Magic Lullaby
'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Kroniki
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Myślodsiewnia (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=10)
+---- Dział: Zakończone (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=42)
+---- Wątek: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] (/showthread.php?tid=662)



'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 07-28-2019


[Obrazek: tumblr_ojrfdwzO241v0v7s0o5_250.gif]

późne popołudnie/wczesny wieczór | Hammersmith Odeon | 26 grudnia 1979 roku




Nie wiedziała dokładnie, od kogo tak właściwie wyszedł ten pomysł. Prawdę mówiąc, zaledwie przez krótką chwilę zastanawiała się, czy miał z tym coś wspólnego znajomy stażysta z ich oddziału w Mungu, czy może bardziej jego nowa dziewczyna, z którą zresztą Alyssa osobiście go poznała. Najważniejsze jednak, że gdy zakochana para postanowiła odwdzięczyć jej się za nieświadome połączenie ich ze sobą, Greyback nie myślała o czymś tak poważnym. Pomyślała o czekoladkach, może o butelce dobrego wina, ale z pewnością nie o dwóch biletach - zaoferowanych dla niej i dla jej plus jeden - na koncert jednego z mugolskich zespołów, za którym wręcz przepadała.
Gdyby zresztą chodziło o jakikolwiek inny występ, zapewne znacznie mocniej usiłowałaby wymigać się od przyjęcia - bądź co bądź, wcale nie tak taniego - prezentu, jednak w tym wypadku nie krygowała się zbyt długo. Zapewne ostatecznie nie odrzuciłaby go nawet bez oznajmienia jej, iż początkowo bilety zostały zakupione dla innej dwójki osób, które zwyczajnie nie były w stanie pojawić się w tym dniu, a do odsprzedaży nikt nie miał specjalnie głowy. Była w stu procentach pewna, że kupcy znaleźliby się bez większego starania, jednak skoro już otrzymała taką możliwość, zamierzała ją wykorzystać.
W czasach, w których znacznie częściej pracowała w magomedycznej obstawie większych wydarzeń publicznych, niżeli brała w nich bardziej luźny, dobrowolny udział... Cóż, możliwość niezobowiązującej zabawy na naprawdę dobrym koncercie była dla niej na wagę złota. Tym bardziej, jeśli nie musiała przejmować się przy tym opieką nad dzieckiem ani porannym pójściem do pracy. Ponownie wykorzystując dobrą wolę mieszkającej z nią kuzynki oraz biorąc dwa dni wolnego od zajęć w Mungu, poczuła się naprawdę wolna. Wolna i z dnia na dzień coraz bardziej podekscytowana możliwością uczestnictwa w londyńskim kawalątku najnowszej trasy koncertowej.
Niewielki problem stanowiło wyłącznie dobranie sobie kogoś do towarzystwa, bowiem znaczna większość jej przyjaciół albo nie miała wiele wspólnego z mugolską rzeczywistością i nie chciała pchać się w nią z butami - zwłaszcza w taki sposób - albo pracowała w dniu koncertu i nie mogła wziąć urlopu. Tak właściwie, tylko przypadek sprawił, iż Alyssa postanowiła zaczepić kogoś, o kim teoretycznie powinna była pomyśleć już na samym początku poszukiwań. Fabian Prewett, choć czystokrwisty, lubił przecież wszelkiego rodzaju aktywności, które wychodziły nieco poza sferę dotychczasowych doświadczeń. A Aly lubiła jego.
Po wstępnych ustaleniach dotyczących spotkania z parą, która zaoferowała im możliwość współudziału w koncercie, pojawili się we czwórkę przy Hammersmith Odeon, stając w kolejce do jednego z wejść. I choć wpuszczanie kolejnych osób do środka szło naprawdę dobrze, Alyssa niewątpliwie czuła się coraz bardziej miażdżona przez tłum, ostatecznie asekuracyjnie wciskając się pod ramię sporo wyższego Prewetta, któremu posłała swój najładniejszy, przepraszający uśmiech.
- Chyba powinnam nauczyć się zakładania trochę wyższych butów. - Rzuciła do niego z rozbawieniem, jednocześnie unikając kolejnego szturchnięcia łokciem i przesuwając się nieco w przód razem z resztą kolejki. - Ale, uwierz mi, dla tego warto dać się zgnieść.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Fabian Prewett - 07-28-2019

| 26 grudnia 1979 roku

Niechybnie byłem zaskoczony zaproszeniem na koncert mugolskiego zespołu. Oczywiście, niejednokrotnie już słyszałem o nim, mimo że kulturę mugolską znałem jedynie w niewielkim stopniu. Po prostu, mając takich znajomych w Świętym Mungu, po prostu nie można było nie wiedzieć pewnych kwestii. Szczególnie TAKICH kwestii. Raczej nie skłamałbym, gdybym obrał je w miano bardzo ważnych.
Cóż, w pierwszym momencie, kiedy usłyszałem tę propozycję, nie miałem pojęcia, co powiedzieć. Spłynęło to na mnie nagle i w końcu wydukałem coś w stylu: No tak, bo nowym doznaniom nie mówiłem nie, szczególnie kiedy nieczęsto miałem okazję w nich uczestniczyć. A koncert taki jak ten… No tak! Jasne, że pójdę. Trochę obawiałem się reakcji rodziny na wieść, że zniknę im na jeden dzień świąt, ale kiedy wspomniałem, że idę z koleżanką z pracy, to dosłownie wypychali mnie z domu tego dnia. Dzikusy. A mówiłem im, że to tylko koleżanka…
Tłumy były niesamowite. Może nie byłem ekstrawertykiem, ale panujący wokół chaos, ta beztroska i radość, udzielała się również mi. Fajnie tak było odetchnąć od bólu i rozpaczy, od przeróżnych chorób i niepewności. Na tę jedną noc mogliśmy poczuć się bogami. Kto wie? Może dziś mieliśmy być niezwyciężeni?
Pomogłem Alyssie ramieniem, kiedy poskarżyła się na tłum. Przyjąłem z uśmiechem jej uwagę o tym, że dla tego doświadczenia warto zostać zgniecionym… Chyba naprawdę to czułem. Nie, nie gniecenie, bo byłem wysoki i raczej bardziej postawny, aniżeli chucherko. Czułem, że po prostu warto było porzucić odpoczynek w domu rodzinnym przy kominku i książce, by przyjść trochę zaszaleć. Miałem wcześniej taki moment, że obawiałem się, że zanudzę Alyssę swoim towarzystwem… ale kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki instrumentów, czym prędzej wyparłem z siebie to uczucie. Po prostu się uśmiechałem. Non stop się uśmiechałem, jak gdybym wcale nie był uzdrowicielem na poziomie urazów pozaklęciowych.
- WOW! TO JEST NIESAMOWITE! – stwierdziłem, próbując przekrzyczeć to wszystko. Tłum nagle zaczął wykrzykiwać wspólnie słowa piosenki. Trochę głupio, bo sam nie znałem tekstu, jednakże to mi nie przeszkadzało w powtarzaniu zwrotek refrenów. Yay!
- TY KOMPLETNIE NIC NIE WIDZISZ. MOŻE CHCESZ ZNALEŹĆ SIĘ NIECO WYŻEJ, HĘ?! – zaśmiałem się do Alyssy, bo biedna chyba na palcach stawała, a to i tak nic nie dawało. Po prostu wraz z otaczającymi nas ludźmi, byliśmy wielkim morzem ginących w tłumie kropelek. A ja, cóż, jako pan rycerz czarnej skórzanej kurtce i białym t-shircie służyłem pomocą.
Uklęknąłem, by Aly wskoczyła mi na barana, a co! Jak się bawić, to się bawić!


