielka Brytania
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=12)
+--- Dział: Irlandia Północna i Irlandia Południowa (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=21)
+---- Dział: Twin Rocks (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+---- Wątek: Bar "Carraig" (/showthread.php?tid=1087)



Bar "Carraig" - Magic Lullaby - 11-04-2019

[Obrazek: stefanoroom1.jpg]

Bar "Carraig"



Nazwany “skałą” i dokładnie tak wyglądający. Jest to jedyny w całości czarodziejski bar w tych stronach. Warto także dodać, iż w całości znajduje się on pod ziemią, a jego ściany zrobione są z lodowatego, topornie ciosanego kamienia oraz łączących go cegieł. To miejsce całkowicie mugoloodporne, przez co nawet najstarsi mugolscy mieszkańcy nie mają pojęcia o jego istnieniu. Oświetlają je głównie światła świec i ogień w paleniskach umieszczonych pośrodku trzech ścian. Przy czwartej stoi natomiast bar, przy którym praktycznie nieustannie pracuje ktoś z rodziny właściciela - postawnego, groźnie wyglądającego właściciela, którego mieszkańcy także nazywają Skałą.

Wejście zostało ukryte w jednym z głazów znajdujących się niedaleko Skały Diarmuida. Właściciel oznaczył je magicznymi runami, które błyszczą, gdy patrzy na nie inny czarodziej, jednak dla mugoli pozostają zwykłymi, starymi żłobieniami. Aby wejść do środka, należy cztery razy zastukać różdżką w środkową runę. Ta czynność sprawia, iż głaz odsuwa się, ukazując bardzo strome, wąskie schodki prowadzące prosto w nieprzeniknioną ciemność. Po kilku krokach, u dołu stopni zapala się jednak delikatne światełko przypominające migotanie błędnego ognika.

W barze można zamówić głównie lokalne alkohole i napitki bezalkoholowe. Można tu także spróbować typowo irlandzkich dań, wypalić tyle tytoniu, ile będzie się w stanie, a na koniec postawić zakład czy powróżyć sobie u żony Skały.

Minievent


Zamęt poprzebieranych czarodziejów, lewitujące dynie ze świecami w środku, a zewsząd w Twin Rocks słychać wycie wilkołaków. Mimo to wszyscy korzystają na zabawie w barze.



Aby rozegrać minievent wymagany jest rzut kością k6. Rzut kością obejmuje każdą postać, która bierze udział w evencie. W kolejnych postach gracz musi opisać jakie działania podjął na skutek wylosowanego zdarzenia. Jeśli ktoś przyszedł z towarzystwem to druga postać nie musi rzucać kością, jeśli nie chce, ale wtedy dotyczyć ją będzie rzut dokonany przez jej partnera.
Interpretacje wyników zostały podane poniżej.
  • 1 - podchodzi do ciebie żona Skały, który proponuje ci wróżenie z dłoni. Ze względu na halloweenowe szaleństwo możesz otrzymać wróżbę za darmo. Wróżba mówi, że czyha na ciebie wielkie niebezpieczeństwo i należy zachować ostrożność. Kobieta patrzy na ciebie z troską i daje ci świerkowy amulet, który ma chronić przed złymi duchami. Wykorzystaj go w obecnej sesji, opisując zetknięcie się z złośliwym duchem. Po interakcji amulet zniknie, a ty otrzymasz 1 dodatkową fasolkę.

  • 2 - siedzisz spokojnie przy stoliku, aż tu nagle podbiega mała, rozpłakana dziewczynka, która mówi, że zgubiła brata w Piernikowej Chatce. Wychodzisz więc z nią by sprawdzić o co chodzi. Jak się okazuje chłopiec utknął - na szczęście - w zgaszonym piecu. Jeśli pomożesz dziewczynce uratować brata otrzymasz w podzięce książkę kucharską. Musisz jednak użyć przynajmniej 3 zaklęć, które muszą ci wyjść. Książka po pewnym czasie zmienia się ona w kupon na +5% księgi zaklęć użytkowej z poziomu łatwego. Jeśli 2 lub 3 zaklęcia zakończą się porażką lub postanowisz odmówić pomocy, zaatakuje cię horda gryzących dziecięcych szkieletorów, które musisz pokonać za pomocą przynajmniej 2 zaklęć tylko z księgi transmutacyjnej. Po udanej walce otrzymasz 2 dodatkowe fasolki.

  • 3 - zostajesz wciągnięty w huczną zabawę obcej grupy czarodziejów. Rozochoceni i pijani bawią się w kalambury, w których należy odgadnąć co kto przedstawia. Może być to czynność, zwierzę lub słowo. Chętnie częstują cię alkoholem i namawiają do dołączenia do zabawy. Wymyśl i dobrze opisz to co przedstawiasz. Jeśli Mistrz Gry uzna twoje zwycięstwo, otrzymasz fiolkę Eliksiru Wyostrzającego Poczucie Humoru.

