Magic Lullaby
McDonald's przy stacji Kings Cross - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Londyn
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Dział: Dzielnice mugolskie (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+--- Wątek: McDonald's przy stacji Kings Cross (/showthread.php?tid=1710)

Strony: 1 2


McDonald's przy stacji Kings Cross - Magic Lullaby - 10-14-2020

[Obrazek: tTY53lJ.jpg]

McDonald's przy stacji Kings Cross


Czym jest to miejsce, każdy wie, bo każdy był. Pachnący smażeniną fastfood utrzymany w klimacie typowym dla lat 80 tj.: dużo sztucznej skóry, pstrokate kolory, kafelki i klejące się od tłuszczu stoliki. Ale jedzenie znakomite, jak zawsze. Zazwyczaj kręci się tutaj sporo osób, bo to idealne miejsce, aby przekąsić coś w podróży, po podróży lub przed podróżą.
Cennik:

[Obrazek: e7iCeUw.png]



RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-14-2020

21/07/1980, krótko po północy


Nie zastanawiał się zbyt długo gdzie się udać. Mimo że mieszkał w Londynie aż cały rok tuż po ukończeniu Hogwartu, to nie znał tego miasta aż tak dobrze, jak w teorii powinien. A z pewnością nie miał pojęcia, gdzie będą mogli w spokoju przeczekać noc. W spokoju było tutaj wyrażeniem kluczowym, bo po tych nieszczęsnych wydarzeniach z Nokturna, Nate ani myślał wbijać się do jakiegoś głośnego, śmierdzącego tanim piwskiem pubu, a jedynie takie miejsca przychodziły mu obecnie na myśl.
A co było otwarte o tej godzinie w centrum dużego miasta poza miejscami typowo imprezowymi? Oczywiście, że fast-foody. Jego wybór padł nad klasyk nad klasykami - McDonald's w okolicach King's Cross, który kojarzył chyba każdy, kto, chociaż przejazdem był w Londynie.
Teleportacja przebiegła sprawnie. Z cichym trzaskiem pojawili się w jednym z bocznych, ciemnych zaułków, który nieprzyjemnie przypominał uliczkę na Nokturnie, więc oboje szybko się stamtąd ewakuowali.
- O tej porze to chyba tylko McDonald's będzie czynny - stwierdził w ramach wyjaśnienia, ciągnąć dziewczynę w stronę wejścia do restauracji. Nawet nie silił się na wyjaśnienia czym - lub kim - jest ten tajemniczy McDonald's. Jakby założył, że Becca musi przecież wiedzieć, co oznacza żółta literka M na czerwonym tle.
Weszli do środka restauracji, która o tej porze prezentowała się dość ponuro. Nieliczni klienci siedzieli samotnie przy swoich stolikach, przysypiając nad porcją frytek. Część z nich miała przy sobie walizki bądź większe plecaki, więc pewnie byli tu tylko przejazdem. Jakiś chłopak - sądząc po służbowym uniformie pracownik obsługi - leniwnie wycierał podłogę mopem.
- Dobry wieczór, co podać? - głos stojącej za kasą dziewczyny nie brzmiał zbyt entuzjastycznie.
- Na co masz ochotę? - Nate odwrócił się do swojej towarzyszki i wsunął rękę do kieszeni w poszukiwaniu drobnych.


Korzystam z przewagi Magia to nie wszystko.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-14-2020

21 lipca 1980, krótko po północy

Podążała za Natanem posłusznie, trzymając się rękawa jego kurtki. Chłopak być może nie znał zbyt dobrze Londynu, ale Becca chyba jeszcze nigdy tak naprawdę na dłużej nie przebywała w jego mugolskiej części. Zwykle podróżowała wraz z Crouchami za pomocą kominków albo świstoklików, jedynie konieczne dystanse przebywając w standardowy sposób. Jej świat ograniczał się więc do Hogwartu, Hogsmeade oraz posiadłości adopcyjnych rodziców, która również znajdowała się w okolicy zamieszkałej głównie przez czarodziejów.
Jej oczy rozszerzały się coraz bardziej, a szczęka opadała coraz niżej, aż w końcu Bec zaczęła wyglądać jak uosobienie zdziwionego emoj. Zamierzała chyba zapytać Nate’a czym jest ten McDonald, ale zanim zdążyła znaleźć słowa, chłopak już zaciągnął ją przed oświetlony jasno budynek. Przekroczyła w ślad za swoim towarzyszem próg, wciągając ze świstem powietrze i w oszołomieniu rozglądając się dookoła. Czyszczący podłogę pracownik spojrzał na nią jakoś dziwnie, czego nawet nie zauważyła. Zachowywała się chyba jak ktoś, kogo trzymano od urodzenia w piwnicy.
Podobne wrażenie musiała wywrzeć na odbierającej od nich zamówienie kasjerce, kiedy przez dłuższą chwilę przyglądała się tępo menu, które widniało na podświetlanych plastikowych tablicach pod sufitem. Większość dań znała w tej, czy innej formie, ale sam sposób ich prezentacji wytrącił ją już dostatecznie z równowagi. A ta nomenklatura!
- Ja… Eee. Hm. Cóż… - jąkała się i plątała, nie mogąc zetrzeć z twarzy nieprzytomnego uśmiechu, toż to była jakaś magiczna kraina! - To, co ty? - odpowiedziała w końcu niepewnie McLeanowi, wzruszając ramionami. Nigdy nie jadła w takim miejscu, nie wiedziała więc, co jest najsmaczniejsze. Musiała się zdać na gust Nate’a, nawet jeśli praktycznie go nie znała i nie mogła mieć pewności, czy ich gastronomiczne preferencje są zbieżne. Raz kozie śmierć, jak to mówią. Albo raz Becce burger.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-15-2020

Rozdziawiona buzia Becci z pewnością musiała wzbudzić zainteresowanie pozostałych klientów i pracowników McDonalda. W końcu mało który Brytyjczyk w okolicach dwudziestki zachowywał się w taki sposób tuż po przekroczeniu progu najbardziej chyba znanej restauracji typu fast-food. No, chyba że był chowany pod kamieniem, niespełna rozumu albo właśnie zażył jakąś nie do końca legalną substancję tuż za śmietnikiem za rogiem. Albo pochodził z czysto czarodziejskiej, trzymającej się z dala od reszty świata rodziny, ale o tym goście i pracownicy lokalu wiedzieć nie musieli.
Wyglądało jednak na to, że mało kto przejął się ewidentnie zdezorientowanym rudzielcem, który był wciąż uwieszony u Nate'owego ramienia. Było późno, wszyscy byli senni, znudzeni, skupieni na wykonywaniu swoich obowiązków. Zresztą, pracownicy restauracji położonej w takim miejscu z pewnością widzieli już niejedną, zachowującą się w tak specyficzny sposób osobę. Becca przynajmniej nie próbowała ich nawrócić na swoją wiarę ani przekonać, że do sprzedawanych tu frytek dodawane są substancje halucynogenne.
Kasjerka tylko obrzuciła Beccę średnio zainteresowanym spojrzeniem, żeby zaraz przenieść wzrok na Nate'a. Chyba założyła, że to chłopak jest tym normalnym z ich dwójki.
- Co podać? - powtórzyła równie znudzonym głosem jak przed chwilą. Nie przestawała żuć gumy.
- Eee... - Nate zerknął na swoją towarzyszkę i jakby dopiero teraz dotarło do niego, w jakim stanie jest dziewczyna. Czyżby wciąż była w szoku po przygodach dzisiejszej nocy? Nie winiłby jej. Sam nie do końca był w stanie w to wszystko uwierzyć. - To poprosimy... - zaczął, zerkając na menu przyczepione do ściany za plecami kasjerki. - Dwa zestawy z Big Maciem i... - znowu się zawahał. - Dwa shaki.
- Przy zakupie dwóch różnych jest pięćdziesiąt procent zniżki na ten drugi - wtrąciła dziewczyna za ladą, nabijając ich zamówienie na kasę. - Sezonowa promocja.
- Super, więc niech będzie jeden waniliowy i jeden truskawkowy - wzruszył ramionami. Może Becca będzie w stanie wybrać jeden ze smaków jak już usiądą przy stoliku?
Kasjerka stuknęła kilka razy w kasę, podała im kwotę do zapłaty. Nate sięgnął ręką do kieszeni - tą wolną, bo drugiej wciąż kurczowo trzymała się jego nowa koleżanka - i zamarł. Sprawdził jedną kieszeń, potem drugą. Nic. Były puste.
- Momencik - uśmiechnął się przepraszająco do kasjerki, a ta tylko wzruszyła ramionami i odeszła od kasy, najprawdopodobniej po to, żeby skompletować ich zamówienie.
- Becca, masz przy sobie funty? Bo ja chyba zgubiłem portfel - rzucił półgłosem do dziewczyny, wciąż zajęty przeszukiwaniem kieszeni, jakby wciąż nie mógł uwierzyć, że nie ma przy sobie mugolskiej waluty.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-15-2020