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 07-28-2019

Prawdę mówiąc, praktycznie nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się wybrać w takie miejsce. Czarodziejskim wydarzeniom, które obstawiała jako pracownik Magicznego Pogotowia Ratunkowego, zazwyczaj towarzyszyły znacznie mniejsze tłumy i nieco bardziej przygaszone - choć nadal pełne podekscytowania i emocji; zwyczajnie nie aż tak szalone tudzież niepohamowane - nastroje. Zwłaszcza w obecnych, znacznie cięższych i bardziej ponurych czasach, w których to przyszło jej zacząć stykać się z podobnymi aktywnościami. Wcześniej zwyczajnie sama z siebie nie chodziła na koncerty, unikała imprez masowych i raczej odmawiała udziału w czymkolwiek, co miałoby związek z dużą liczebnością nieznanych jej osób. W bliskim towarzystwie czuła się niczym ryba w wodzie, jednak tłumy zazwyczaj nieco ją przygniatały. Przynajmniej do czasu, gdy nie musiała nauczyć się z nimi pracować, żeby móc dobrze wykonywać zlecone jej zadania.
I choć teoretycznie nadal raczej dosyć daleko jej było do typowego ekstrawertyka, w tym momencie ona także niewątpliwie odczuwała wszystkie te wibracje wysyłane przez rozbawioną grupę ludzi wyczekujących przy wskazanym im wejściu do budynku. Gdyby tylko nieco mniej pchali ją ku początkowi kolejki, zapewne nawet się nad tym nie zastanawiając, tylko pragnąc jak najprędzej znaleźć się na miejscu... Nie musiałaby szukać ucieczki pod ramieniem rozbawionego Fabiana, który - ku jej uciesze - również wyglądał, jakby czerpał pełnymi garściami z tego, co działo się dookoła nich. Znała go już na tyle dobrze, że nawet nie musiała pytać, jak się bawił. Atmosfera, jaką wprowadzali ci wszyscy roześmiani ludzie dookoła nich, nie mogła równać się z niczym innym, choć Aly była bardziej niż pewna, że sam koncert miał wprawić ich w jeszcze lepszy nastrój.
Nie miała najmniejszych wątpliwości, już w tym momencie odczuwając tę niezmąconą niczym radość. Dokładnie tego potrzebowała, nawet jeśli to nie ona wpadła na ten pomysł. W porównaniu do tego wszystkiego, co działo się teraz w czarodziejskim świecie, naprawdę wspaniale było - chociaż na jeden krótki wieczór - zwyczajnie dać się ponieść fali i zapomnieć o Śmierciożercach, Czarnym Panu, rekrutacji ludzi do Zakonu Feniksa, pacjentach w Mungu, dzieciach w domu, problemach uczuciowych... I wszystkim innym, co zazwyczaj leżało jej na sercu. Choć na co dzień także starała się być jak najbardziej pozytywna, w tej chwili przychodziło jej to znacznie łatwiej, zupełnie naturalnie. Po prostu płynęła z tłumem... Zarówno w przenośni, jak i dosłownie, asekuracyjnie przytrzymując swojego towarzysza za brzeg kurtki i nie wychylając się spod jego ramienia.
Teoretycznie do występu pozostało jeszcze dosyć sporo czasu, jednak ekscytacja zdecydowanie robiła swoje, a kolejne minuty mijały dokładnie tak, jak Alyssa wyobrażała sobie podróż ze zmieniaczem czasu - wręcz błyskawicznie. Nim zdążyła dobrze rozejrzeć się wokół, nadeszła ich kolej i zostali wpuszczeni do środka, prawie natychmiast tracąc towarzyszy z oczu, ale... Czy to miało aż takie duże znaczenie? Najprawdopodobniej wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że tak się stanie, a obecność wielu innych ludzi całkowicie wykluczała możliwość ponownego odnalezienia stażysty i jego dziewczyny. Przynajmniej na ten moment, musieli pogodzić się z tym, że zostali sami - o ironio, bo przecież pośród gęstego tłumu - co sprawiło, że Aly postanowiła jeszcze mocniej trzymać się Fabiana. Nie chciała zgubić także jego.
Zdecydowanie nie, bowiem w tym momencie był jej skałą, jej opoką, jej... Niemożliwie wysokim wieżowcem, którego mogła się uczepić - pod naporem rozbawionego, rozkrzyczanego tłumu - przeciskając się nieco bliżej sceny. Trzymając w ręku aluminiową puszkę z colą, z początku starała się nie wylać ani kropelki napoju, jednak stosunkowo szybko zrozumiała, że było to niemożliwe. Rozchlapywana cola, rozlewane piwo, wariackie śmiechy, przesuwanie się jak najbliżej, jak najciaśniej z innymi ludźmi... Gwałtowne uściski ze strony całkowicie nieznanych jej osób. Przypadkowo przybijane piąteczki... To wszystko zdawało się być integralną częścią całego występu, który z minuty na minutę coraz bardziej się rozkręcał.
Najprawdziwsze szaleństwo, jakie wybuchło ze zwielokrotnioną siłą, gdy zespół wreszcie pojawił się na scenie, zdecydowanie nie zamierzało opaść, a ona wcale nie chciała uspokojenia. Nawet jeśli nie była zbyt wysoka, praktycznie niknąc w tłumie, usiłowała nadrabiać to podskokami, w pewnym momencie jeszcze mocniej dając ponieść się tej grupowej integracji blisko czterech tysięcy osób. Od czasu do czasu spoglądała przy tym na Fabiana, którego nadal usiłowała się pilnować, posyłając mu szeroki, roześmiany i rozśpiewany uśmiech i... Cóż, czerpiąc satysfakcję z tego, iż wyraźnie próbował wtórować śpiewem całej reszcie ludzi. Jak na czystokrwistego czarodzieja z poważnej rodziny, radził sobie wyjątkowo znakomicie, a ona... Była dumna. Kto by nie był?
- CO NIE?! - Odkrzyknęła, niespecjalnie przejmując się tym, że prawdopodobnie dosyć mocno zdzierała sobie gardło. Zarówno wspomnianym zakrzyczeniem do Prewetta, jak i jednoczesnymi próbami dotrzymywania tempa rozruszanemu tłumowi. Było jej gorąco, naprawdę gorąco, nawet jeśli już na początku zdjęła kurtkę, usiłując przytrzymać ją kolanami, ale... Cóż, nawet nie zauważając, kiedy upuściła część rzeczy na ziemię, osobiście depcząc ją podczas podskakiwania. - A TO JUŻ OSTATNI! KONCERT! W LONDYNIE! - Dodając głośno, ponownie zwróciła zarumienioną twarz w kierunku sceny, dosłownie ślepnąc od świateł, które akurat skierowano w ten kawałek widowni. Niespecjalnie się tym jednak przejęła, tak naprawdę odczuwając to dopiero w chwili, w której ponownie spojrzała na ciemną kurtkę Fabiana, widząc jasne plamy przed oczami.
Kiedy zaś zaoferował jej pomocną dłoń - a raczej pomocne ramiona - nie wahała się ani chwili. Chciała widzieć więcej, a kołysanie się na czyichś plecach było równie dobre, co podskakiwanie, toteż jednym haustem dopiła napój, miażdżąc puszkę i wrzucając ją sobie do torebki z rzemyków, którą miała przewieszoną przez ramię. Zanim jednak w ogóle rzeczywiście wskoczyła mu na barana, przelotnie cmoknęła Fabiana w policzek, śmiejąc się przy tym i... Cóż, mając nadzieję, że nie była dla niego zbyt ciężka.
- MERLINIE, JAKI WIDOK! - Zakrzyknęła, gdy już podnieśli się z ziemi, przytrzymując się rękami jego czupryny i przy okazji niekontrolowanie ją mierzwiąc. Teraz zdecydowanie wyglądał jak rockman.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Fabian Prewett - 07-30-2019