  • 4 - ktoś przebrał psa za akromantulę? W barze podbiega do ciebie właśnie to zwierzę, akurat jak na chwilę gasną światła. Właściciel z daleka prosi o pomoc w złapaniu zwierzęcia. W trzech postach fabularnych opisz jak biegniesz za psem i jak go łapiesz. Jeśli ci się uda, musisz mieć przynajmniej 2 sukcesy na kości k2, którą rzucasz w każdym poście, gdzie wynik 1 oznacza porażkę, a 2 oznacza sukces, w podzięce od właściciela otrzymujesz figurkę akromantuli. Z figurki wysuwa się kupon na 50% tańszą przewagę niewielką. Jeśli nie, pies cię gryzie i wymagasz natychmiastowej pomocy medycznej. Przy skorzystaniu z pomocy postaci lub NPCa, która zna na magii leczniczej i rozpisaniu obrażeń oraz całego procesu pomocy, oboje otrzymujecie po 1 dodatkowej fasolce.

  • 5 - w barze ogłaszają cię setnym klientem w Halloween. W tej sytuacji właściciel zaprasza cię do ciemnej sali, w której rozmawiasz z obcą osobą. Nie wiesz jednak czyj to głos, postaci również nie widzisz. Czujesz niepokój, zimno i strach. Jednak po oświetleniu sobie pomieszczenia, okazuje się, że nikogo tam nie ma, oprócz ciebie, ale na stoliku pozostała krótka wiadomość. Treść listu mówi: Dziękuję, że ze mną porozmawiałeś/aś. Wymyśl i opisz rozmowę z duchem w jednym poście. W nagrodę otrzymasz 1 dodatkową fasolkę.

  • 6 - zostajesz porwany do upiornego tańca i zanim się spostrzegasz nad tobą i resztą bawiących się gości pojawiają się duchy. Zapewne za sprawą zwiększonych mocy przez wpływ pełni i Halloween, są w stanie unieść was w powietrze. Opisz swojego widmowego partnera i rzuć kością k3, żeby sprawdzić, co się stało. Przewaga Wyginam śmiało ciało dodaje +1 do twojego wyniku. Wynik 1 oznacza, że twój strój pokrył się cały ektoplazmą i zaczął samoistnie znikać, sprawiając, że kończysz w samej bieliźnie. Wynik 2 to niezręczne ruszenie i nagłe przelecenie przez swojego partnera w tańcu. I to dosłowne. Wynik 3 to mistrzowskie ruchy i wykonanie nawet zgrabnego piruetu, dzięki któremu zyskałeś 1 dodatkową fasolkę.



RE: Bar "Carraig" - Domhnall Selwyn - 11-05-2019

#2 - 6. marca 1980

Carraig - knajpa znana być może wszystkim irlandzkim czarodziejom, a teraz również Domhnallowi - Walijczykowi, który do Irlandii przybył akurat w interesach.
Tajemne (dla mugoli) przejście do świata, o którym oni tylko marzą i wypisują książki. Tak przynajmniej Domhnall kiedyś słyszał - niespecjalnie się tym interesował, ale zdanie o mugolach miał mniej więcej takie, że to trochę niższa forma życia, coś w rodzaju brakującego ogniwa między małpami i czarodziejami. Cóż - był wychowany w szlacheckiej rodzinie, gdzie czystość krwi liczyła się naprawdę bardzo (w związku z czym często zdarzały się przypadki chowu wsobnego, skutkujące wszelkiego rodzaju mutacjami i zaburzeniami - ale o tym się głośno nie mówiło), a na mugoli patrzyło jak na robaki i służbę. Dom często w domu słyszał (oczywiście nie przy tych,którzy mogliby tę informację ponieść w nieodpowiednie rejony), że mugole to takie większe skrzaty, które mają mniejsze możliwości - bo skrzaty przynajmniej posiadają jakieś zasoby magii. Ale mugoli jest więcej i w związku z tym byliby z pewnością tańsi jako służba - a do tego się tylko nadają. Nie należy im pozwalać tak po prostu chodzić wolno i próbować się samemu rządzić, bo widać, jakie to ma skutki: wojny, zarzynanie się nawzajem, niszczenie świata.
Domhnall miał podobne poglądy, ale głośno o tym nie mówił. Miał jednak w głębi duszy nadzieję, że kiedyś ta sytuacja się zmieni, że spełnią się wizje Gellerta Grindelwalda - choćby za sprawą Czarnego Pana.
Teraz zaś siedział przy stole, rozparty na ławie, z kostką jednaj nogi opartą o kolano drugiej. Niektórzy popatrywali na niego z odrazą, inni z ciekawością, a jeszcze inni udawali, że w ogóle go nie widzą - ale on wiedział, że to nieprawda. Owszem, nie był nikim sławnym, a samo nazwisko nie sprawiało jeszcze, że absolutnie każdy wiedział, że oto ma przed sobą szlachcica, ale zdawał sobie również sprawę z tego, jak wygląda. Poorana smoczymi pazurami twarz w jednych budziła ciekawość, w innych strach, jeszcze inni czuli do niej obrzydzenie. U paru osób Domhnall wyczuł fascynację, a ktoś inny kiedyś stwierdził, że te blizny i szklane oko są piękne i dodają mu dzikiego uroku. Cóż - każdemu wedle jego fetyszy. W każdym razie fakt rozorania połowy twarzy był bardzo widoczny, jeśli akurat Selwyn nie postanowił czegoś z tym zrobić, żeby choć trochę to ukryć (czasem zdarzało mu się malować, ale rzadko mu się chciało - przyzwyczaił się do swojego wyglądu) i przyciągał uwagę. On jednak udawał, że tego nie zauważa, sącząc spokojnie whisky z obracanej w palcach szklanki i przyglądając się refleksom światła w alkoholu. Od czasu do czasu jedynie zerkał w stronę drzwi, kiedy wchodził ktoś nowy - ot, z ciekawości, kto to mógł być i czy nie ktoś znajomy. Taki odruch.


