Magic Lullaby
Podwórko za dziurawym kotłem - Wersja do druku

+- Magic Lullaby (http://magiclullaby.pisz.pl)
+-- Dział:
Londyn
(http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Dział: Dzielnice mugolskie (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+---- Dział: Dziurawy Kocioł (http://magiclullaby.pisz.pl/forumdisplay.php?fid=16)
+---- Wątek: Podwórko za dziurawym kotłem (/showthread.php?tid=78)

Strony: 1 2


Podwórko za dziurawym kotłem - Magic Lullaby - 05-22-2019

[Obrazek: yBMjFjP.jpg]

Podwórko za dziurawym kotłem


Od czasu ustanowienia Kodeks Tajności Czarów, Dziurawy Kocioł pełni rolę bramy pomiędzy światem mugoli, a Ulicą Pokątną. Każdy kto chce wykorzystać pub jako drogę na najważniejszą z magicznych ulic, musi trafić tutaj - na podwórko.
Samo podwórko mimo swojego doniosłego zadania prezentuje się co najmniej przeciętnie. Otoczone wysokim murem z cegieł, wybrukowane podniszczoną kostką spomiędzy której wyrasta masa chwastów, na dodatek po lewej stronie swoi kilka beczek (co w nich jest wie zapewne tylko obsługa). Słowa ciasno i brzydko same cisną się na usta. Wystarczy jednak podejść do murowanej ściany i stuknąć różdżką w odpowiednie cegły, by otworzyć sobie drogę do Ulicy Pokątnej!



RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-14-2019

Vakel Bułhakow nie był typem człowieka, którego często widywano w Dziurawym Kotle. Praktycznie jedyną rzeczą, która skłaniała go do wybrania się do jego wnętrza była chęć przedostania się na Ulicę Pokątną lub inną magiczną dzielnicę Londynu i tak też było i tym razem - nawet nie zatrzymał się przy barze. Skinął jedynie głową do kilku znanych mu osób i udał się bezpośrednio w stronę podwórka. Ktoś jednak już się tam znajdował.

Dziewczyna była niska, drobna i młoda. Miał wrażenie, że nie sięgała mu nawet do brody. Aura ją otaczająca była dziwaczna, ciężka do analizy w ciągu kilku pierwszych sekund. Nie to jednak przyciągnęło do niej uwagę tego szalonego czarodzieja, lecz nić.

Nie mógł dostrzec jej koloru. Właściwie to ledwo widział ją samą.

Łączyła ich nić! Nić, której wcześniej u siebie nie widział! To była nowość, a jeżeli chodziło o dostrzeganie aur i więzów, Bułhakow sadził, że niewiele może w tej kwestii odkryć. Miał już przecież swoje lata. Kim była ta tajemnicza dziewczyna? Dlaczego nie widział jej wcześniej, skoro wszechświat mówił mu, że była dla niego w jakiś sposób istotna? I do licha! Dlaczego wpatrywała się w tą przeklętą ścianę tak długo, że zdążył przepuścić przez swoją głowę wszystkie te myśli? Owszem, stał za nią, więc nie wiedziała, że przez nią nie może przejść dalej, no ale...

- Panienko, wybacz, że wyrywam cię z zamyślenia, ale... stoisz tak w tym miejscu od dobrych kilku minut, bo na kogoś czekasz, czy po prostu nie potrafisz otworzyć przejścia? Jeżeli jesteś nowa w Londynie mogę, to zrobić to za ciebie.

Miał nadzieję, że jej nie wystraszył, skoro nie zauważyła jego obecności tak długo. Kiedyś kiedy odezwał się tak niespodziewanie do swojej byłej żony, to ta skwitowała jego pytanie dość gwałtownym ruchem ręki. Mówiąc prościej: zdzieliła go w twarz.