Myślę, że do jutra oboje stracimy głosy. Ale najpewniej będziemy mieli kilka dni wolnego na to, by je wyleczyć. Przynajmniej ja miałem. O ile nie wezwą mnie w nagłym przypadku, hehe. Nie miałbym nawet nic przeciwko, bo rodzina znowu mnie męczyła swataniem albo wypytywaniem o ewentualne panny, albo o to i o to jednocześnie. Takie ciotki również się zdarzały, więc ucieczka w ramiona falującego tłumu była wybawieniem.
A jeszcze naprawdę świetnie się bawiłem, mega się czułem. Zero nudy, zero skrępowania. Po prostu beztroska zabawa… i całus od Alyssy? Zaskoczył mnie mocno, ale zaraz zaśmiałem się, bo nie można było nie, kiedy stało się wśród tego rozbawionego tłumu. By nie było, nic dziś nie piłem. Jedynie napoje pełne cukru… I nawet nie paliłem! Alyssa powinna być ze mnie dumna! I była bardzo lekka! Nie, że ja jakoś bardzo pakowałem. Ćwiczyłem na tyle, by się dobrze czuć. To ona była jak te piórko, taki przyjemny ciężar. Zacząłem falować wraz z nią. Bardzo mi odpowiadało to mizianie po włosach, choć musiałem w tej chwili prezentować się na nierozgarniętego…
- NIESAMOWITY? – zapytałem jej, kiedy zaczęła zadowolona krzyczeć. Lepszy punkt widokowy najwyraźniej dodał jej jeszcze zabawy. I co tu się dziwić, skoro wcześniej stała, jakby była za jakimś murem. Złapałem ją za nogi, by przypadkiem z tej ekscytacji nie wywinęła orła, a ja wraz z nią.
- BĘDZIEZ MUSIAŁA KUPIĆ MI ICH WINYLA! – ostrzegłem ją rozbawiony w najlepsze, kiedy się schyliła ponownie w moim kierunku. Chyba faktycznie musiałem pomyśleć o podobnej inwestycji. Myślę, że spodobałoby się Elaine, a ja też nie miałbym takich monotonnych wieczorków… albo poranków.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 07-30-2019