RE: Bar "Carraig" - Reine Delaunay - 11-07-2019

Znak, nagłe uderzenie czaru prosto w same serce. Właśnie to czuje, gdy rozkoszuje się chłodnym, mroźnym powietrzem Wielkiej Brytanii. Dopiero teraz, na miejscu, zaczyna rozumieć jak bardzo jej tego brakowało, jak różne to było od tego, co zostawiła we Florencji. Ciepło, nowy początek, spokojne życie, które w pewnym momencie ponownie zostało wywrócone do góry nogami. A przecież właśnie od tego uciekła jeszcze wcześniej, od tego bałaganu, gdy te kilkanaście lat temu opuściła rodzinne włości, zostawiając za sobą wszystko, co kochała. Jej nogi chcą tańczyć, nawet jeśli nie ma warunków, jej żal uciska jej wątłe ramiona, nawet jeśli jest dumnie wyprostowana. Tego nauczyła ją przecież matka, a ona pamięta. Dobre panienki się prostują, prezentując tym swoją wartość i szacunek do zasad. Nawet wtedy, gdy się boją. Nawet jeśli robią złe rzeczy.
Irlandia, zwłaszcza Twin Rocks, wydaje się bezpieczna. Gdy się szuka uciekinierów to raczej krąży się za nimi wokół stolicy, gdzie przecież tak łatwo jest zgubić człowieka w tłumie. Reine ufa swoim przeczuciom. Pomieszka tutaj jeszcze trochę i przeniesie się w inną część Wielkiej Brytanii, by nie kusić niepotrzebnie losu. Dwie osoby, które mogą chcieć ją znaleźć, to o dwie osoby za dużo. Do tego oboje są tak samo niebezpieczni.
W Carraig odnajduje wspólny język z żoną Skały, przychodzi wiec każdego dnia, gdy samotne wędrówki zaczynają ciążyć, a nieustający strach, że jest obserwowana, objawia się niemożnością złapania oddechu. Jest coś pokrzepiającego w niezobowiązujących pogawędkach o historii tego miejsca, o lokalnych stworzeniach magicznych i roślinności.
Powoli stawia kroki na wąskich schodkach, trzyma się dzielnie by nie wykonać fałszywego kroku w swoich kozakach. Schodzi z gracją, której nie potrafi wyplenić, a gdy znajduje się na miejscu, nie rozgląda się wokół, idzie prosto do baru, a jej blond loki podskakują niczym sprężyny Spongify. Nie widzi go, nie wie że tutaj jest, bo gdyby wiedziała, spakowałaby się jednym zaklęciem i już by jej tutaj nie było. Siada przy barze, prosi jedynie o podgrzane wino z granatów i z dodatkiem waleriany. Wita żonę Skały uśmiechem, ona odpowiada tym samym, pokazuje jej że za chwilkę do niej podejdzie.
Ma przecież czas.