Siedziała cicho, kiedy Nate składał zamówienie i czekała na to, co miało wydarzyć się dalej. Nie spodziewała się fajerwerków, ostatecznie bywała w przeszłości w jadłodajniach, więc potrafiła przewidzieć, że dostaną jedzenie, które następnie skonsumują przy jednym ze stolików. Odkrywcze, prawda? Przyglądała się więc z zainteresowaniem otoczeniu, wyłapując mniej lub bardziej subtelne różnice pomiędzy jej światem a codzienną rzeczywistością mugoli.
- Czy mam co? - odpowiedziała mocno skonfundowana, kiedy McLean zwrócił się do niej z pytaniem, które nie miało dla niej większego sensu. Na całe szczęście dorzucił słowo portfel, które co nieco jej wyjaśniło. Najwyraźniej jej towarzysz nie wyszedł z dzisiejszego pandemonium tak zupełnie bez szwanku.
- Nie da się zapłacić w naszej walucie? - odpowiedziała równie konspiracyjnym tonem i z samego wyrazu twarzy chłopaka wyczytała odpowiedź. Cóż, jak na jej rozum, to mieli dwa wyjścia: odwołać wszystko, pogodzić się z chłodem oraz głodem, no i wyrzec bezpiecznej przystani ALBO odwołać się do swoich szczególnych umiejętności, z których przeciętni mugole nie zdawali sobie sprawy. Może innej nocy miałaby większe opory, ale dzisiaj, po tym wszystkim, co przeszła, była już chyba odrobinę zdesperowana.
- Confundus. - zduszony szept Becci przeciął powietrze, kiedy rzucała zaklęcie na biedną kasjerkę, chowając się przed wzrokiem ewentualnych świadków za wysokim jak drzewo Nathanem. Kiedy obsługująca ich dziewczyna wróciła z zamówieniem, różdżka Bec bezpiecznie znajdowała się już w wewnętrznej kieszeni kurtki i tylko płomienne rumieńce zdradzały, że coś się dziwnego wydarzyło, kiedy ona była zajęta. Hale pospiesznie przejęła tacę z jedzeniem i zmusiła się do szerokiego uśmiechu. Nie odezwała się jednak, bo gdyby spróbowała zacząć kłamać, pewnie nawet pomimo zaklęcia pracownica doszłaby do tego, że usiłowali uniknąć płacenia. Rzuciła Nate’owi paniczne, ponaglające spojrzenie i wycofała się chyłkiem do stojącego w odległym kącie stolika. Nie, to zachowanie wcale nie było podejrzane z jej strony...

Confundus - sukces
[roll=d100]

Używam zawady: No bo... ten, w tym, no


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-15-2020

- No niestety, mugole nie wiedzą co to galeony i knuty - rzucił cicho, wciąż zajęty przeszukiwaniem kieszeni. Dziewczyna jednak była szybsza. Wyszarpnęła z kieszeni różdżkę i wycelowała ją w kasjerkę, a Nate rozpoznał tak dobrze znaną sobie formułkę zaklęcia. Zamrugał, spoglądając najpierw na swoją towarzyszkę, a potem na dziewczynę odzianą w służbowy uniform. Przez jedną, przeraźliwie przedłużającą się chwilę był pewien, ze zaklęcie nie zadziałało. Że kasjerka zaraz wygoni ich z restauracji, bo nie dość, że nie mają czym zapłacić, to jeszcze machają jej przed nosem jakimiś patykami. Kodeks Tajności szlag trafi, a oni trafią do aresztu albo w ogóle przed Wizengamot...
Nic takiego jednak się nie stało, nawet jeśli Nate zdołał ułożyć już sobie w głowie list pożegnalny do rodziców i znajomych. Zamrugał raz jeszcze, widząc, że kasjerka podaje Becce plastikową tacę z ich zamówieniem. Podziękował pracownicy krótkim skinieniem głowy, jednak nie odezwał się od razu. Ruszyli w stronę jakiegoś stolika w kącie, a Nathan ostatnim, uważnym spojrzeniem obrzucił wnętrze restauracji. Wyglądało jednak na to, że nikt nie zwrócił uwagi na ich mały pokaz sztuki czarodziejskiej.
W końcu usiedli przy stoliku.
- Sprytne - zaczął, sięgając po jednego z burgerów. - To z tym confundusem. Nie wpadłem na to - powoli rozwijał zatłuszczony papierek, w który owinięta była kanapka. - Ale serio, jestem pewien, ze miałem dzisiaj przy sobie trochę mugolskich pieniędzy. Przecież nie ruszam się bez nich z domu - pokręcił głową. - To jak myślisz? Nawdychaliśmy się halucynogennych oparów z Nokturna i uznaliśmy, że przerośnięty pies to wilkołak? - spytał zadziwiająco spokojnie, po czym wgryzł się w burgera. Był głodny i to było w tym momencie sprawą priorytetową.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-16-2020

- Desperackie czasy wymagają desperackich czynów. - odpowiedziała z lekkim wzruszeniem ramion. - Naprawdę jestem głodna. - dodała, zajadając z pietyzmem frytkę. Wciąż jednak była czerwona i widać było, że coś ją męczy. Jako że nie należała do osób potrafiących ukrywać swoje myśli czy uczucia, kwestią czasu było, zanim wyrwało się jej:
- Mam nadzieję, że nie potrącą jej tego z wypłaty czy coś… - co prawda mogliby transmutować jakiś przedmiot w funty, ale nie pamiętała szczegółów tego rodzaju magii w przypadku pieniędzy - pewnie istniały jakieś niewytłumaczalne ograniczenia. Poza tym chyba powinni unikać nadużywania różdżek, żeby nie ściągnąć na siebie niepotrzebnie uwagi.
Idąc za przykładem Nate’a, rozwinęła swojego burgera z papierka i zaczęła go powoli konsumować, w jej żołądku zaległa bowiem ciężka klucha wyrzutów sumienia, która trochę utrudniała jej cieszenie się posiłkiem. Z każdym kęsem było jednak łatwiej: taki był chyba urok fastfoodów, a konkretniej zawartego w nich tłuszczu i cukru w astronomicznych ilościach.
Kiedy McLean zadał jej pytanie, którego można się było spodziewać, ale które zmuszało mimo wszystko do pewnej refleksji, przeżuła dokładnie zawartość swojej buzi, zanim w końcu odpowiedziała, dając sobie czas na zastanowienie. W jej głosie dało się wyczuć wahanie, no bo też sprawa wydawała się… hm, podejrzana. Może powinna być bardziej ostrożna i zachować swoje lekko wywrotowe wnioski dla siebie, ale to nie leżało w jej naturze. A z Nathanem w dodatku zbliżyła ją groza ostatnich godzin.
- Mieszkam tam od kilku tygodni i do tej pory nie miałam żadnych halucynacji. Za to już dwa razy ktoś na mnie napadł. - stwierdziła w ramach wstępu, lekko wzruszając ramionami, jakby bycie ofiarą ataku nie było niczym wielkim. Chciała zaznaczyć w ten sposób, że prawdopodobieństwo napaści było znacznie większe niż tego, że wszystko to wydarzyło się w ich głowach.
- Poza tym, nie wiem, czy halucynacje nie powinny być, no wiesz, indywidualne, a nie grupowe. I stacjonarne. - o ile mogliby sobie wymyślić bestie i krew i śmierć, to na pewno nie to, że za pomocą ulicznej lampy przenieśli się na cmentarz kawał Londynu dalej. Westchnęła i zniżyła głos, choć przecież prawdopodobieństwo, że jakaś niepowołana osoba podsłucha ich i cokolwiek zrozumie z ich gadaniny w tym mugolskim lokalu, było znikome.
- Jasne, wycie to mógł być pies. Ale oboje widzieliśmy, że to był na wpół człowiek, kiedy zaatakował wróżbitę. No i to, co wydarzyło się potem... - nie podobało jej się to, co mówi, ale musiała uzgodnić swoją wersję z tą Nate’a. Bo może rzeczywiście wyobraźnia płatała jej figle i powinna zacząć brać coś na nerwy.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zabłądziłeś i byłeś tam ze mną. - dodała, uśmiechając się nieśmiało do siedzącego naprzeciwko chłopaka. Nie zalotnie, po prostu szczerze i otwarcie. Ta przygoda mogłaby się dla niej skończyć zupełnie inaczej, gdyby na niego nie wpadła.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-16-2020