W tym momencie naprawdę zdecydowanie nie żałowała wyjścia z domu. Nawet jeśli teoretycznie był to okres świąt, które najpewniej powinna spędzać z rodziną, czerpiąc jak najwięcej z tego, iż mogła mieć dla nich kilka dni wolnego... Nie zastanawiała się nad tym zbyt mocno. Głośna, tętniąca życiem muzyka wypełniała jej uszy, przyspieszając bicie serca i sprawiając, że nogi same rwały się do podskakiwania niczym pasikonik podczas poważnego ataku padaczki, a spomiędzy warg wydobywały się kolejne głośno wykrzykiwane słowa piosenek. Nawet jeśli nie znała wszystkich słów, część z nich nieświadomie przekręcając od czasu, kiedy usłyszała je po raz pierwszy, zwyczajnie się tym nie przejmowała.
Nie miała już żadnych zmartwień, żadnych bezsensownych zahamowań, jakie mogłyby sprawić, że jej policzki zaczerwieniłyby się z zażenowania. Nie, zdecydowanie nie. Wszelkie pomyłki w tekście, wszelkie zahaczenia o inne szalejące osoby z tłumu, smyrnięcia kogoś rozwianymi włosami w brodę czy szyję - cóż, niewątpliwie trzepnęłaby ich nimi w nosy, gdyby tylko była wyższa - zwyczajnie się nie liczyły. Tak samo jak jakiekolwiek myśli o tym, iż zapewne jakiś czas później, gdy opadną już wszystkie emocje, miała odczuwać wyrzuty sumienia, że nie spędziła tych godzin z Kurtem. W tym momencie była jednak wolna. Nie miała zobowiązań, nie czuła się znacznie starsza niż była... Ba!, ponownie czuła się niczym nastolatka, która z ekscytacją wypatrywała tego wszystkiego, co tak bardzo uwielbiała.
To wszystko było jak najprawdziwszy powiew świeżości. Zupełnie niczym wzięcie głębokiego oddechu w czystą mroźną noc, nawet jeśli w rzeczywistości Alyssie momentami brakowało tchu, a gardło zaczynało trochę ją pobolewać. Było jej też niesamowicie gorąco, co niewątpliwie dało się dostrzec pod postacią niedużych kropelek potu rozsianych po jej skórze, ale... Kto by się tym przejmował? Kto zwracałby uwagę na podobne szczegóły, gdy wieczór był tak piękny i - ku jej radości - wciąż jeszcze bardzo młody. Mimo że chodziło o coś jakże mugolskiego, czuła się niczym po wypiciu eliksiru, który nadawał światu nowe, bardziej intensywne barwy. Była jak w zaczarowanym transie, wirując dookoła, podskakując i opadając w rytm kolejnych hitów, zanim Fabian postanowił zaoferować jej coś jeszcze lepszego.
Nigdy nie pomyślała, że przyjdzie jej być tą dziewczyną. Tą młodą, roześmianą, rozhuśtaną dziewczyną, która w jednej chwili znalazła się w górze, pływając gdzieś ponad tłumem i wymieniając nieco nieprzytomne uśmiechy z innymi podobnymi osobami. To była jej prywatna loża. Jej miejsce, o które nie prosiła, a które dostała, czując się teraz naprawdę wyjątkowo. Chyba jeszcze nikt nigdy nie potraktował jej aż tak specjalnie. Nie w tak bezinteresowny, szczery sposób. Do tego stopnia, że poczuła się... Inaczej, uświadamiając to sobie po raz pierwszy od dawna. To, że ktoś mógł naprawdę ją tak traktować i nie potrzebować do tego żadnego pretekstu, żadnego ciętego komentarza.
Jak na ironię, słysząc pierwsze takty tak... Delikatnej piosenki, której słowa już wielokrotnie wcześniej wciskały się do umysłu Aly, a także obserwując z góry te migoczące światełka... Poczuła jak gorzko-słodkie łzy stają w jej oczach a odpowiedź zakrzyczana do Fabiana.
- JEST WSPANIAŁY! OBIECUJĘ, ŻE TO ZROBIĘ! - Potem zaś wsłuchała się w to wszystko, w pewnym sensie ciesząc się, że jej teraz nie widział. - Love of my life, you've hurt me. You've broken my heart and now you leave me. Love of my life, can't you see? Bring it back, bring it back. Don't take it away from me, because you don't know. What it means to me. Love of my life, don't leave me. You've stolen my love, you now desert me. Love of my life, can't you see? Bring it back, bring it back. Don't take it away from me... - Nie przemyślała tego. Nie przemyślała tej chwili, w której - mimo całej tej radości - poczuła także bolesne ukłucie serca.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Fabian Prewett - 08-03-2019

Naprawdę niesamowicie było uczestniczyć w czymś takim. Tyle osób śpiewających jednym głosem. Rozbawieni, wyluzowani, nieobciążeni. W tej chwili wszyscy czuliśmy to samo. Ba!, utwory powodowały w nas różne, skrajne niekiedy uczucia. Raz czuliśmy miłość – bezkresną i prawdziwą, potrafiliśmy chyba kochać każdego, a raz chcieliśmy iść i walczyć o to, co było dla nas najważniejsze. Czułem to, czułem w kościach… Póki potem nie oddawałem się z resztą zgromadzenia nostalgii. W końcu jednak nadchodził moment, w którym ponownie wyciągaliśmy ręce ku górze i darliśmy się na całe głosy. Niekiedy sam nie miałem pojęcia, co do jasnej ciasnej wykrzykuję! Hahaha! Ale było niesamowicie!
Było świetnie, póki mi tu Alka nie zamilkła przy jednym ze smutniejszych utworów. Wyciągnąłem rękę w jej kierunku, mając nadzieję natrafić na jej dłoń.
- HEY! ALY! – krzyknąłem, próbując na nią spojrzeć. Pewnie mi to utrudniała. Podobnie jak fakt, że nie mogłem za bardzo się odchylić. Jej dłonie robiły mi trochę za kołnierz ortopedyczny. – WSZYSTKO OKEJ!? – zapytałem, ale chyba nie potrzebowałem odpowiedzi. Po prostu Alyssa miała swoje demony, które w tej chwili ją dopadły. Sam nie miałem lekko w miłości, ale ja to ja. Radziłem sobie jakoś. Przykucnąłem, by zeszła z moich pleców. Chyba mieliśmy time przyjacielskiego tulania, co następnie zrobiłem. Znaliśmy się na tyle, że…
- Nie musisz przede mną kryć łez. Przecież wiesz – szepnąłem jej na ucho, garbiąc się nieco, by potem nieco się wyprostować i ją po prostu dalej tulić, kołysać delikatnie w rytm muzyki. Pogłaskałem tego mojego biedaka po pleckach. – Chcesz o tym pogadać? – zapytałem, choć teraz chyba za bardzo się nie dało… Ale kto wie? Ewentualnie mogliśmy się trochę poszlajać po mieście po koncercie. Przecież dziś byliśmy wolni!