RE: Bar "Carraig" - Domhnall Selwyn - 11-07-2019

Jak już było powiedziane - Domhnall odruchowo zerkał w stronę wejścia sprawdzając, kto właśnie wchodzi. Często ruch przyciągał jego wzrok - być może była to właściwość wrodzona, instynktowna, a może nabyta z powodu wiecznej potrzeby ostrożności i wiecznego, choćby nikłego, poczucia zagrożenia, które wrosło w niego już tak głęboko, że nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
Czasem nawet zwracał uwagę na to, kto przyszedł - dostrzegał charakterystyczne cechy, ogólny wygląd... czasem jednak te osoby były dla Selwyna barwną plamą.
Inaczej było w tym przypadku. Domhnall usłyszał kroki na schodach, kątem oka dostrzegł ruch, więc odruchowo spojrzał w tamtą stronę, obserwując beznamiętnie wąskie schodki do świata zewnętrznego. I wtedy weszła... ona. Selwyn zamarł, jego serce na moment się zatrzymało, a świat wokół przestał istnieć - była tylko Reine: kobieta, którą poznał trochę ponad rok temu, zimą 1978. Co dziwne i raczej niespotykane - doszło nawet do tego, że z nią zamieszkał, a ich relacja była tyle zażyła, co nietypowa, a zakończyła się dość burzliwie: ucieczką Francuzki z Florencji. Prawdę mówiąc, Irlandia była ostatnim miejscem, w którym Walijczyk by się tej kobiety spodziewał, tym bardziej, że wcześniej utrzymywała, że Wysp Brytyjskich unika jak ognia. Selwyn nigdy się nie dowiedział, przed czym dokładnie uciekała, ale wiedział, że... przed czymś. Przed kimś. Że czuje się tropiona, że spędza jej to sen z powiek i chyba rodzi zaczątki paranoi - on się temu zresztą nie dziwił. Zadziwiające było raczej to, że udało mu się ją do siebie przekonać, oswajając ze sobą, próbując ją uspokajać i tworzyć w niej poczucie bezpieczeństwa. Czuł się wtedy trochę jak oswajając dzikie, przerażone zwierzę - i być może właśnie dlatego w ogóle całe to oswajanie mu się udało. Nie robił tego z żadnych złych pobudek - naprawdę chciał jej pomóc, chociaż sam się sobie dziwił, bo zwykle ludzi miał w głębokim poważaniu.
Naprawdę szczerze i mocno zabolało go ich rozstanie. Do tej pory tego żałował i pluł sobie w brodę - czasem tez w lustro - a to, jak traktował Reine pod koniec ich znajomości, co było powodem jej ucieczki; sprawiło również, że Domhnall jeszcze bardziej znienawidził siebie.
Teraz odetchnął głęboko, czując się jak wydarty ze snu, kiedy minął pierwszy szok na widok dawnej... znajomej? Przyjaciółki...? Wypił jednym haustem zawartość szklanki, odstawił ją zamaszyście na stół i podniósł się energicznie. Kiedy jego palce zsuwały się ze szkła, jeden z sygnetów dźwięknął delikatnie, obijając się o krawędź naczynia; łańcuchy i metalowe wisiorki na rzemykach, oplatające nadgarstki mężczyzny zadzwoniły cicho, za to jego kroki zdawały mu się wybrzmiewać naprawdę głośno - jak wystrzały armatnie.
- Reine... - wychrypiał, nie mogąc wydobyć z siebie głosu, kiedy był już za jej plecami. Być może wciąż go nie zauważyła, a może już wcześniej widziała, że ktoś się do niej zbliża - tego nie wiedział. Nie mógł też wydobyć z siebie więcej, niż jej imię, ale jeśli na niego spojrzy, zobaczy ból, strach i niepewność w jego jedynym oku, patrzącym na nią z mieszaniną żalu i błagania z pobladłej twarzy. Oddychał ciężko, powoli, nieświadomie poruszając lekko palcami i stojąc wyprostowany jak struna, cały napięty, na lekko rozstawionych nogach. Płomyk świeczki odbijał się w jego oczach, nadając im nieco diaboliczny wyraz, ale całe jego ciało mówiło, że teraz nie zamierza być ani trochę groźny. Bał się tego spotkania. Bał się jej reakcji. Miała prawo go nienawidzić.