- Smacznego - zdążył jeszcze powiedzieć, zanim sam wgryzł się w swoją bułkę. Tym jednym słowem podsumował uwagę dziewczyny o tym, jaka jest głodna. Cóż, podzielał ten stan. Pewnie gdyby nie strach ściskający mu żołądek od jakiegoś czasu, to już dawno z jego strony dobiegałoby głośne burczenie. Przez dłuższą chwilę nie odzywał się, całkowicie pochłonięty przeżuwaniem burgera. Nie wypadało mówić z pełnymi ustami, prawda? Wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi na komentarz Becci, a odezwał się dopiero wtedy, kiedy w końcu przełknął to, co miał w ustach.
- Daj spokój, nie ma się co przejmować - rzucił, sięgając po frytkę, którą następnie władował sobie do ust. - Dzisiaj my mamy kolację na koszt firmy, a jutro ktoś zapomni zabrać resztę czy coś - dodał jeszcze, przyciszonym głosem, bo chociaż siedzieli w dość sporym oddaleniu od pozostałych klientów, to jednak wolał maksymalnie zminimalizować szanse na to, że ktoś ich jednak usłyszy.
Becca wciąż wyglądała na przybitą, jakby dręczyły ją wyrzuty sumienia. A przecież to było tylko małe oszustwo, kilka funtów, których straty taki gigant jak McDonald's nawet nie zauważy.
- Głowa do góry - powiedział słyszalnie pogodniejszym tonem. W końcu o mało co nie zostali właśnie rozszarpani przez wilkołakopodobną bestię i wyrażenie o mało co było tutaj kluczowe. - Należy nam się coś od życia za to, że udało nam się wyjść z tego wszystkiego cało. A w nagrodę za wpadnięcie na to, że mechanizm bramy to wariacja na temat Eksplodującego Durnia, możesz wybrać sobie smak shake'a - mrugnął do niej, przysuwając dziewczynie dwa, identycznie wyglądające, plastikowe kubeczki, których zawartość różniła się jedynie kolorem.
W buzi Nathana ponownie znalazł się kęs burgera i to właśnie on pochłonął uwagę chłopaka na najbliższe kilkadziesiąt sekund.
- Wiem, że na Nokturnie generalnie jest dość niebezpiecznie, ale pierwsze słyszę, żeby biegały tam wilkołaki - pokręcił głową. Jako że przełknął już gryza burgera, to przyszła pora na kilka frytek. Co z tego, że były wyraźnie przesolone, rozmiękłe i powoli zaczynały stygnąć, kiedy jeszcze chwilę temu bali się o swoje życie? - Bo to chyba był jednak wilkołak, prawda? - spytał trochę niepewnie, uważnie przyglądając się dziewczynie, jakby zastanawiał się, czy zaraz go nie wyśmieje. - Nigdy nie widziałem żadnego na oczy, ale ta... bestia wyglądała dokładnie tak jak wilkołaki na ilustracjach w książkach. Tylko że ten facet z cmentarza miał rację, dzisiaj nie ma pełni. Słyszałaś kiedykolwiek o tym, żeby wilkołak przemieniał się w inne noce? Bo chyba nie robią tego na zawołanie, co nie? Ponoć ta przemiana jest strasznie bolesna... - mówił dużo i szybko. Z jednej strony był ciekaw opinii swojej nowej koleżanki, interesowało go, jak ona zapamiętała to całe wydarzenie. Może umknęły mu jakieś szczegóły? Po części jednak taki słowotok był próbą ułożenia sobie wydarzeń dzisiejszego wieczoru w spójną całość. Przegadania tego wszystkiego i wyciągnięcia jakiś sensownych wniosków.
- Cokolwiek to było, ewidentnie chciało kogoś rozszarpać - pokiwał jej głową. - I to nie wyglądało na zaplanowany atak. Ten wróżbita oberwał, bo stał najbliżej, a goblin był po prostu wolniejszy od nas - jakby na sekundę spoważniał. - Wiesz co? Wydaje mi się, że mieliśmy dzisiaj cholernie dużo szczęścia.
Uśmiechnął się szeroko do Becci, kiedy ta zrobiła to samo. Jej komentarz był miły, jednak Nate nie umiał odwzajemnić się podobnym gestem. Nie chodziło tu nawet o to, że nie czuł tego samego, bo też cieszył się, że nie musiał stawić temu wszystkiemu czoła sam. Po prostu był lekko upośledzony jeśli chodzi o wyrażanie emocji.
- To co? Za nową znajomość? - sięgnął po kubek z napojem, którego nie wybrała Becca i uniósł go lekko w oczekiwaniu na toast.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-16-2020

- Taaaaak, pewnie masz rację. - rzuciła tonem, który nie wskazywał bynajmniej na to, że chłopak ją przekonał. Raczej na to, że chciałaby, żeby tak było. - Waniliowy, poproszę. - rzuciła trochę weselej i zaraz przyssała się do lekko rozpuszczonej brei lodowej. Wystarczy wsadzić w coś słomkę i od razu smakuje lepiej! - Swoją drogą, kto w taki sposób zabezpiecza cokolwiek? - zaśmiała się, bo rozgryzanie tej zagadki i, w konsekwencji, krótka rozgrywka Durnia, to zdecydowanie były najprzyjemniejsze elementy obfitującego w atrakcje wieczoru.
Pomijając oczywiście obecny posiłek, ponieważ nic nie mogło przebić letnich, gumowych frytek oraz króla burgerów: BigMaca. Becca powoli konsumowała to wszystko, czując, jak rozluźnia się w miarę napełniania żołądka. Coś jednak było w tym, że głodny człowiek nie był do końca sobą. A na pewno nie mógł być zadowolony! Pochłaniała więc kolejne frytki, od czasu do czasu maczając je w ketchupie, który nie całkiem higienicznie wycisnęła na jedną z serwetek, a Nate w tym czasie mówił. I chociaż nie wydawał się co do tego zupełnie przekonany, mówił całkiem z sensem! W każdym razie dla niej, ale skoro oboje mieli podobne obserwacje, to istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że się jednak nie mylili.
- Nie wiem, to strasznie dziwne. Znaczy… ja też nie widziałam nigdy wilkołaka. Na Nokturnie czy gdziekolwiek indziej, poza książkami, oczywiście. Ale to… ta osoba się przemieniała, Nate. Na naszych oczach. Co to mogło być innego? - wydawała się trochę przestraszona tym faktem, jakby wolała znaleźć jakieś mniej irracjonalne wyjaśnienie problemu. Najlepiej takie, które nie podważałoby opinii specjalistów w zakresie osób dotkniętych likantropią.
- Może ktoś opracował taki eliksir? Albo to coś… wiesz, jak z sowami? Może ten wirus czy co to jest, działa też na wilkołaki, tylko w inny sposób? - rzucała pomysłami, chociaż były to jedynie mocno naciągane teorie. Co jednak innego im pozostało? Wątpiła, aby ktoś z Ministerstwa planował udzielić oficjalnych wyjaśnień w tej sprawie. Zapewne wszystko zostanie zamiecione pod dywan.
- Gdybyśmy mieli tyle szczęścia, to byśmy się tam nawet znaleźli. Ale masz rację, zawsze mogło być gorzej. - mogli na przykład zostać przerobieni na mięso mielone. Becca natomiast, choć zwykle starała się unikać wyświechtanych szlagierów, uważała, że jest zdecydowanie zbyt młoda, aby umierać. - Chyba nigdy nie widziałam czegoś takiego. - dodała ciszej. Chodziło jej oczywiście o sceny mordu na wróżbicie i goblinie. Bo choć nie miała czasu dłużej się im przyglądać, to, co zobaczyła i tak miało spędzać jej sen z oczu tygodniami. Nie była przyzwyczajona do takiej przemocy, jakiej przychodziło jej doświadczać regularnie na Nokturnie.
- Ja też się cieszę, droga Becco, że akurat mi się napatoczyłaś. - rzuciła, ewidentnie przedrzeźniając Nate’a. Nie zależało jej na słowach uznania, po prostu bawiła ją czasem ludzka nieumiejętność komunikowania pewnych rzeczy. Jej akurat rzadko brakowało słów, więc ciężko jej było postawić się w sytuacji osoby, która nie miała podobnej łatwości wyrażania się.
- O tak, za nową znajomość! - potwierdziła i wzniosła swój kubeczek, aby zaraz siorbnąć kolejny łyk shake’a. - Myślę, że czeka nas jeszcze wiele przygód razem. - dodała i uśmiechnęła się zadowolona. Takie wydarzenia jak te, których uczestnikami byli dzisiaj, przeżyte wspólnie, łączą ludzi na wieki. Takich rzeczy się nie zapomina...


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-17-2020

Becca sięgnęła po waniliowy napój, więc jemu w udziale przypadł ten truskawkowy. W zasadzie nie robiło mu to żadnej różnicy. Podczas składania zamówienia uznał, że poza względnie normalnym posiłkiem, przyda im się trochę cukru. Jakby taki słodki deser miał pozwolić im zapomnieć o tym, czego doświadczyli dzisiejszej nocy. Przysunął sobie plastikowy kubeczek i zamieszał słomką w jego zawartości. Różowe, rozmiękłe lody nagle skojarzyły mu się czerwienią, którą spływał chodnik na Nokturnie, kiedy biegli w stronę latarni-świstoklika. Przez głowę przemknęła mu myśl, że może jednak powinien był zamówić inny smak, zaraz jednak skarcił w myślach za takie absurdy. To przecież nie miało sensu. Pociągnął łyka zimnego napoju przez słomkę.
- Ktoś o niezwykłym poczuciu humoru, to pewne - mruknął pomiędzy kolejnymi łykami. Nigdy nie rozumiał czemu tłuste, przesolone jedzenie w McDonaldzie tak dobrze wchodziło ze słodkim, zimnym shakiem. Z jakiegoś powodu to połączenie działało, i to całkiem nieźle. - Wiesz, myślę, że i tak mieliśmy sporo szczęścia. To był w końcu Eksplodujący Dureń. Dopiero by było, jakby ten mechanizm wybuchł nam tuż przed twarzami - pokręcił głową.
Jedzenie powoli spełniało swoją funkcję. Posiłek zaczynał odnosić taki efekt, na jaki Nathan liczył, kiedy zdecydował się na wizytę w tym miejscu. Wraz z pełnym żołądkiem przychodził spokój, nawet jeśli tylko częściowy. Miał nadzieję, że Becca czuje się podobnie.
- Nie mam pojęcia... Może jakiś dziwny animag? Ale nie wiem, czy w ogóle można być animagiem przemieniającym się w wilkołaka? - pokręcił głową, co w sekundę później zamieniło się w zupełnie odmienny gest, kiedy Nate z zapałem pokiwał głową. - Właśnie też o tym myślałem. Że to coś, co sprawia, że sowy są ostatnio agresywne, wpłynęło... Nie wiem, na wilkołaka? Na przerośniętego psa? Albo może jakiś hodowca postanowił skrzyżować wyjątkowo dużą rasę psa z... Nie mam pojęcia, z jakimś dziwną odmianą magicznego wilka? - wzruszył ramionami. - Nakarmił go jakimiś sterydami i nie upilnował, a bestia wpadła w szał czy coś.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak absurdalnie brzmi ta teoria. Jak coś, co mógłby wyczytać w którymś z komiksów o superbohaterach, których całe pudła trzymał u siebie w mieszkaniu. Pogryzł cię przerośnięty pies? Brawo, masz teraz supermoce, idź ratować świat! Ale czy teoria o wilkołaku przemieniającym się poza pełnią nie brzmiała równie absurdalnie?
- Dokładnie to miałem powiedzieć, wyjęłaś mi to z ust - mrugnął do niej, uśmiechając się jak gdyby nigdy nic. - O tym wszystkim ciężko będzie zapomnieć - stwierdził już poważniejszym tonem, odnosząc się do całej ich dzisiejszej przygody. Do sceny brutalnej śmierci mężczyzny i goblina również, bo i dla niego takie widoki były nowością. Czy i on nie będzie mógł przez to wszystko spać po nocach? Ciężko stwierdzić. Wiedział natomiast doskonale, że na pewno szybko nie da rady wyrzucić sobie z pamięci wspomnień tej jatki.
- Wspominałaś, że mieszkasz na Nokturnie od niedawna - zagadnął, odstawiając kubek na blat stolika. Plastik był na tyle zimny, że trzymanie go w ręku za długo było zwyczajnie niekomfortowe. Sięgnął po zjedzonego do połowy burgera i zanim ugryzł kolejny kęs, zadał pytanie. - Postanowiłaś przeprowadzić się tam w poszukiwaniu wrażeń?