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 08-04-2019

To było... Dużo cięższe doświadczenie niż mogłaby przewidzieć. Idąc tu, nie zastanawiała się nad takimi rzeczami, po prostu dając porwać się tej całej ekscytacji, ale nawet cała ta radość nie była w stanie konkurować z nagłym poczuciem osamotnienia, jakie dopadło ją wraz z pierwszymi nutami tej konkretnej piosenki. Nawet jeśli naprawdę mocno ją lubiła... Wciąż było to powiązane z zadziwiająco dużą ilością goryczy i smutku, ze słodko-gorzkimi wrażeniami podczas wsłuchiwania się w kolejne słowa. A przecież dotychczas docierały one do niej wyłącznie z winylowych nagrań. Usłyszenie tego na żywo było... Zupełnie innym, nowym, znacznie intensywniejszym doznaniem, które działało na nią jeszcze bardziej niż zazwyczaj.
Jakby tego było mało, cała oprawa również wiele zmieniała. Rozśpiewany, rozkołysany tłum, znacznie bardziej przymglone, chłodne, niebieskawe światła, delikatna melodia... To po prostu całkowicie ją pochłaniało. Do tego stopnia, iż w pierwszej chwili chwyciła tylko wyciągniętą dłoń Fabiana, nie zastanawiając się nawet zbytnio nad tym, co robiła. Po prostu ścisnęła jego rękę - może nawet trochę zbyt mocno i desperacko - dopiero po chwili orientując się, że Prewett próbował na nią spojrzeć, a ona... Zwyczajnie nie chciała wypaść przed nim na kogoś, kto tak łatwo zalewał się łzami.
To właśnie dlatego próbowała odchylić się jakoś, by ukryć twarz w półmroku, jednak była wręcz w stu procentach pewna, iż niewiele miało to dać. Mokre, błyszczące strużki wody z pewnością były dostatecznie wyraźne, nawet w tych bladych światłach. Mimo to, postanowiła spróbować zwieść go jakoś i odpowiedzieć na zakrzyczane pytanie, starając się odkrzyczeć proste i pewnie brzmiące:
- TAK! - A jednak zabrzmiało ono zdecydowanie zbyt płaczliwie i drżąco, by było w stanie kogokolwiek przekonać. Nawet ona sama nie poczuła, że wykonała w tym jakąkolwiek przyzwoitą robotę, toteż nie zdziwiła się, gdy Fabian postanowił opuścić ją na ziemię. Po prostu otarła część łez, przejeżdżając sobie wpierw jednym, a następnie drugim przedramieniem po twarzy, po czym ześlizgnęła się na ziemię, stając na nieco drżących nogach, zwyczajnie wpadając w ramiona przyjaciela i zanurzając się w nich bez jakichkolwiek innych słów.
Sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo potrzebowała uścisku. Nie, nie chciała zacząć ponownie szlochać, ale jej uścisk mówił sam za siebie. Chwyciła się go niczym tonący, dopiero po kilku chwilach rozluźniając ramiona na tyle, by tylko delikatnie obejmować mężczyznę, kołysząc się w przyjęty przez niego rytm. Słysząc ten cichy szept, mimowolnie uniosła kąciki ust, jednocześnie biorąc przy tym bardzo głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze przez rozchylone wargi.
- Nie... Wiem... - Odszepnęła, nie zastanawiając się nawet, czy był w stanie ją usłyszeć. Po prostu dalej kołysała się w jego ramionach, czując, że to naprawdę odejmowało jej chociaż odrobinę ciężkości serca.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Fabian Prewett - 08-04-2019

Kołysaliśmy się w rytm melodii. Przynajmniej miałem taką nadzieję, aczkolwiek nie byłam lewa noga w tańcach raczej. Bycie czystokrwistym, cóż, wymuszało na mnie posiadanie pewnych umiejętności obyczajowych. Tak też nie deptałem nóg pannicom na bankietach, które to usilnie pchały w moje ramiona ciotki. Albo mnie w ich. Byłem uczynny, a one potrafiły wejść na moje ambicje – tak to określę. Ważne z tego wszystkiego było jednakże to, że potrafiłem tańczyć i teraz raczej nie wprowadzałem Alyssy w rytmiczną dezorientację.
Plus też był taki, że tym razem sam wziąłem Alyssę w swoje ramiona. Żadnych ciotek, żadnych mam. Tylko ona i ja, ja i ona. Żadnych postronnych swatek, tylko krystalicznie czysta przyjaźń. Czułem się dzięki temu swobodniej, szczególnie że mogłem być jej wsparciem, którego potrzebowała. Nie odrzucała tego, po prostu przyjęła, a ja po prostu byłem.
Nie musiała mi się nawet zwierzać. Wiedziałem, co mogła czuć. Może nie miałem pojęcia, z jakiego powodu, co się takiego działo w jej życiu, że wprowadzało ją w taką rozpacz… Ale każdy miał swoje demony, równie intensywne i ważne, takie, które wywracały nam wnętrzności i paraliżowały. Ale potem przychodziło słońce – podobnie jak na koncercie. Nie skupialiśmy się już na tych mrocznych skrawkach naszych serc, tylko parliśmy na przód z uniesioną głową.
Muzyka przyspieszyła. Kolejny, nowy utwór. Niczym kolejny, nowy dzień.
- Myślę, że wszystko się jakoś ułoży – mruknąłem jej do ucha. Tak też sądziłem. Nadejdzie kolejny dzień, w który to będziemy musieli wstać wcześnie rano, by iść do pracy i ratować ludziom skóry.
I już niezbyt wypadało nam się tak kołysać, więc niepewnie złapałem ją za dłoń i lekko odepchnąłem od siebie, by w ostatecznym wyniku delikatnie obrócić wokół jej własnej osi. Nie wiem, czy taki absurdalny, nieoczekiwany gest był w stanie poprawić Alce humorek… Miałem ogromną nadzieję. Halo! Byliśmy na koncercie! Tu wszystko było chyba nieprzewidywalne. Podobnie jak emocje zmieniające się niczym w kalejdoskopie.
Zapraszająco wyciągnąłem w jej kierunku drugą dłoń. Było tu trochę ciasno, by tak sobie tańczyć na całego we dwoje, ale trochę mogliśmy się pognieść. Chociaż drobną chwilę.
Halo! I ten mój uśmiech, szczery i bezinteresowny! Musiał być, cholibka, zaraźliwy.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 08-04-2019