RE: Bar "Carraig" - Reine Delaunay - 11-15-2019

Gdzieś głęboko w oczach kryje się smutek, niedostępny za iluzjonistycznymi obrazami, które tworzone są na szybko, gdy wtapia się w otoczenie, ma do czynienia z ludźmi. Wraz z tym smutkiem, boli ją serce, opóźnia swoje bicie, bo stresowi zdarza się brać sprawy w swoje ręce. Czasem trwa to tak długo, że nie jest w stanie się ruszyć, sięga po specyfiki, smaruje klatkę piersiową. Poczucie zagrożenia, które występowało u Reine, było sprawką tylko i wyłącznie mężczyzn. Silniejszych od niej, dżentelmenów, którzy po straceniu swoich hamulców zamieniali się w zwierzęta. Naiwnie potrafiła sądzić, że jest w stanie nad tym zapanować. Przecież cierpliwość, odpowiednie gesty i słowa powinny w zupełności wystarczyć. Na ludzi też można wpływać, też można ich uczyć i przyzwyczajać do siebie. Można ich oswajać.
Ma jasną, prawie białą, szatę ze złotymi haftami i choć nie jest wysoka, idzie pewnie, bez marzycielskiego wyrazu twarzy, jak za dawnych lat. Jest w pełni świadoma, stara się zachować czujność na to, co dzieje się wokół niej, nie chce kusić losu rzucając spojrzenia, gdzie popadnie. Liczy że wszystko będzie dobrze. Jednak nigdy nie będzie już bezpieczna. Czasem zamyka oczy i wyobraża sobie, że ponownie jest w swoim rodzinnym domu, gdzie bawi się w ogrodzie, biega w rytm delikatnej muzyki granej przez zaczarowane instrumenty, a ojciec z jej bratem rozmawiają w jadalni o rzeczach ważnych i ważniejszych. Reine to nie dotyczy, jest daleko od polityki, od biznesu, od świata układów. Jest w swoim świecie, w zaczarowanym ogrodzie, słyszy śpiew dwóch memortków i już za nimi płacze, tak jak po martwym niuchaczu, którego znajduje pod krzewem hortensji kyushu. Kilka dni później będzie miał miejsce ich pogrzeb.
Sądziła, że to ona go oswaja, przez cały ten czas, oboje musieli to robić w stosunku do siebie, ale swoją próbę zdążyła już spisać na straty. Jak było z nim? Bała się go. Boi się go nadal. Nie jest pewna, czy go nienawidzi, ale jest w nim coś takiego, co sprawia, że na jego osobę nakłada się inna. Porównuje ich ze sobą. Kiedy wino się pojawia, sięga po ciepły kieliszek, bawi się nim, para przyjemnie ogrzewa jej zmęczoną twarz, uspokaja, maskuje część jej zmarszczek. Wyłącza się na bodźce, by nagle zostać obudzoną. Przez kroki, jakby kamień, z którego to miejsce było zbudowane, zaczął się kruszyć. Otwiera gwałtownie powieki, upija sporego łyka, tak że czuje pieczenie na końcu języka, będące wynikiem jej pośpiechu. Wbija wzrok przed siebie, na butelki alkoholi, jest absolutnie sparaliżowana. Nie wie jak się ruszyć, kiedy słyszy jego głos. Nie potrafi na niego spojrzeć. Nie ma zamiaru na niego spojrzeć. Ściska za mocno kieliszek, który pęka. Szkło się rozpryskuje. Żona Skały patrzy to na nią, to na mężczyznę, który znajduje się tuż za nią.
- Madame - akcentuje powoli i cicho. - Poproszę jeszcze raz to samo. Tym razem nie w szkle. Dziękuję.
- Nic pani nie jest? - niepokoi się żona Skały, która jednym machnięciem różdżki sprząta pozostałości kieliszka i wina. Rzuca podejrzliwe spojrzenie w stronę nieznajomego. Nie podoba się jej, Reine widzi to w sposobie w jaki na niego patrzy.
- Nie, wszystko w porządku, madame - uśmiecha się delikatnie, w wyuczony sposób, udaje że powróciła już do normalności, że nie trzeba się martwić. Kobieta jeszcze przez chwilę patrzy, po czym wzdycha i odwraca się plecami, zajmując się zamówieniem.
- Najmocniej przepraszam, ale musiał mnie pan z kimś pomylić, monsieur.


