Magic Lullaby
Tak jakoś dziwnie pusto [Loteria Wiosenna] - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział: Kroniki (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Myślodsiewnia (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=10)
+---- Dział: Zakończone (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=42)
+---- Wątek: Tak jakoś dziwnie pusto [Loteria Wiosenna] (/showthread.php?tid=1523)



Tak jakoś dziwnie pusto [Loteria Wiosenna] - Abel Attaway - 06-07-2020

24 maja 1980 roku
Piszę w przestrzeń, bo nigdy nie lubiłem tych wszystkich form uzewnętrzniania się. Tym bardziej nie rozumiem, co mnie naszło by jednak to zrobić. Może to ten rosnący nieporządek, głupia panika, która rozgościła się w moim żołądku. Albo jak to mawiała moja babka - za dużo niestrawnych zaklęć.
Przestawiając kubki w szafkach, sprawdzając stare pamiątki, które zdołałem zgromadzić przez całe swoje życie, dotarło do mnie jak wiele z nich są związane z jedną konkretną osobą. Ta myśl działa na mnie niepokojąco, nawet jeśli to tylko wspomnienia. Stare pergaminy, około 7 ruchomych zdjęć, przetarty rzemyk od zbyt długiego noszenia, bilety. Mam dla niego osobny miniaturowy kufer, taki sam jaki mam na rodzinę, czy na znajomych. Niezidentyfikowane elementy trafiają do pudełka, które, jeśli się nie mylę, znajduje się pod łóżkiem. Właśnie zacząłem porządki, więc pewnie i do tego dotrę.
Cała niedziela należała do mnie, nie miałem ani dodatkowej pracy ani innych planów. Od czasu wypadu do lasu i picia z Frances, starałem się tak nie szaleć. Wystarczyło jak otrzymałem solidny opieprz od jednego z przełożonych, który zafundował mi solidną serię uderzeń w kostkę. Bolało przez jakiś czas, ale już się zdążyło uspokoić. Wystarczyło. Jeden z celów, który miałem w ramach tego miesiąca to nie biegnięcie z każdą pierdołą do Ramseya. Niekłopotanie go. Zdawało mi się, że i tak wystarczająco wykorzystałem fakt, że był dobry z magii leczniczej i z eliksirów. To, co zrobiłem dla niego do tej pory i tak nie było wystarczające, a cały efekt i tak psuła moja wewnętrzna motywacja. Egoizm. Przeciągałem przecież moment jego opuszczenia mojego mieszkania, odnajdując ukojenie w jego towarzystwie, wykładach jakie mi dawał, upominających spojrzeniach. Lubiłem to uczucie, uwagę, wszystko, co mógł mi dać. I że nie byłem dla niego niewidoczny, obojętny, nie byłem elementem wystroju. I jak wymawiał moje imię, jak poprawiał mimowolnie moje szaty w szafie by wszystkie były równo ułożone. Przyzwyczaiłem się do wspólnego spożywania posiłków, smarowania jego twarzy, milczenia, które lubiło nam towarzyszyć. Zrozumienie. Zawsze był mi bliski, zupełnie jak... brat coś, co stanowi część mnie. Wpisywał się w moją egzystencję.
Starłem kurze, pozbierałem nawet rzeczy z podłogi i umyłem okna. Zrobiłem wszystko to, na co potencjalnie zwróciłby mi uwagę. Wręcz słyszałem jego głos, a z każdą odhaczoną czynnością, ten głos pojawiał się rzadziej i rzadziej. Po wszystkim nie słyszałem niczego, a przy pozbieraniu siebie samego do kupy pomogło mi pudełko. Uwiecznione twarze moich byłych dziewcząt przypomniały mi kim byłem.
Nie miałem więc czasu by myśleć o takich drobnostkach, użalać się, może i przesadnie odlatywać. Naburmuszonej Ruth ze zdjęcia w końcu drgnęły wargi z zadowolenia, zupełnie jakby odgadła to, co właśnie się ze mną działo, że brałem się w garść.
- Nie ciesz się. Wyciągnąłem cię tylko na chwilę - mruknąłem i zamknąłem ją wraz z innymi w przeszłości, którą trzymałem pod łóżkiem. Zmęczony porządkami, rozłożyłem się na swoim łóżku, dając ramiona pod głowę. Czekała na mnie drzemka.

zakończone