To była jedna z tych chwil, w których dwa całkowicie przeciwstawne uczucia tak bardzo się ze sobą mieszały. Czuła smutek, żal, niezrozumienie i osamotnienie, jednak jednocześnie wciąż wiedziała, że nie była przecież sama. Fabian był idealnym dowodem na to, iż na tym świecie istnieli jeszcze prawdziwie bezinteresowni, opiekuńczy mężczyźni, którzy nie wymagali niczego więcej, niż tylko czystej, szczerej przyjaźni. Był człowiekiem, którego zdecydowanie mogła nazwać złotym. Był... Jej rycerzem na białym koniu - zarówno w przenośni, jak i trochę dosłownie - nawet jeśli ich historii nie dało się nazwać romantyczną opowieścią. Mimo wszystko, wielokrotnie wcześniej ocalał ją przed pogrążeniem się w żalu i teraz też był na miejscu, by wręcz wyśmienicie wyczuć, kiedy potrzebowała tego wsparcia.
To była jego najprawdziwsza, najbardziej rzeczywista supermoc. Nikt, kto o tym wiedział, nie mógł specjalnie zdziwić się, że mężczyzna tak idealnie pasował do Zakonu, do pomagania potrzebującym i do wykonywanego zawodu. Chyba nigdy nie poznała człowieka, którego cechy tak bardzo by do siebie pasowały. Nie, nie przesadzała. On po prostu stanowił jedną całość i nawet jeśli momentami zachowywał się w ten szalony, chaotyczny sposób, to... Była reguła w całym tym rozgardiaszu. A Alyssa dostrzegała to teraz bardziej niż zazwyczaj, kołysząc się w ramionach Prewetta, jakby tańczyli swój własny, trochę nieskoordynowany - głównie przez ciasny tłum dookoła nich, ale także przez momenty, gdy nie do końca wpasowywali się w rytm muzyki - taniec. A ona po prostu się uspokajała.
O ironio, dochodząc także do myśli, że w ten oto sposób spełniała się chociaż część życzeń tamtej zahukanej, introwertycznej nastolatki, która zawsze chciała zatańczyć z jakimś chłopakiem do wolnej, delikatnej piosenki. Mimo że teoretycznie zaliczyła jeden poważny bal w swoim życiu - nie licząc tych zwykłych, pracowniczych potańcówek organizowanych w Dziurawym Kotle, gdy tam pracowała; na większości zresztą nie była, by niepotrzebnie nie irytować Aleca - nigdy nie kołysała się w ten sposób. To było... Miłe. Cały ten wieczór był wyjątkowy, specjalny i tak bardzo upragniony. Nie chciała psuć go łzami, ale została zrozumiana, przez co zdecydowanie jej ulżyło.
I te pocieszające słowa, choć na swój sposób tak bardzo oklepane i niewiele znaczące, naprawdę wywołały powolny uśmiech na jej ustach. Ten sam, który zamienił się w zdecydowanie wyraźniejszy, gdy Fabian postanowił nieoczekiwanie obrócić ją dookoła osi. Rzucając głośne i tym razem niewątpliwie rozchichotane przepraszam w kierunku kogoś, na czyje plecy wpadła - kobieta posłała jej tylko równie rozbawione spojrzenie, wracając do bujania się w takt piosenki - zawirowała, wreszcie znowu zbliżając się do Prewetta i ostatecznie ocierając oczy wierzchem wolnej dłoni. A potem po prostu dała się porwać temu gniecionemu, trącanemu tańcu, nie przestając nawet wtedy, gdy muzyka zaczęła powoli się wyciszać.
- Dziękuję. - Praktycznie bezgłośnie poruszyła ustami, wpatrując się w swojego towarzysza i ściskając jego dłonie.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Fabian Prewett - 08-05-2019

Od razu lżej zrobiło mi się na sercu, kiedy ujrzałem chociażby ten delikatny zarys uśmiechu na twarzy Alyssy. Drobne zwycięstwo miałem za sobą, teraz czekałem na kolejne, coraz większe i… Awww. W końcu wyszczerzyła się rozbawiona, a ja, cóż, poczułem się najlepszy, niczym zwycięzca. Poniekąd nim zostałem. Nic chyba nie uszczęśliwiało człowieka bardziej, jak wyciągnięcie kogoś z rozpaczy w stan, można powiedzieć, lekkiej euforii. Sporej euforii.
- Polecam się – odpowiedziałem jej i nie przerywałem. Choć było cholernie niewygodnie, to było również cholernie miło. Nie chciałem przerywać tej chwili… Ale niestety na dłuższą metę się nie dało, więc po prostu przyciągnąłem Aly z powrotem do siebie i przytuliłem znowu do siebie. Tym razem tak, że stała plecami do mnie. Trzymałem ją za dłonie i machaliśmy razem rękoma jak szaleni. A Queen grał, grał w najlepsze!
Krzyczeliśmy, śpiewaliśmy, wyznawaliśmy sąsiadom obok miłość. Wszyscy tu rozradowani porwani… Wyrwani od rzeczywistości. My – czarodzieje – i oni – mugole – razem bawiliśmy się i żałowałem, że nie mogło być tak już zawsze, że czyniono jakieś dodatkowe prawa, że istniała na świecie nietolerancja… Smutne, smutne bardzo.
Ale dziś się bawiliśmy! Dziś byliśmy wszyscy zwycięzcami! Byliśmy też my – ja i Alyssa.
I nie wiem, co za zły duch mnie tknął, ale zrobiło mi się najwyraźniej zbyt lekko w tym klimacie. Tak lekko, że wyłączyły mi się wszelkie logiczne linie oporu, a pozostało sobie same serce i chwile, momenty, zmieniające relacje nie do poznania. Co zamierzały uczynić z moją relacją z Alyssą? Wprowadzić na nowe tory czy jednak zepsuć? Odpowiedź miała nam dać dopiero przyszłość.
Ale kiedy ponownie Alyssa stała przodem do mnie, i kiedy ponownie kołysaliśmy się w jednym rytmie i wpatrywaliśmy w siebie, coś mnie tknęło… To coś, przez co ująłem jej twarz w swoje dłonie i ją pocałowałem. Krótko i delikatnie, będąc po wszystkim w totalnym szoku i jednoczesnym rozczuleniu…
A czy Aly odwzajemniła ten zaskakujący pocałunek???