RE: Bar "Carraig" - Domhnall Selwyn - 11-20-2019

Brał pod uwagę, że być może się pomylił. Przecież możliwe było, że kobieta która weszła do baru była po prostu łudząco podobna do Reine, że to był jej sobowtór... Takie rzeczy się zdarzały. Jednak kiedy zobaczył najpierw rozpryskujący się kieliszek, a później usłyszał jej głos, już wiedział, że nie mogło być mowy o pomyłce. Przełknął z trudem ślinę, patrząc na Francuzkę w napięciu, prawie bez oddechu. Cały świat przestał dla niego istnieć, nie zwracał uwagi na nic ani nikogo, poza nią. Zawahał się, czy podejść, czy dać za wygraną - przez jego głowę przemknęła myśl, żeby dać tej kobiecie spokój, żeby odejść i zniknąć znów z jej życia. Żeby już więcej do niego nie wracać nawet jeśli jeszcze kiedyś się na siebie przypadkiem natkną - w końcu wyrządził jej wiele krzywdy, prawda? A nie chciał. Naprawdę nie chciał - po prostu był, jaki był, nie umiał nad sobą do końca zapanować, nie umiał sobie radzić z samym sobą i nie umiał inaczej rozwiązywać niektórych spraw. Jednak zależało mu na niej w jakiś sposób, którego on sam nie umiał do końca określić. To, co ich łączyło, było przynajmniej dla niego bardzo silną więzią, której nigdy nie nazwali, ale według niego nie musieli - on sam chyba nawet wolał tego w żaden sposób nie definiować. Po prostu było. Nadal. I wciąż było silne.
Wreszcie drgnął, widząc kroplę krwi spływającą po palcach pokaleczonej kieliszkiem dłoni Reine; znów przełknął ślinę, biorąc głębszy oddech, żeby choć trochę się rozluźnić i podszedł do kobiety, stając teraz obok niej i patrząc na jej twarz. Oparł się łokciem o blat, stając bokiem do niego, wyjął z kieszeni ciemnoczerwoną jedwabną chusteczkę ze swoimi inicjałami - chustkę, którą Reine z pewnością dobrze znała, ponieważ wielokrotnie ją widziała u mężczyzny - ujął delikatnie jej pokaleczoną dłoń w palce i owinął ranę materiałem. Wolał przynajmniej na razie nie machać przy niej różdżką, choćby po to, żeby ją uleczyć. Rzucił ostre spojrzenie barmance, która już chciała ruszać w ich kierunku i bronić Reine przed napastnikiem - Domhnall swoim spojrzeniem dał jej do zrozumienia, że ma się nie wtrącać.
- Z nikim cię nie pomyliłem - powiedział łagodnie, wciąż nieco ochrypłym głosem, zwracając spojrzenie na dawną znajomą - Jesteś Reine Delaunay, poznaliśmy się we Florencji i był czas, kiedy ze sobą mieszkaliśmy. Był czas, kiedy mi ufałaś, kiedy czułaś się przy mnie bezpieczna... - zawahał się chwilę z półotwartymi ustami, walcząc sam ze sobą, zanim wreszcie wykrztusił - a ja to wszystko zniszczyłem. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek cię zobaczę, nawet nie miałem takiej nadziei, ale nie żałuję tego spotkania. Twój widok uświadomił mi jeszcze mocniej, jak mi ciebie brakowało.


RE: Bar "Carraig" - Reine Delaunay - 12-03-2019

Musiał się mylić, by była szansa na ucieczkę, możliwość oderwania się od tego, co zostawiła za sobą. Chce w to wierzyć, w bezpieczeństwo, w które sobie tworzy, buduje na nową ochronną barierę przed każdym, kto wkracza tak gwałtownie w jej życie jak oni. Jej zaczarowany pergamin jest krótki, zawiera dwa główne imiona, które mogą zaszkodzić zamierającemu sercu Delaunay. Widma przeszłości, które wciąż i wciąż ją gonią, żyją na stronach historii, czasem nawet gazet. One nie chcą zniknąć, nie chcą być tylko cieniem. Wciskają się w przestrzeń, zagarniają, co tylko mogą na swojej drodze. Są w jej ogrodzie, gdzie przecież każda roślina potrzebuje cierpliwości i troski, a nie przemocy.
Przemoc, szkodliwa uprawa, która nie pozwala cieszyć się stworzoną przez samą Reine utopią, z tamtych dziecięcych lat. Po raz kolejny bramy się zamykają z trzaskiem. Rzeczywistość. Domhall Selwyn jest tą rzeczywistością, zatrutą słodyczą. O to skutki tej pewności, jego arogancji, arogancji godnej wiciokrzewa. Unika spojrzenia, gra na zwłokę, stara się odsunąć od siebie tę nieodpowiedzialność, niezręczność, zbyć go swoją postawą. Rozsiewa naturalny urok poprzez drobne gesty, jak założenie nogi na nogę, muśnięcie dłonią zadbanych włosów, udaje że wcale się nie zraniła szkłem.
Nie chce mu nic zdradzić, nie chce mu niczego pokazywać, zachowuje się jak zwykła francuska turystka, choć w środku drży i nie wie, co zrobić. Musi zamykać wszelkie piski i krzyki gdzieś w środku, tak jak i naturalne odruchy. Strach przecież chce ją zmusić do ucieczki. Przed nim, zwłaszcza przed nim. Głowa Reine się nie porusza, mimo że czuje to spojrzenie, wie że ma jego uwagę. Tak bardzo nie chce spojrzeć, tak bardzo prosi bogów, by jej stan się nie pogorszył przez niego. Ale bogowie i tak nie są litościwi, zsyłając go tutaj. Jej dłoń krótko drga, dotyk pali, skóra krzyczy bezgłośnie jak mandragora uwięziona w za ciasnej doniczce. Zamiera, starając się kontrolować oddech, nie może pozwolić by miał kontrolę, by ktokolwiek wiedział. Stanowczo wyciąga dłoń z tego uścisku.
- Dziękuję, monsieur, za pana uprzejmość - delikatny, uprzejmy głos wplata się w dźwięki lecącej muzyki i okolicznych trzasków, dochodzących z zaplecza. Zapewne ktoś zajmuje się przygotowywaniem zamawianych przez klientów potraw. Barmance nie podoba się to zachowanie nieznajomego, ale nic z tym nie robi, stwierdzając, że będzie mieć po prostu oko na jego kolejne poczynania.
Reine w tym czasie przygląda się swojej owiniętej materiałem dłoni. Pali, inicjały nie dają spokoju. Przymyka powieki na sekundę dłużej przy kolejnym mrugnięciu, przełyka ślinę na te wyraźne słowa.
- Za dużo pan zdradza, monsieur, a nawet nie ma pan... pewności - dodaje, starając się żeby jej głos nie drżał. Nie czuje się komfortowo, słowa oplatają ją, próbują uwięzić w jego pułapce. - Te słowa brzmią dość naiwnie, nie uważa pan? Niczym próba przekonania, że bogin nie przyjmie żadnej formy, gdy spotka się z panem twarzą w twarz.
Żona Skały w końcu przynosi jej kufer, mężczyznę nawet nie zaszczyca spojrzeniem, a Reine daje znać, że poczeka na nią przy stoliku, który znajduje się najbliżej baru, gdy już skończy pić. Jasnowłosa kobieta pewnie łapie za naczynie, upija dużego łyka wina z granatów z dodatkiem waleriany.
- Nie wiem czy panu pomogę, nie wiem czego pan oczekuje - nie, nie spojrzy na niego.
Ból w klatce piersiowej pojawia się nagle, ostrzega przed nim i potencjalną uwagą innych gości. Wszakże Domhnall Selwyn absolutnie nie był kimś typowym.