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-22-2020

- Co to za mechanizm, który od czasu do czasu wysadza bramę, którą ma zabezpieczać? - wypowiedziała na głos pierwszą myśl, która przyszła jej do głowy. W zasadzie nie mogli mieć pewności, że cokolwiek tam mogło eksplodować. Może po prostu zamek pozostawał zamknięty tak długo, aż nie doszło się do rozwiązania zagadki. Swoją drogą, nawet ona znała rozsądniejsze metody zabezpieczeń, a nie była specjalistką w temacie. Może pomysłodawca chciał zrobić przyjemność rezydującym na cmentarzu duchom i jakoś urozmaicić ich codzienność, czy może conocność.
To, co spotkało ich na cmentarzu, było tą mniej niepokojącą częścią ich wieczoru. I choć każde z nich próbowało od czasu do czasu rzucić jakimś rozładowującym atmosferę żartem, oboje wracali prędzej czy później do tego samego tematu: tożsamości bestii, która przypuścić na nich atak na Nokturnie.
- Czy animagia nie polega na zamianie w zwierzę? - zapytała, zastanawiając się na głos nad sugestią chłopaka - Wilkołak, to chyba nie jest zwierzę tak do końca. Właściwie, czy to nie jest człowiek dotknięty chorobą? - jak widać, nie pamiętała zbyt wiele z lekcji, na których omawiali ten temat. Przypominała sobie głównie, że bardzo współczuła osobom, cierpiącym na likantropię. To musiało być okropne, żyć ze świadomością, że od czasu do czasu zamieniasz się w bestię gotową ranić i zabijać.
- Wszystkie twoje teorie, zmutowany pies czy wilk, miałyby sens, gdyby ta bestia była cały czas w tej samej postaci. - w głosie Bec pobrzmiewała ostrożność i pewien lęk. Pomimo całej swojej naiwności i prostolinijności,  zdawała sobie sprawę, że pewnych rzeczy nie należało mówić na głos, a w świecie czarodziejów działy się rzeczy, które wykraczały poza rozumienie pierwszego lepszego obywatela, takiego jak ona. Zniżyła głos i pozwoliła opaść włosom w taki sposób, aby zasłoniły jej twarz i uniemożliwiły czytanie z ust potencjalnym szpiegom - bo przecież ten McDonalds mógł być nimi naszpikowany!
- Myślisz, że jakiś... eksperyment wyrwał się spod kontroli i to, co dzieje się z sowami to tylko zwiastun znacznie większych problemów? - westchnęła i wcisnęła w siebie jeszcze kilka frytek, chociaż jej żołądek powoli protestował przeciwko kolejnym dawkom jedzenia - Wyobraź sobie, że dotychczas żyłeś ze świadomością, że w czasie pełni musisz się odseparować. A potem idziesz ulicą i ni z tego, ni z owego, bez żadnego powodu *bam*, przemieniasz się. - jej oczy rozbłysły, jakby coś sobie uświadomiła - A co, jeśli w Ministerstwie zdawali sobie sprawę, że coś podobnego może się wydarzyć? Czy to, że teraz wprowadzili te spisy, nie jest trochę zbyt dużym zbiegiem okoliczności? - nie chciała wyjść na kogoś, kogo fascynują teorie spiskowe, ale nie umiała znaleźć żadnego logicznego wyjaśnienia tego, co dzisiaj przeżyła, a wyobraźnie miała mimo wszystko bujna i skłonną do tworzenia historii. Potrzebowała kogoś rozsądnego w takich momentach, żeby ściągnął ją na ziemie. Liczyła na to, że Nate sprawdzi się w tej roli. Jeśli uzna jej teorie za wierutne brednie, w każdym razie.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-22-2020

- Pytaj tego, który wpadł na ten pomysł - pokręcił głową, po czym ponownie wysiorbał przez słomkę łyk zimnego napoju. Jakiekolwiek rozważania na temat sensu mechanizmu zamontowanego na bramie cmentarnej należałoby zacząć od znalezienia odpowiedzi na pytanie "co brał jego twórca i kim jest jego diler". O ile sama zagadka była naprawę sprytna - to akurat Nate musiał przyznać - to chłopakowi ciężko było tak naprawdę w pełni docenić poczucie humoru jej twórcy w sytuacji, kiedy jeszcze chwilę temu goniła ich rozwścieczona bestia. Mechanizm aż za bardzo przypominał mu niektóre rozwiązania z Hogwartu - ruchome schody albo sypiąca zagadkami kołatka, która strzegła wejścia do Pokoju Wspólnego Ravenclawu. Rzeczy, które z założenia miały być zmyślne i zabawne, a w miarę upływu czasu zaczynały być po prostu irytujące. Z każdym kolejnym dniem spędzonym w magicznym świecie, Nate coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że czarodzieje mają bardzo dziwne poczucie humoru.
- Też racja - pokiwał głową, kiedy Becca przypomniała mu, że to stworzenie wyraźnie zmieniało się na ich oczach. Ten jeden mały szczegół sprawiał, że wszystkie mające sens teorie szlag trafiał. - Chorobą albo klątwą - przytaknął, sięgając po kilka frytek. W zasadzie nie pamiętał szczegółów, chociaż w tym momencie usilnie starał się przypomnieć sobie lekcje w Hogwarcie poświęcone tym istotom. Było ciężko. - Właśnie sam nie wiem - tym razem, dla odmiany, pokręcił głową. - To brzmi absurdalnie, ale... mamy jakąś lepszą teorię? Ostatnio ze zwierzętami dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Może to jakaś nowa, egzotyczna choroba? Albo ktoś za bardzo zaszalał w laboratorium i wypuścił na wolność coś, co tak bardzo miesza w ekosystemie? - znowu pokręcił głową, jakby sam nie do końca wierzył w to, co przed chwilą powiedział.  - Wszystko byłoby o wiele prostsze do wyjaśnienia gdyby akurat była pełnia.
Przez dłuższą chwilę jego uwagę całkowicie pochłonęły dwie rzeczy. Pierwszą z nich była wciąż niedokończona kanapka, teraz już prawie zupełnie zimna. Drugą - wypowiedź jego rudowłosej towarzyszki. Słuchał więc słów Becci z zainteresowaniem, ani na chwilę jej nie przerywając, co tylko po części spowodowane było ustami pełnymi bułki z kotletem.
- Może w tym coś być - mruknął, kiedy w końcu przełknął ostatniego gryza burgera i odłożył zwinięty w kulkę, zatłuszczony papierek na plastikową tackę. Popił posiłek shakiem. - Dotychczas łączyłem tę nową ustawę i spis z tym, co znaleziono na miejscu śmierci tego... - zrobił pauzę, jakby nie mógł przypomnieć sobie nazwiska ofiary mordu sprzed kilku tygodni. Pstryknął kilka razy palcami. - No. Weasleya - w końcu połączył sprawę z nazwiskiem. - Ale może faktycznie przeczuwali, że coś może się stać. Cholera wie, jakieś ściśle tajne eksperymenty w ukrytych kompleksach badawczych czy coś. Nie wiem, może ktoś kombinował jak zmusić wilkołaki do przemiany poza pełnią? Żeby móc wykorzystać je w walce z Sama-Wiesz-Kim - dodał ciszej, nie chcąc przyciągać niepotrzebnej uwagi pozostałych gości lokalu.
Z kieszeni kurtki wyciągnął nieco już wymięty notatnik, z innej udało mu się wygrzebać jakiś niewielki ołówek - wyglądało na to, że ten, który ukradł mu Bochen, nie był jednym, który Nate miał przy sobie tego wieczora. Na jednej z kartek zapisał kilka niezbyt konkretnie brzmiących haseł. Wilkołak - przemiana poza pełnią?, Animag - wilkołak?, Eksperymenty? MM?. Liczył na to, że jak już odeśpi przygody dzisiejszej nocy, to znajdzie chwilę na wizytę w bibliotece i poszuka odpowiedzi na dręczące go wątpliwości. Przecież to właśnie w miejscu pełnym książek na pewno znajdzie odpowiedzi.
Otworzył notatnik na czystej kartce, spojrzał pytająco na dziewczynę.
- To co? Piszemy ten list na magimilicję? - spytał, sam nie do końca wiedząc, jak powinien zacząć. - "Szanowny magikomendancie, dzisiaj prawie zjadł nas wilkołak"? - uniósł jedną brew, nie odrywając przy tym wzroku ze swojej towarzyszki.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-24-2020