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 08-05-2019

Zanim magiczny świat stał się tak ponury i pełen zagrożeń, których obecność sprawiała, że znaczna większość czarodziejów nie była już w stanie tak po prostu się wyciszyć, prawdopodobnie tak wyglądały kiedyś również czarodziejskie koncerty. Choć nigdy nie poruszyła tego tematu z Priscą, w tym momencie miała naprawdę ogromną ochotę spytać ją, czy doświadczyła jeszcze podobnych beztroskich szaleństw, gdy czasy były temu przychylniejsze. Być może zresztą, patrząc na ten specyficznie uzależniający rodzaj muzyki, jaki grała ze swoim zespołem, wciąż tak było? Alyssa nie miała okazji wybrać się na żaden koncert szwagierki, a chyba powinna była to zrobić. W tym momencie, kiedy część negatywnych emocji zaczęła opadać, Greyback pomyślała nawet o tym, aby wybrać się w przyszłości i obejrzeć ją na żywo. Przyjaźniły się, więc... Dobrze było to zrobić, prawda?
Zresztą, być może zapraszając również Fabiana, ponieważ ich wypad okazywał się dużo bardziej udany niż z początku przewidywała. Owszem, praktycznie przez cały czas wiedziała, że mogła na niego liczyć, jeśli chodziło o chłonięcie nowych doświadczeń i czerpanie satysfakcji z tego, co działo się dookoła, ale sposób, w jaki poradził sobie z jej nagłym atakiem smutku... Był naprawdę wyjątkowy. Potrzebowała tej całej prewettowej energii. Jego uśmiech był zdecydowanie uzależniający, słowa pokrzepiające, a ruchy... Nieskoordynowane - zapewne przez tłok dookoła nich, bowiem i ona nie wypadała najlepiej, jeśli chodziło o umiejętność tańca - ale jednocześnie naprawdę rytmiczne.
Nigdy nie sądziła, że wymienianie kuksańców z ludźmi z tłumu, wgniatanie się w przyjaciół i próby zachowania równowagi, gdy wpadło się na zgnieciony kubek po napoju, mogły być takie radosne. Czuła się niczym młodziutka dziewczynka, która pierwszy raz w życiu wybrała się do mugolskiej części miasta, chcąc czerpać pełnymi garściami z tej odżywczej, odświeżającej atmosfery. Zwłaszcza wtedy, gdy smutne piosenki ponownie przeplotły się z bardziej głośnymi, energicznymi kawałkami, a oni zwyczajnie nie przestawali bujać się razem z tłumem. Aly była naprawdę oczarowana, wpatrując się przy tym w miny, jakie robił Fabian, i zwyczajnie powracając do śpiewania.
A potem znowu przyszła pora na wolniejszą nutę i choć tym razem nie było mowy o nagłych wybuchach negatywnych uczuć, stało się coś, czego nie przewidziała. Sama nie wiedziała, co sobie myślała, gdy nie zareagowała na ujęcie twarzy w dłonie, ale to wystarczyło, by moment później ich usta złączyły się w pocałunku, a Alyssa... Początkowo delikatnie go odwzajemniła. Początkowo, bowiem wystarczył ułamek sekundy, by poczuła się z tym tak bardzo dziwnie, że prawie natychmiast odskoczyła od mężczyzny, wpadając na plecy jakiejś dziewczyny, która instynktownie przytrzymała ją przed upadkiem.
- Ja mam męża. - Być może nie wykrzyczała tego na tyle głośno, by była pewna, że ją usłyszał, ale... Wiedziała, że on także wiedział. Wiedziała i poczuła się z tym tak cholernie źle. Nie tylko ze względu na to, iż naprawdę nie chciała zdradzać kogoś, kto niekoniecznie - choć prawdopodobnie - powrócił do hulaszczego trybu życia, a kogo nadal kochała. Nie tylko ze względu na to, iż zapewne potwornie mocno zraniła teraz uczucia Fabiana, ale również przez to, że ich pocałunek był... Romantyczny, naprawdę wyważony, pasujący do sytuacji, ale jednocześnie... Suchy i na swój sposób niewłaściwy. Byli przyjaciółmi, rzeczywiście nimi byli i chyba dokładnie o to chodziło.
Nie próbowała tego jednak wyjaśniać, błyskawicznie zaczynając przeciskać się przez rozkrzyczany tłum, zapewne dosyć szybko znikając Fabianowi z oczu...