RE: Bar "Carraig" - Domhnall Selwyn - 12-13-2019

Miał ochotę szarpnąć nią, krzyknąć, zmusić, żeby na niego spojrzała, żeby przestała się wygłupiać, żeby przestała kłamać. Rozmowę z kimś innym już dawno by odpuścił albo rzeczywiście zmusił go do zmiany zachowania - ale nie Reine. Ona była kimś innym, ona była ważna. Była częścią jego serca, chociaż on sam nie chciał tego przed sobą przyznać. Jaką częścią? Którą konkretnie lukę zajmowała? Tego nie potrafił i nie chciał określać, ale to było mniej ważne - bardziej istotny był fakt, że po prostu była dla niego ważna.
Stłumił w sobie chęć do krzyku, chociaż gdyby Delaunay spojrzała na niego, dostrzegłaby ten niebezpieczny błysk w jego oczach. W tym momencie akurat dobrze, że nie patrzyła, choć katem oka mogła zapewne zauważyć, że Domhnall drgnął lekko, a dłoń, w której przed chwila była ręka kobiety, zacisnęła mu się w pięść. Nie, nawet nie był na nią zły - bardziej bolało go jej zachowanie, jej ucieczki i udawanie, że to nie ona. Jeszcze bardziej zabolały go słowa o boginie - odebrał to jako porównanie jego do bogina. Jakby Reine właśnie powiedziała mu w twarz, że on jest jej największym strachem - i tak naprawdę ciężko byłoby się temu dziwić, biorąc pod uwagę, w jakim stanie ja spotkał, jak ją wyciągnął z bagna psychicznego, a później sam ją w nie wepchnął z powrotem, być może jeszcze głębiej (miał nadzieję, że nie).
- Jeśli się mylę, to Francja musi być pełna identycznych kobiet - stwierdził po chwili milczenia, kiedy już nieco ochłonął - Prawda jest, ze większość życia spędziłem raczej na Wyspach Brytyjskich, ale nie sądzę, żeby jakikolwiek kraj zapełniony był takimi samymi osobami. A mój bogin... - zastanowił się chwilę, jak na to odpowiedzieć. Postanowił tę wypowiedź uznać za pytanie, czy on się niczego nie boi - z pewnością przyjąłby jakąś formę, tak. Każdy się czegoś boi, każdy ma swojego bogina. Nie byłabyś nim ty.
Zerknął przelotnie na kufer, ale zaraz znów zwrócił spojrzenie na kobietę. Tym razem jednak ujął delikatnie jej brodę w palce i skłonił, by na niego spojrzała choć przez chwilę. Popatrzył jej w oczy z ogniem w swoich i ze słowami:
- Oczekuję, że ze mną chociażby porozmawiasz, skoro już się spotkaliśmy.