- Gdyby akurat była pełnia, to w ogóle nie musielibyśmy się zbyt wiele zastanawiać. Tak to już bywa, że w tej fazie księżyca ludziom zdarza się zamieniać w krwiożercze bestie. Mogłabym jedynie zakwestionować sensowność przebywania takich osób na ulicy, jak gdyby nigdy nic. - wzruszyła lekko ramionami, chociaż niepokój aż skręcał jej żołądek. Przez ten cały stres nawet nie mogła tak do końca rozkoszować się posiłkiem! Jej pierwsze doświadczenie McDonalda zostało zaburzone przez jakieś dziwne przypadki z piekła (albo laboratorium) rodem i wcale jej się to nie podobało.
- Nie mamy lepszych teorii. Każda z nich jest gorsza od poprzedniej, bo jak mamy spać spokojnie wiedząc, że w każdej chwili coś takiego może się wydarzyć. Pal licho spanie, ale chodzenie po ulicach to już jest hazard. Albo cię coś upierdzieli, albo może akurat uda ci się dojść do celu. - jedną z cech Bec, która rzadko się ujawniała, było wylewanie z siebie frustracji za pomocą mniej wysublimowanych słów. Pod wpływem alkoholu albo stresu, jeśli temat oraz ogólna sytuacja temu sprzyjały, potrafiła wypowiadać się w naprawdę niewyszukany sposób. Nierzadko włączał jej się nawet czarny humor, co często szokowało jej rozmówców, przyzwyczajonych do tego, że jest wiecznie uśmiechniętą, naiwną i nieszczególnie poważną osobą.
W tym momencie Bec westchnęła i przeczesała palcami włosy, które w wyniku emocjonującego wieczoru sterczały we wszystkie strony. Znalazła nawet kawałek ukruszonego liścia. Chciała się uspokoić, bo naprawdę zależało jej na sprawieniu jak najlepszego wrażenia na nowym znajomym. Owszem, żartowała sobie, że to, co przeżyli, już na zawsze będzie ich łączyło, ale wcale nie była aż tak pewna siebie. Doskonale wiedziała, że ludzie czasem… uważali, że jest zbyt intensywna, żeby móc z nią wytrzymać.
- Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, że trzyma się nas w niewiedzy i że dzieją się dookoła rzeczy, które bezpośrednio wpływają na nasze życia, rzeczy, które mogą nam te życia odebrać, ale nadal traktuje się nas jak dzieci, które nie zasługują na prawdę. - Są w życiu człowieka takie momenty, w których zyskuje się przerażającą jasność. I to chyba była jedna z takich chwil dla Bec. Jej oczy zaświeciły się trochę niepokojącym blaskiem, a na policzkach pojawił się rumieniec. To było jej zadanie. Peter ją zainspirował, ale to dzisiejszy wieczór udowodnił, jak bardzo potrzebny był ktoś, kto by się nie bał pisać, mówić, nieść ludziom prawdy!
Nie powiedziała jednak nic na głos, bo musiała jeszcze przekuć jakoś ten pomysł w rzeczywistość i znaleźć gazetę, która byłaby gotowa publikować jej artykuły. Młodej dziewczyny znikąd. Poskromiła więc swoją ekscytację i skoncentrowała na zadaniu napisania listu, którym nie wydaliby na samych siebie wyroku. Zaufanie Bec do instytucji publicznych, osłabione ze względu na aktualny kod pocztowy, jeszcze spadło w wyniku tej rozmowy. Bezpardonowo wyjęła notatnik z rąk Nate’a i zmarszczyła czoło.
- Nie wiem, czy uwzględnianie naszych teorii nie sprowadzi na nas problemów. - stwierdziła, pocierając nos końcówką ołówka. - Co powiesz na: Szanowni Państwo, uprzejmie donosimy, że późnym wieczorem 20 lipca na ulicy Śmiertelnego Nokturnu doszło do ataku bliżej niezidentyfikowanego agresora, w wyniku którego życie straciły co najmniej dwie osoby? - zaczęła skrobać szybko po kartce. Kiedy Nate na chwilę skoncentrował się na shake’u i odwrócił od niej wzrok, przewróciła kartkę na tę, na której zanotował wcześniej kilka słów. Przeczytawszy je, uśmiechnęła się pod nosem i dodała własne spostrzeżenie: Becca - nowa najlepsza przyjaciółka, Wywerna. Zaraz jednak wróciła do listu, którego teść układali, udając, że cały ten czas zastanawiała się nad adekwatnym ciągiem dalszym.
- Powinniśmy coś dodać, czy tylko podpisy? - zapytała chłopaka, ponownie przesuwając notatnik w jego kierunku.
- Moja sytuacja mieszkaniowa jest niezbyt stabilna, ale może powinieneś dać mi swój adres. No wiesz, na wszelki wypadek. Lepiej będzie trzymać się razem. - dodała po chwili, chyba lekko zestresowana, jakby oczekiwała, że McLean jej odmówi, albo – co gorsza – wyśmieje.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-24-2020

- Dokładnie - krótko podsumował komentarz dziewczyny na temat pełni. Becca trafiła w sedno, a on nie czuł potrzeby dodawania czegokolwiek do jej wypowiedzi, która, w jego przeświadczeniu, wyczerpała temat. Nie było sensu zastanawiać się nad możliwymi rozwiązaniami zagadki wydarzeń dzisiejszej nocy gdyby tylko akurat była pełnia, jeśli od pełni dzieliło ich dobre kilka dni, a sens wytłumaczenia tego, czego świadkami byli kilka godzin temu, zależał właśnie od fazy księżyca.
- Chyba mamy zwyczajnie zbyt małą wiedzę na ten temat, żeby móc wymyślić coś bardziej sensownego - wzruszył ramionami. - Mam nadzieję, że jutro rano Prorok opublikuje jakiś oficjalny komentarz Ministerstwa w tej sprawie. Wiesz, nie wierzę, że ta... bestia - zawahał się i zabrzmiało to tak, jakby celowo chciał uniknąć słowa "wilkołak" - ograniczyła się do rozszarpania dwóch osób i przegonienia nas przez pół Nokturnu. Albo były kolejne ofiary, albo ktoś w końcu unieszkodliwił napastnika. W każdym razie, na pewno byli jeszcze inni świadkowie. Założę się, że nasze zawiadomienie - w tym momencie postukał tępym końcem ołówka we wciąż otwarty na pustej stronie notatnik - nie będzie jedynym. Jeśli jednocześnie dostaną kilka, kilkanaście informacji o tym samym incydencie, to będą musieli coś z tym zrobić - wzruszył ramionami. - Najwyżej pójdziemy z tym do prasy.
Chociaż i jemu samemu nie do końca podobało się to, co obecnie działo się w magicznym świecie, to czy mieli lepszy pomysł? Odpowiednie służby, nawet jeśli miały powszechną opinię zwyczajnie nieudolnych, musiały się o tym dowiedzieć, a oni, jako zaniepokojeni obywatele, mogli tylko liczyć na to, że magimilicja coś z tym wszystkim zrobi.
- Chyba nie ma co gdybać - mruknął, bo nawet jeśli rozwodzenie się nad teoriami spiskowymi dotyczącymi tajnej broni Ministerstwa brzmiało jak świetna zabawa, to tak naprawdę prowadziło donikąd.
Z zainteresowaniem obserwował twarz Becci, kiedy ta skończyła mówić. Wyglądała, jakby doznała nagłego olśnienia. Jakby nieoczekiwanie połączyła fakty w mającą sens całość. On sam uniósł lekko brwi, na jego twarzy malowało się rozbawienie.
- Wyglądasz jakbyś zaraz miała wyskoczyć z wanny krzycząc Eureka - mruknął z uśmiechem, bo obecna mina Bec wydawała się być takim jasnym, wesołym światełkiem w tunelu pełnym wilkołaków i pokrytych goblińską juchą chodników.
Pozwolił wyciągnąć sobie z ręki notatnik i sam zajął ręce zimnym kubeczkiem z resztkami napoju. Nawet nie zauważył, kiedy dziewczyna przewróciła kilka kartek i dopisała swoją uwagę do listy rzeczy, które planował sprawdzić przy najbliższej okazji w bibliotece.
- Słusznie - pokiwał głową. - Nie ma co od razu przedstawiać im naszych teorii, jeszcze stwierdzą, że próbujemy robić sobie z nich jaja i nie wezmą naszego zgłoszenia na poważnie - dodał, po czym zamilkł na krótką chwilę, pozwalając Bec ułożyć treść urzędowego listu. - Hm... Może dopisz coś, że w razie potrzeby możemy udzielić dodatkowych wyjaśnień? - spytał w końcu, ponownie wbijając spojrzenie w twarz swojej nowej koleżanki, jako że przez chwilę wpatrywał się w pogrążoną w półmroku ulicę za oknem.
Zauważył, że dziewczyna o wiele lepiej od niego radzi sobie z oficjalną korespondencją, pozwolił jej więc dopisać ewentualną dalszą treść listu, a kiedy zapytała go o adres, wyciągnął w jej stronę rękę, czekając aż odda mu notes i ołówek. W końcu jakoś musiał zanotować ten adres.
- Masz rację - mruknął, wyrywając z końca notatnika czystą kartkę, na której szybko nabazgrał adres wynajmowanego na spółkę z Poolem mieszkania w Glasgow. - Możesz mnie łapać pod tym adresem, ale często nie ma mnie w domu. Częściej jest tam mój współlokator, więc w zasadzie prawie zawsze ktoś ci otworzy. Albo pisz, jak ci wygodniej - uśmiechnął się do dziewczyny, oddając jej złożoną na pół kartkę ze swoim adresem.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-27-2020