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Fabian Prewett - 08-09-2019

Zrozumiałem, bo doskonale wiedziałem, że ma męża, że nie jest sama, że przecież ma jakieś problemy sercowe. Doskonale to wiedziałem, a jednak… Nie wiem, kretyn był ze mnie! Nie wiem, co ja sobie myślałem! Całowałem zajętą kobietę, która na dodatek była moją przyjaciółką. Jedną z najlepszych, warto napomknąć. William chyba niebezpodstawnie obawiał się o moją przyszłość, podobnie jak o przyszłość moich dzieci, bo w takim tempie i z takim nielogicznym nastawieniem, to z pewnością znajdę kobietę życia, z którą będę gotów przeć dalej w duecie, i płodzić milion dzieci…
Przekląłem sam siebie. Nie wiedziałem, naprawdę nie wiedziałem, co mnie napadło. Czort jakiś. Niechybnie zły urok.
Otworzyłem usta. Chciałem coś powiedzieć, jakoś naprawić to wszystko, ale żadne słowa raczej nie miały takiej mocy. Przekroczyłem granicę, której nie powinienem był… Cholera! Co teraz będzie? Alyssa zaczęła się oddalać, właściwie uciekać. Odruchowo ruszyłem za nią. Nie zamierzałem zostawiać jej samej sobie, szczególnie że czułem się w tej chwili za nią odpowiedzialny… i musiałem to jakoś wytłumaczyć. Musiałem…
- ALYSSO! – krzyczałem, próbując przekrzyczeć tłumy i głośną muzykę, ale chyba mnie nie słyszała. Albo nie chciała usłyszeć. Niedobrze. Spróbowałem przyspieszyć kroku, ale ściśnięty, rozbawiony na całego tłum mi tego nie ułatwiał.


RE: 'Cause I'm having a good time, having a good time [Fabian P. & Alyssa M. | 1979] - Marjorie Greyback - 08-09-2019

Jak na ironię, nie winiła Fabiana za to, co zrobił. Nie miała do niego jakichkolwiek wyrzutów czy złości. Nawet jeśli to, co się między nimi stało, było całkowicie niewłaściwe i nie na miejscu, największym problemem nie było wcale to, że w ogóle miało miejsce. To nie z tego powodu było jej tak ciężko pozostać w pobliżu Prewetta, zamienić w to jakiś niezręczny żart albo zwyczajnie przemilczeć, dalej wspólnie ciesząc się koncertem, który sam w sobie był przecież bardzo absorbujący... I na tyle głośny, by jego przebieg mógł odwlec jakoś potencjalną niewygodną rozmowę o zaistniałej sytuacji.
Zdecydowanie najgorszy był fakt, iż z początku rzeczywiście zaangażowała się w ten przelotny pocałunek. Instynktownie odpowiedziała na gest mężczyzny, nie od razu tak gwałtownie się od niego odsuwając. W pierwszej chwili nie pomyślała o tym jako o czymś, co nie powinno się wydarzyć. Samotność najwyraźniej na tyle uderzała Alyssie do głowy, że ta nie zastanawiała się nad konsekwencjami swoich poczynań. Była głupia, tak cholernie głupia i nie w porządku w stosunku do swojej rodziny, jak tylko najprawdopodobniej mogła teraz być.
Jak to być może brutalnie określiłaby jedna z jej współpracownic - swoją drogą, jakiś czas temu również skazana na samotne wychowywanie dziecka - dostawała uczuciowego pierdolca. Całowanie Fabiana nie przyniosło jej nic, prócz wrażenia, jakie najprawdopodobniej mógłby dać pocałunek z członkiem rodziny albo z kimś, na kogo nigdy nie patrzyło się w ten sposób. To, kim był dla niej Prewett, zdecydowanie nie było związane z odczuwaniem pożądania, a bardziej z ciepłą, platoniczną, przyjacielską więzią.
I nie, nie chodziło o to, że jej się nie podobał. Był przystojnym, szarmanckim, uprzejmym i kulturalnym mężczyzną, naprawdę wspaniałym materiałem na kogoś bliskiego sercu. Problem w tym, że byli zbyt... Podobni. Nadawali na praktycznie tych samych falach, prawie zawsze się dogadywali, dosłownie nigdy nie prowokując żadnych głębszych kłótni i prawie że kończąc za siebie zdania, a to sprawiało, że kiedy tak teraz - przepychając się przez tłum i starając się zignorować świadomość tego, iż próbował ją dogonić - się nad tym zastanawiała... Nie pasowali do siebie. Po prostu do siebie nie pasowali.
Fabian zasługiwał na kogoś, kto umiałby wyzwolić w nim prawdziwą pasję. Nawet pełną niekoniecznie pozytywnych, ale gwałtownych i silnych emocji. Coś, co dałoby mu jeszcze więcej energii do życia. A ona? Paradoksalnie, ona znalazła kogoś dokładnie takiego. Kogoś, przy kim z trudem zachowywała spokój. Kto potrafił całkowicie wytrącić ją z równowagi, doprowadzić do szewskiej pasji, spowodować chęć rzucania talerzami, ale też sprawić, że wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Kiedy jeszcze ze sobą byli, nie liczyło się dla niej praktycznie nic innego. Waliło jej serce, miękły nogi, brzuch wypełniały trzepoczące motylki.
Nawet po całym tym czasie, po zawodzie miłosnym, uczuciu porzucenia, obawy, lęku o los Aleca, wrażeniu zadrwienia sobie z jej uczuć... Jedno było pewne - przy nikim innym tak się nie czuła i nie sądziła, by miała kiedykolwiek się tak poczuć. To było jednokrotne, wyjątkowe wrażenie zarezerwowane raz na całe życie, a przynajmniej tak to sobie wyobrażała, nadal mając w sobie zdecydowanie wiele z typowej romantyczki. Była mężatką, nawet jeśli nie widziała męża od tylu niewiarygodnie dłużących się lat. I nawet jeśli mogło się to kiedyś zmienić - zarówno w jedną, jak i w drugą stronę - nie chciała nikogo zwodzić ani świadomie zdradzać kogoś, kogo nadal zdawała się kochać. Za kim tęskniła...
Nieważne, kto znalazłby się z nią w tej sytuacji. Zapewne ostatecznie zareagowałaby dokładnie tak samo, przepychając się między ludźmi i usiłując wtopić się w jak najgęstszy tłum. Nie chciała wychodzić z koncertu, zamierzała tylko ukryć się przed wzrokiem Prewetta, co najwyraźniej udało jej się zrobić, do końca wieczoru pozostając już bez jakiegokolwiek znajomego towarzystwa. Szkoda tylko, że i entuzjazm nieco przygasł wraz z tym, co się stało.

[wątek zakończony]