RE: Bar "Carraig" - Reine Delaunay - 01-02-2020

Kłamać? Nie kłamie, nie może kłamać, po prostu wypiera i odrzuca od siebie, chowa w osobnej części swojego ogrodu by nie musieć tego znosić. Nie chce i nie będzie. Nie złamie jej, nie ograbi z tego, co ma w sobie od dziecka, co namolna dorosłość próbowała robić przez tyle lat. Nie zmieni jej, nie będzie jej miał. Nie rozumiał? Ulotne chwile zanikają w czyjeś pamięci, kwiaty umierają, gdy nie ma nikogo, kto mógłby o nie zadbać. Co prawda, rozrosłyby się, gdyby klimat i gleba sprzyjały, ale tu tego zabrakło. Ważność. Serce. Co zrobiłby, gdyby udało jej się go przekonać, że tylko się nim bawiła, że to nic nie znaczyło? Uderzyłby ją, odpuścił? Spokój był tego wart? Bezpieczeństwo? Być może. Na pewno jest w nim sporo złego, Reine do tej pory nie czuje się pewna. Nigdy nie była pewna. A jeśli tak naprawdę cały czas Domhnall jest nim? Wspomnieniem egoistycznej i zbyt dużej miłości, której Reine do tej pory nie potrafi się pozbyć? Eliksir Zapomnienia... powinna go wypić zamiast być masochistką. Potraktować się Oblivate, zapomnieć. Domhnall też powinien to zrobić, to byłoby lepsze od krzyku. Pięść. Przemoc, nigdy nie był cierpliwy, nic się nie zmieniło i on się nie zmienił. Powinna znowu uciec, Twin Rocks i Carraig nie są już dłużej bezpieczne. Znalazł ją jeden to znajdzie ją i drugi. Wyspy Brytyjskie nie są tak duże jak mogła tego oczekiwać. Nic się nie zmieni. Ręka jej drga, w oczach przez krótką chwilę migocze jej panika, ale przekręca powoli głowę, jakby na bok, by nie miał szans tego zobaczyć.
- Może to po prostu zabawny zbieg okoliczności, monsieur - podsuwa mu myśl, pijąc nieco szybciej część trunku, za szybko, bo podrażnia sobie gardło. Niegroźnie, ale jednak. - Ależ nie musi mnie pan przekonywać, w gruncie rzeczy przecież się nie znamy.
Daje szczególny nacisk na ostatnie słowo. Wzdryga się krótko, kiedy łapie ją za brodę, patrzy na niego, ale nie tak jak może tego oczekiwać. Oczy nie są skupione na jego oczach tylko na bliznach, nie na ogniu.
- Rozmawiamy - mówi ostatecznie. Dwójce mężczyzn, którzy siedzieli przy stoliku nieznacznie oddalonym od baru i od nich, nie spodobało się to, co robił Selwyn. Byli to jedni ze stałych bywalców, już wcześniej zwrócili uwagę na jasnowłosą turystkę, która dobrze posługiwała się angielskim. Nie ufali mężczyźnie, jego wygląd też nie wzbudzał zaufania.
- Wszystko w porządku? - jeden z nich zwrócił się do Reine, która powoli kiwnęła głową, swoją dłonią odpychając jego.
- Nie naprzykrzaj się Pani, bo inaczej porozmawiamy - z rękawa drugiego wydostała się różdżka. Ostrzegawczo. - Nie wydaje się być zadowolona z twojego towarzystwa.
Uspokaja ich, ale prosi by zaczekali. Po uprzejmym i eleganckim pożegnaniu, podnosi się i wolnym krokiem idzie z dwójką nieznajomych. Cała jest roztrzęsiona w środku, serce daje się we znaki. Przed wyjściem płaci jeszcze za swój rachunek, szeptem informuje żonę Skały, że przez jakiś czas nie będzie mogła przychodzić. Kobieta rozumie i wie, Reine widzi to w jej spojrzeniu, czuje, gdy ta ściska ją za dłonie, chcąc dodać otuchy. Nie może tu zostać, nie po tym, co się właśnie wydarzyło.
Bar opuszcza bez pośpiechu, ale gdy tylko jej kozaki dotykają trawy za wejściem do Carraig, szybkim truchtem kieruje się do miejsca w którym wynajmuje pokój.

z/t


RE: Bar "Carraig" - Merrion Prewett - 02-21-2021

post bydzie

[roll=d6]


RE: Bar "Carraig" - Grazía de Hermés - 04-03-2021

Post na Halloween będzie

[roll=d6]