- Do rana zostało tylko kilka godzin, więc niedługo się dowiemy. - odpowiedziała, bo przecież te wydarzenia nie mogły przejść bez echa i zasługiwały na miejsce w porannym wydaniu. Nawet jeśli miałoby to oznaczać dodruk. Byli czarodziejami, do jasnej cholery, na pewno istniały jakieś zaklęcia na wyczarowanie dodatkowego miejsca w gazecie, nawet jeśli ona ich nie znała. Swoją drogą, pewnie powinna zainteresować się takimi rzeczami, jeśli rzeczywiście zamierzała znaleźć dla siebie miejsce w prasie.
- Mam tylko nadzieję, że nikomu więcej już nic się nie stało. - dodała cichszym tonem. Ten świrnięty wróżbita i goblin o szemranych zamiarach, choć nie wzbudzili w niej większej sympatii, nie zasługiwali na to, co ich spotkało. - Tam było dużo ludzi. - dokończyła z westchnieniem. Ta pijana kompania, która w błogiej nieświadomości wykrzykiwała jakieś sprośne piosenki, zanim zaczęła się masakra? Niektórzy jej członkowie ledwie trzymali się na nogach, nie wierzyła, aby byli w stanie uciekać.
Nie potrafiła w tym momencie wyobrazić sobie nawet najbliższej przyszłości, była jednak pewna, że nie zostawi tak tego tematu. I cieszyła się, że Nate jest po jej stronie i ma takie samo zdanie. Zawsze łatwiej działać, kiedy ma się wsparcie. Działalność w pojedynkę wymagała zupełnie innego wymiaru heroizmu.
- Przekonamy się, na czym stoimy w najbliższych dniach. - zakończyła, bo faktycznie nie miało sensu siedzenie i gdybanie bez końca. Spuścili z siebie trochę pary i zorganizowali małą burzę mózgów, a teraz należało zastanowić się nad konkretnymi, dalszymi krokami. Dlatego Becca była tak zachwycona swoim małym oświeceniem. Bo dawało jej coś, czego mogła się chwycić i o co mogła rzeczywiście zabiegać w swoim życiu, kiedy już odejdą od stolika w McDonaldzie.
- Co? - najwyraźniej nie zrozumiała odniesienia do Archimedesa i jego prawa wyporu, bo nie miała przyjemności zapoznać się z mugolskimi odkrywcami, nawet jeśli byli genialni. Nie po raz pierwszy w życiu miała wrażenie, że ominęło ją coś bardzo istotnego. Bo przecież żyli z mugolami na tym samym świecie i nawet jeśli ich czarodziejska edukacja zaniedbywała pewne aspekty wiedzy o otaczającej ich rzeczywistości, nie sprawiało to, że byli odporni na jej prawa. Magia dawała im ewentualnie narzędzia, za pomocą których mogli je w ograniczonym stopniu podważać.
- To albo uznają nas za jakichś zwolenników teorii spiskowych, a przecież nie o to chodzi. - zgodziła się i ponownie przyciągnęła do siebie notatnik, kiedy Nate zadecydował, że to ona powinna dokończyć pisanie listu. - Okej. - dodała, przygryzając jakiś luźny kosmyk włosów - Przeczytam ci, co dopisałam. W związku z szybkim i niepomyślnym dla nas rozwojem sytuacji, zmuszeni byliśmy do pospiesznej ewakuacji z miejsca zdarzenia. W razie potrzeby gotowi jesteśmy udzielić wszelkich wyjaśnień. - spojrzała przelotnie na swojego towarzysza, po czym podsunęła mu notatnik i ołówek - Teraz wystarczy się tylko podpisać. - wolał dodać to zdanie odnośnie ich, hm, ucieczki, no bo przecież byli świadkowie ich niezbyt wytłumaczalnego zniknięcia. Nie wiedzieli do jakich wniosków na temat latarni doszedł ostatecznie strażnik cmentarza.
Kiedy podał jej karteczkę z adresem, spojrzała na niewiele jej mówiącą nazwę ulicy i skinęła głową. Najważniejsze, że będą mogli utrzymać kontakt i w razie potrzeby przedstawić spójną wersję wydarzeń.
- Masz współlokatora? - spytała z pewną obawą, chyba trochę zdziwiona, chociaż przecież nie było w tym nic szczególnie szokującego. Młodych ludzi często nie było stać na własne lokum. - Jesteś go pewien? No wiesz, że w razie czego nie uzna nas za świrów? Albo mnie, kiedy wbiję tam znikąd i zacznę coś opowiadać o tym, jak zawiązaliśmy przyjaźń rozwiązując zagadkę cmentarnej bramy? - zaśmiała się cicho, po czym odgarnęła z twarzy włosy, które natychmiast opadły na nią z powrotem. - Czym ty się w ogóle zajmujesz, że tak często nie ma cię w domu? - prawie zapomniała, że tak właściwie, to nic na swój temat nie wiedzą. Prawie nic.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-27-2020

- Mam nadzieję - pokiwał głową, bo chociaż ostatnimi czasy miał mieszane uczucia na temat tej wizji rzeczywistości, którą wpychał im do gardła Prorok, to jednak był prawie pewien, że największa czarodziejska gazeta w kraju nie przejdzie obojętnie obok wydarzenia takiego kalibru. "Atak wilkołaka na Londyn. Są ofiary śmiertelne. Relacja z miejsca zdarzeń - tylko u nas!" Przecież to brzmiało jak coś, co zwyczajnie nie może się nie udać. Przepis na sukces. Kura znosząca złote jajka. Czy jak to szło.
- Jeśli mam być szczery, to wydaje mi się, że jest mała szansa na to, że skończyło się na goblinie i tym wróżbicie - stwierdził, wzruszając ramionami. Może był trochę zbyt bezpośredni i do bólu szczery, ale był też zwyczajnie zbyt zmęczony, by silić się na bardziej wyrozumiały ton. Zresztą, nie miał siedzącej naprzeciwko dziewczyny za kompletną idiotkę. Przecież nie miała ośmiu lat. Właśnie była świadkiem ataku bestii, która niepokojąco przypominała wilkołaka. Jak inaczej mogło się to skończyć? - Chyba że pochowali się do wnętrz budynków. Tam był chyba jakiś bar, prawda? - dodał po chwili, jakby nagle dotarło do niego, że może takie straszenie rozmówczyni było głupim pomysłem. - Albo komuś udało się obezwładnić bestię - rzucił zamyślony, próbując przypomnieć sobie te strzępki informacji, które wyniósł ze szkoły na temat wilkołaków. Czy stare, dobre zaklęcia ofensywne działały na nich tak, jak na zwykłego człowieka?
- Hm? - mruknięciem odpowiedział na zadane przez Beccę błyskotliwe pytanie o treści "co". Dziewczyna wyrwała go z zamyślenia i przez dłuższą chwilę nie miał pojęcia, o co chodzi. - Aaaa, dobra - w końcu dotarło do niego, że przecież dzieciaki z czarodziejskich rodzin raczej nie uczą się o tym, kim był Archimedes. - Eureka po grecku oznacza "znalazłem". To nawiązanie do anegdotki o greckim uczonym, który miał wpaść na pewien pomysł, siedząc w wannie, a kiedy właśnie połączył w głowie pewne kropki, to z niej wyskoczył, krzycząc właśnie eureka - wyjaśnił krótko, nie wnikając w to, że chodziło o fizykę i prawo nazwane od imienia wspomnianego już greckiego uczonego. Sam nie był orłem w tej dziedzinie - mugolską edukację zakończył na tyle wcześnie, że nie miał okazji porządnie wgryźć się w przedmioty, które były zmorą jego dawnych kolegów z podstawówki - więc wolał nie wprowadzić dziewczyny przypadkiem w błąd.
- Brzmi rozsądnie - pokiwał wolno głową, w myślach powtarzając treść listu, który sporządziła Becca. - Rzeczowo i na temat, ale bez wnikania w szczegóły. Świetnie - dodał jeszcze, mieszając w resztce roztopionego już shake'a plastikową słomką. W końcu wytarł rękę w papierową serwetkę i przejął od Becci ołówek. Podpisał się i bez komentarza oddał list jego autorce. W końcu poza imieniem nie znał jej personaliów.
- Jestem go pewien tak, jak miłości Slughorna do kandyzowanych ananasów - rzucił trochę zbyt teatralnym tonem, posyłając rozmówczyni wesoły uśmiech. - Spokojnie. Może i uzna, że gadamy od rzeczy, ale w końcu mi uwierzy. Kumplujemy się od tylu lat, że wie, że nie żartowałbym sobie z takich tematów - dodał, nie wnikając jednak w szczegóły, chociaż od razu pomyślał o ataku na mieszkanie Frances, które razem przeżyli kilka miesięcy temu. Przecież jeszcze niedawno wcale nie uwierzyłby, że coś takiego mogłoby mieć w ogóle miejsce. - Tylko może nie wyskakuj mu od progu z wilkołakiem, martwym goblinem i graniem w Durnia z duchami, dobrze? Wiesz, nie tak dawno temu zerwał z dziewczyną, wciąż bywa trochę nerwowy - dodał konspiracyjnym szeptem. Taki żarcik. Poole nie z tych, którzy wybuchnęliby histerycznym płaczem, słysząc o tym, jak absurdalne akcje działy się w Londynie dzisiejszej nocy. - Łamię klątwy dla Gringotta - wysiorbał kolejny łyk truskawkowej brei. - A ty? Bo to, że w najbliższym czasie otwierasz Nokturńskie Wojaże z Beccą, to już wiem. I właściwie czemu Nokturn? Bez urazy, ale nie wyglądasz na typowego bywalca tamtych okolic.


Korzystam z przewagi Magia to nie wszystko.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-28-2020

Becca, prawdę mówiąc, nie śledziła ostatnimi czasy prasy na bieżąco. W domu zawsze można było natknąć się gdzieś na porzucony egzemplarz Proroka, ale w tej chwili musiała oszczędzać i nie stać jej było na prenumeratę. Prawdę mówiąc, po rozmowie z Peterem stała się bardziej sceptyczna, ale zaczęła też bardziej doceniać wpływ prasy na poglądy społeczeństwa. Dlatego miała nadzieję, że w tym zawodzie pracują głównie ludzie z powołaniem, których głównym celem jest przekazywanie ludziom prawdy. Idealistycznie? Na pewno, miała w końcu tylko 20 lat i wciąż łudziła się, że świat jest przede wszystkim dobry. A pieniądze służą ludziom, nie na odwrót.
Pesymistyczne przewidywania Nate’a skwitowała ciężkim westchnieniem. Wiedziała, że miał rację. Ludzie na Nokturnie potrafili zwykle w większym lub mniejszym stopniu radzić sobie z niespodziewanym zagrożeniem, ale to konkretne mogło przerosnąć ich możliwości. Szczególnie osób pijanych, pod wpływem narkotyków, bezdomnych… A takich też było przecież pełno w tej okolicy. Całe szczęście jej rozmówca wyczuł chyba falę przygnębienia, jaka targnęła nią po jego słowach i postanowił poszukać jakiegoś promyczka nadziei w tej ciemnej dupie.
- Może! - ożywiła się, choć oboje wiedzieli, że wiata w coś podobnego przypominała chwytanie się brzytwy, aby nie utonąć. - Mam nadzieję, że tak właśnie było. Albo cokolwiek spowodowało przemianę, przestało działać. - skoro nie była to pełnia, nie mogli mieć również pewności co do trwałości takiego stanu. Z całego serca współczuła człowiekowi, jeśli faktycznie była to osoba cierpiąca na likantropię, który powróciwszy do zwyczajnej postaci, zobaczy krew na swoich rękach.
Wysłuchała wytłumaczenia dotyczącego Archimedesa, kiwając od czasu do czasu głową, nawet jeśli wcale wszystkiego nie rozumiała. Ostatnio coraz częściej żałowała, że nie ma więcej do czynienia z kulturą mugoli, ich nauką oraz ich własnym rodzajem magii. Przecież mugole mieli metalowe ptaki, które przewoziły ludzi w swoich brzuchach! I te ryczące bestie, które widziała u mugoli na Privet Drive.
- No, to świetnie. - rzuciła, kiedy przyklepał treść listu. - Niedługo powinni już otworzyć pocztę. Wyślemy to i w końcu może będziemy mogli odespać te wszystkie wrażenia. - uśmiechnęła się do swojego towarzysza, bo chociaż powrót na Nokturn wciąż lekko ją przerażał, wstające za oknem słońce napełniało ją otuchą. Podobnie jak ta rozmowa. Kiedy Nate zaczął się nabijać, opowiadając o swoim współlokatorze, w końcu z jej ust wyrwał się śmiech, którego nie dała rady powstrzymać. Okej, przeżyli coś strasznego, ale czas się w związku z tym nie zatrzymał. Świat dalej się kręcił i dobrze.
- Jak miłości Slughorna do kandyzowanych ananasów? - powtórzyła za nim, aby utrwalić sobie ten tekst i mieć możliwość użycia go w przyszłości. - Brzmi dobrze. No to skoro się tak blisko przyjaźnicie, a nie jest jakimś randomowym knypkiem o wątpliwych poglądach, to czuję się uspokojona. W razie czego staniesz w mojej obronie. - stwierdziła z uśmiechem i ziewnęła, bo chyba w końcu zaczęła schodzić z niej trzymająca ją wciąż przy życiu adrenalina.
- Ooooo. - wydała z siebie pełen współczucia dźwięk, a potem wysiorbała resztkę shake’a. - To było coś poważnego? - zapytała, bo chyba tak należało zareagować na podobną informację? Nie interesowały jej szczególnie problemy sercowe nieznajomego jej człowieka, ale skoro był to ktoś ważny dla Nate’a, mógł stać się kimś ważnym dla niej.
- Obiecuję nie wyprowadzać go z równowagi swoimi rewelacjami. - dała słowo nieświadoma, że być może zdążyła złamać tę obietnicę, zanim ją w ogóle złożyła. - Będę go traktowała z najwyższą delikatnością. - widać to jakiś delikatny przypadek był. Faceci też mogli w końcu być wrażliwy i krusi, nie było się czym dziwić.
- Nie czuję urazy, to chyba nawet swego rodzaju komplement? - odpowiedziała na słowa Nate, uśmiechając się - Nie robię niczego tak fascynującego, jak ty! Na pewno masz super przygody! Możesz o nich opowiadać, czy obowiązuje cię jakaś klauzula tajności? - dopytała, mając nadzieję, że uda się uniknąć rozmowy o jej sytuacji zawodowej. Żeby jednak nie zwracać na siebie uwagi tym slalomem, postanowiła się ustosunkować do pytania w oględny sposób.
- Pomagam jednemu znajomemu w barze. W domu zrobiła się średnia sytuacja i musiałam na jakiś czas się wynieść.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-29-2020

Nate, w przeciwieństwie do Becci, był w pewien sposób na bieżąco z czarodziejską prasą. Nie czytywał wszystkiego, a na pewno nie od deski do deski, jednak zawsze w jakiś dziwny sposób w jego ręce trafiały co ciekawsze artykuły. Starał się w pewnym stopniu orientować w tym, co dzieje się obecnie w czarodziejskim świecie, jako że wciąż znaczna część jego życia pozostawała prozaicznie mugolska. Proroka czytywał, choćby po łebkach, ale regularnie, zdarzało się, że w ręce wpadły mu co ciekawsze wydania Żonglera czy innych mniej poważnych pisemek. Nawet miał jakiś czas temu w ręku Czarownicę, ale tylko dlatego, że jeden z mocno plotkarskich artykułów dotyczył pewnej wschodzącej gwiazdy quidditcha, którą zresztą znał prywatnie, i to całkiem dobrze.
- Dokładnie, pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że to całe zamieszanie zostało opanowane wkrótce po tym jak przenieśliśmy się na cmentarz - pokiwał głową, chcąc w jakiś sposób oderwać dziewczynę od pesymistycznych myśli i zastanawiania się ile jeszcze świadków masakry padło ofiarą bestii. Chociaż znali się dopiero od kilku godzin, to odnosił wrażenie, że Becca jest niesamowicie empatyczną osobą i zbyt obrazowe nawiązywanie do tematu - nawet jeśli dziewczyna sama była świadkiem tej rzezi, która miała dzisiaj miejsce na Nokturnie - mogło tylko sprawić, że biedny rudzielec pogrąży się w ponurych myślach, a tego przecież nikt nie chciał.
Nieświadomie odetchnął z ulgą, kiedy Becca nie wypytywała go dalej o Archimedesa. Nie czuł się zbyt mocny w temacie żywoty i osiągnięcia starożytnych greckich uczonych i wolał po prostu wcisnąć Bec przy najbliższej okazji jakąś książkę na ten temat niż zasypywać ją tymi szczątkami informacji, które ciągle miał w głowie.
Dopiero kiedy Becca zasugerowała, że wkrótce będą w stanie odespać to, czego byli świadkami, uświadomił sobie, jak bardzo jest zmęczony. Nic dziwnego, w końcu oboje mieli za sobą nieprzespaną noc, a on dodatkowo cały dzień na nogach. Stłumił ziewnięcie, jednocześnie zasłonił usta wierzchem dłoni. Zamrugał oczami, starając się odpędzić zmęczenie.
- Będę spał jak jeszcze nigdy - mruknął. W ostatniej chwili ugryzł się w język, bo chciał powiedzieć jak zabity, jednak to mogło zabrzmieć zwyczajnie źle w świetle tego, co właśnie przeżyli. - Właśnie, masz gdzie pójść? Bo wiesz, powrót na Nokturn może być wciąż niebezpieczny. Mogę cię odprowadzić, nie ma problemu, ale pytanie, czy masz gdzie przenocować? - spytał. Nie proponował jej noclegu u siebie, to mogłoby zabrzmieć co najmniej dziwnie. Albo podejrzanie. Po prostu nie był pewien czy wycieczka na Nokturn do miejsca, w którym obecnie mieszkała Becca, była na pewno dobrym pomysłem. Ta bestia wciąż mogła się tam czaić.
Parsknął cicho słysząc o tym randomowym knypku o wątpliwych poglądach.
- Nie no, uwierzy nam. Spokojnie. Nie ma sensu się o to martwić - stwierdził tylko bo akurat kogo jak kogo, ale Poole'a był całkowicie pewien. Machnął ręką słysząc kolejne pytanie Bec. - Długa historia. Stara wspólna znajoma, zeszli się dość szybko, okazało się, ze się nie dogadują i wyszło jak wyszło - wzruszył ramionami, nie wdając się jednak w szczegóły. W końcu to były prywatne sprawy Louisa i Frances.
- A tam przygody - machnął ręką. - Pracujące niedziele, niedziałające poprawnie świstokliki i ryzyko zawodowe. Chociaż plus jest taki, że mogę trochę pozwiedzać - stwierdził. Chyba zmęczenie coraz bardziej zaczynało dochodzić w nim do głosu, bo nie wziął się za opowiadanie o swojej pracy, którą, mimo problemów z pracodawcą, szczerze lubił. - Głupoty gadasz. Praca w barze też brzmi super - dodał, bez cienia ironii w głosie. - Wiesz, miałem kiedyś pomysł, żeby na stare lata, jak już mi się znudzi bieganie po całej Wielkiej Brytanii, otworzyć właśnie jakiś pub. To musi być świetna robota, polewać ludziom drinki i słuchać ich historii - rzucił, nie nawiązując w żaden sposób do tego, co było powodem wyprowadzki Becci z domu. Średnia sytuacja brzmiała na tyle poważnie, że jednak wolał nie zmuszać dziewczyny do zwierzeń. W końcu znali się zaledwie od kilku godzin.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Becca Hale - 10-30-2020

Nie wiem, jak Becca potraktowałaby propozycję noclegu w mieszkaniu Nate. Bardzo możliwe, że nawet by jej to nie zdziwiło w aktualnych okolicznościach. Co prawda nie znali się jeszcze z McLeanem zbyt dobrze, ale wspólnie przeżyte chwile grozy uświadomiły chyba obojgu, że mogą na siebie liczyć. Zdecydowanie nie byłaby więc skora do oskarżania go o złe lub nawet nieczyste zamiary. Prawdę mówiąc, nie uwierzyłaby, że jej towarzysz ma jeszcze w sobie siłę na jakiekolwiek knowania Szczególnie po tym, jak ziewnął niczym lew i zrobił minę zdziwionego susła o poranku. Niemniej jednak wolałaby nie przeginać jak na jedno spotkanie i wrócić do siebie, jeśli mogła w ten sposób określić kanapę w mieszkaniu Regisa. Nie wspominając już o tym, że prawdopodobnie czekało ją jeszcze czyszczenie toalet, jeśli wczorajsze wydarzenia nie zmniejszyły pragnienia bywalców Wywerny, w co szczerze wątpiła. Jeśli już, to pojawiło się ich jeszcze więcej niż zwykle.
- Nie martw się o mnie, poradzę sobie. Teleportuję się prosto na swoją kanapę spod sowiej poczty. – obiecała solennie, chociaż używanie tego rodzaju magii w jej stanie zapewne nie było najrozsądniejszym pomysłem. W każdym razie na pewno bezpieczniejszym od spaceru po Nokturnie wczesnym rankiem po niedawnej rzezi. Mogła co najwyżej stracić trochę skóry i mięsa w konsekwencji rozszczepienia, a brzmiało to o niebo lepiej niż bycie rozszarpanym przez wilkołakopodobną bestię.
- Mam nadzieję, że dla odmiany nie będzie w kącie czyhał na mnie żaden goblin, ale to najgorsze, co mogłoby mi się tam przydarzyć… Tak mi się przynajmniej wydaje. – mruknęła do siebie pod nosem, bo przecież Nate z nimi pracował, musiał je co najmniej akceptować, jeśli nie lubić. Ona nieskłonna była co prawda do generalizacji, ale jeszcze nie wyszła do końca z szoku po tamtym włamaniu. Nawet heroiczna śmierć Bochna nie stanowiła w jej oczach pełnej rehabilitacji tych stworzeń.
- Skoczył na główkę i woda okazała się relatywnie płytka? – zaśmiała się na odpowiedź Nate'a odnośnie perypetii jego współlokatora. Historie tego typu nie należały do rzadkości. Ona sama mogłaby się pewnie pochwalić przynajmniej jedną anegdotką z sytuacji, w której pozwoliła sobie na nierozsądne zachowania stanowczo zbyt wcześnie. Tak to już było z emocjami, czasem zrywały się ze smyczy. Nie wspominając o tym, że niektórzy ludzie potrafili się zmieniać z jednej osoby w drugą jak za pstryknięciem palców! Zawsze trochę podziwiała tę umiejętność, bo samą siebie uważała za dziewczynę, której charakter dało się całkiem nieźle opisać już po jednym spotkaniu.
- Mam nadzieję, że szybko mu przejdzie. I że w przyszłości nie będzie miał podobnego pecha. – dodała, żeby nie wyjść na jakąś okropną babę, którą bawią cudze problemy miłosne. Odetchnęła, kiedy przeszli do bezpieczniejszych tematów. Takich, które dotyczyły osób obecnych, a nie jakichś wrażliwych współlokatorów ze złamanym serduszkiem.
- Pozwiedzać, poczuć adrenalinę! Brzmi super. Nie tak, jak dzisiaj, oczywiście. Wiesz, w trochę bardziej kontrolowanych okolicznościach. – zaplątała się w swoich słowach. – Czy to, co robisz, jest tak bardzo niebezpieczne jak, no wiesz… – wykonała jakiś bliżej nieokreślony gest, który miał zapewne sugerować „ostatnie kilka godzin”. W przeszłości myślała o tym, żeby robić coś podobnego, ale po dzisiejszej nocy miała wrażenie, że jednak nie jest zbudowana z dostatecznie wytrzymałych materiałów. Czyszczenie kibli nagle wydawało się idyllą, nawet jeśli pozbawione było jakiejkolwiek przydatności społecznej (wykraczającej poza wąski krąg klientów baru).
- Tak, to właściwie brzmi dobrze. – odpowiedziała z uśmiechem, bo faktycznie widziała Nate’a w podobnej roli. Kiedyś, kiedy nie będzie już miał ochoty łamać klątw i drwić z niebezpieczeństw. Wolała też nie wchodzić w szczegóły swojej pracy i tłumaczyć mu, że z klientami to ona nie ma za dużo kontaktu – raczej z ich wydzielinami. Ble, aż się wzdrygnęła, jak o tym pomyślała. – Jak byś taki bar nazwał? – zapytała ze szczerą ciekawością.


RE: McDonalds przy stacji Kings Cross - Nathan McLean - 10-30-2020

- Prosto pod kołdrę - poprawił dziewczynę, grożąc jej palcem. Ten gest, w połączeniu z groźną miną i sztucznie protekcjonalnym tonem, wyglądał jednak wyjątkowo głupio i raczej mało autentycznie. No cóż, dzieliło ich przecież zaledwie kilka lat, a Nate był ostatnią osobą, która oceniałaby Beccę ze względu na wiek czy też płeć.
- A co? Nocujesz w poczekalni Gringotta, że miałby na ciebie w kącie czyhać goblin? - spytał z wyraźnym rozbawieniem w głosie, bo uwaga dziewczyny - chociaż jego własny komentarz też - zabrzmiała dla niego wyjątkowo absurdalnie, zwłaszcza to wyrażenie dla odmiany. Gdzie ona sypiała, że potykała się o czające się w kątach gobliny?
Jego własny stosunek do tych istot można byłoby określić co najwyżej jako poprawny. Płaciły mu, więc chociażby z tego powodu należał im się jakiś szacunek, jednak Nate nie ukrywał, że bywało, że te pokurcze zwyczajnie działają mu na nerwy. Bywały mało... elastyczne. A co do tej zapłaty, to przecież zawsze mogłyby sypnąć złotem trochę bardziej, prawda? To nie tak, że go nie miały.
- Skok na główkę się zgadza, ale powiedzmy, że po fakcie basen okazał się dość zatłoczony - przyznał po chwili namysłu, podczas której próbował opisać, w jaki sposób doszło do rozpadu ostatniego związku Poole'a wykorzystując zastosowaną przez Bec metaforę. Chyba mu wyszło, a przynajmniej miał nadzieję, że dziewczyna zrozumie, co miał na myśli. Wzruszył ramionami z uśmiechem. - Też mam taką nadzieję, ale to typ, któremu ciężko przychodzi uczenie się na błędach - dodał, nie wyjaśniając jednak, co ma dokładnie na myśli. A do czego pił? A do tego, że według niego Poole związał się z nową dziewczyną stanowczo zbyt szybko po zerwaniu z poprzednią. Nie dał sobie czasu na poukładanie niektórych rzeczy w głowie, tylko od razu skoczył na główkę, jak określiła to przed chwilą Bec.
- Adrenalina w kontrolowanych okolicznościach - zaśmiał się. - Dobre, podoba mi się. Nie no, nie spotykam na co dzień krwiożerczych bestii i latarni-świstoklików. Temu co robię raczej bliżej do tego, co spotkało nas już na cmentarzu. Sporo główkowania, jakieś zagadki, takie tam. Pracuję w tym już od kilku lat i dotychczas najgorszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła, było wylądowanie pośrodku niczego po użyciu trefnego świstoklika i męczenie się przez ponad tydzień z katarem siennym, który był efektem wyjątkowo złośliwej klątwy - wzruszył ramionami. - Ale fajnie jest pokręcić się trochę po różnych ciekawych miejscach, a nie tylko pracować cały dzień za jednym i tym samym biurkiem.
Właśnie to w swojej pracy cenił najbardziej. To, że nigdy nie wiedział dokładnie, jak będzie wyglądał jego dzień i o której się skończy. Ta nieprzewidywalność zaspokajała w pewnym stopniu jego ciągłą potrzebę zmian i nowych doznań.
- Hmmm... A wiesz, że o tym nie myślałem? - przyznał, kiedy padło pytanie o nazwę jego hipotetycznego baru. - Masz jakieś dobre propozycje?