@Ishani Warren


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-14-2019

Krążyła po Londynie zdecydowanie zbyt długo. Skąd jednak miała wiedzieć, gdzie zacząć? To miasto było zdecydowanie zbyt wielkie dla kogoś, kto nie lubi tłumów. Przerażona ilością możliwości po prostu się tułała. Na szczęście stary ksiądz z jednej parafii zapewnił jej tymczasowy nocleg, dzięki czemu miała szansę na poszukanie jakiegoś zajęcia. Tylko co ona może robić? Nie była jeszcze pewna, co takiego ze sobą zrobi, ale w kieszeni zostały jej jakieś trzy, czy cztery funty, więc zdecydowanie musiała przestać polegać na uprzejmości grup przyparafialnych i spróbować zarobić. Najłatwiejszym pomysłem było znalezienie pracy w pubie. Doszłyby do podstawowej sumy napiwki i w niedługim czasie odwdzięczyłaby się ludziom dobrej woli, którym z braku innej możliwości zaufać musiała. Nie sypiała zbyt dobrze przez to, ale przecież nie mogła liczyć na luksusy. Oczekiwanie ich byłoby głupotą, a przecież tak ostatecznie to nie musiała mieć wiele. Ciepło i jedzenie w świętym spokoju to już coś. W dodatku mogła łapać za książki w obecności innych, a nawet je kupować! Niesamowity powiew wolności.
Tyle, że wraz z nią przyszedł kłopot. Koszty, które musiała pokryć. Weszła więc do pubu i bardzo szybko z niego wyszła. Dosłownie, jakby natychmiastowo pomknęła przez niego.
Dużo ludzi.
Musiała wziąć głęboki oddech gdzieś, gdzie ich nie ma. Decyzja o próbie podjęcia pracy w takim miejscu była jednak głupia. Tam co chwilę ludzi wchodzą i wychodzą, zaczepiają i są wyjątkowo głośni. To chyba zbyt wiele, jak na pierwszym w pełni samodzielny krok. Tylko co teraz? Gdzie łatwiej dostać pracę? Nie mogła się zdecydować na to, co w ogóle ze sobą począć w tej sytuacji. Oddychała więc ciężko, gapiąc się w ścianę. Jakby miało to sprawdzić, że oni jej nie widzą. Cóż... ostatecznie wystarczało, że nie musi na nich patrzeć. Próbę osiągnięcia spokoju była jednak marna, ponieważ nagle jakiś jegomość do niej przemówił.
Prawie zeszła na zawał. Chciała pisnąć, więc w pierwszym momencie, ponieważ kompletnie nie spodziewała się, że ktoś mógłby stać za jej plecami, jednak zatrzymało się na tym, że po prostu zacisnęła pięść na moment i szybko ją rozluźniła, jakby wcale nie była zaskoczona całą tą sytuacją i posłała mu delikatny uśmiech.
Ludzie są wszędzie.
Nie żeby nie zaobserwowała tego wcześniej. Tylko oni są tacy przejęci! Podchodzą, mówią i oczekują odpowiedzi. Co się robi, by zachować się kulturalnie i nie udzielać żadnych odpowiedzi?
- Je ne comprends pas. - To mogło dobiec uszu tegoż pana w pierwszym momencie, z czego Ishani była bardzo dumna, bo miała plan. Pokiwała mu nawet rękami na znak, że nie ma pojęcia o co mu chodzi. Wreszcie zdolności językowe mają jakieś praktyczne zastosowanie! Nie miała pojęcia o jakim przejściu mówi, ale nie była także pewna, czy ufa mu na tyle, by dać mu je po prostu otworzyć przed sobą. Jednocześnie była zafascynowana opcją odkrycia, o co tak naprawdę chodzi.
- Nie rozumiem? Może... mówić pan wolniej? - Cóż, teraz już powtórzyła swoją pierwszą wypowiedź po angielsku, aby zabrzmiało, jakby próbowała się z nim jakoś dogadać. Dodała też prośbę o to, by nie szalał tak ze słowami. Niech wierzy w to, że nie jest stąd. Nie była może mistrzem udawania, że nie zna angielskiego, bo i trudno po latach takie coś ukrywać, jednak francuski powinien chociaż trochę wprawić go w konsternację i podbudować jej wiarygodność. Miało to dać jej czas na wybadanie, o co chodzi. A jeśli nie to to chociaż na zbudowanie pewności siebie wobec tego obcego człowieka.
- Jestem tu od mniej więcej tygodnia i trudno mi się przyzwyczaić - To nawet nie było kłamstwo! Nie chodziło co prawda o język, ale samą możliwość konwersowania z tak wieloma ludźmi. Tyle mają do powiedzenia. Trudno się w tym czasami odnaleźć.
Tylko ten człowiek... kiedy mu się przyjrzała wydawał się w jakiś sposób znajomy. Nie miała tylko pojęcia, dlaczego. Przecież nigdy nie mogli się spotkać.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-16-2019

Żaden z Bułhakowa był lingwista, ale zwiedził w swoim marnym życiu spory kawał świata. Potrafił więc w wielu językach wydukać całkiem sporo, a w niektórych przypadkach nawet podjąć się krótkiej konwersacji. Jego nazwisko, świadczące o pochodzeniu z zapomnianego przez Boga Związku Radzieckiego mogło być trochę mylące, ale większość dni spędził po zachodniej, wolnej od komunistycznych bredni stronie świata. Zdanie wypowiedziane w (jak sadziła Ishani) obcym języku okazało się więc dla niego jak najbardziej zrozumiałe. Właściwie, to otworzył nawet usta żeby coś odpowiedzieć, ale drobna blondyneczka była szybsza.

Była w Londynie nowa. Nie była przyzwyczajona. Angielski nie był jej pierwszym językiem. Na pewno nie przyjechała tutaj ze Stanów Zjednocznonych. Kanada? To nie tłumaczyło błyszczącej nici, jaka łączyła ich ze sobą. Kim była?

Wpatrywał się w jej oczy ewidentnie zamyślony. Wreszcie zamachał rękoma, pokręcił głową, dukając pod nosem coś w stylu „poczekaj, poczekaj”. Wreszcie, po chwili wytchnienia wydusił z siebie:

- To wszystko jest takie zastanawiające... Wybacz niedyskretne pytanie, ale kim są twoi rodzice? Nie spotkaliśmy się już wcześniej? Wydajesz mi się tak dziwnie znajoma. I łączą nas więzy. Ah, nie każdy czarodziej potrafi je dostrzegać, ale jest tu - łączy nas przeznaczenie, a ja nie wiem kim jesteś.

Jezeli faktycznie oczekiwała od niego, aby mówił zrozumialej albo wolniej, to było to marzenie ściętej głowy. Vakel mówił jak zawsze, czyli plótł jak potłuczony, dzieląc się ze światem strzępkami myśli, przynajmniej w połowie zrozumiałymi tylko dla niego.

- Daruj mi brak manier, ale twoja aura wybiła mnie z rytmu codzienności. Vaksilij Bułhakow - powiedział. Darował sobie ukłon przed kimś, kto sięgał mu do kolan i jedynie ściągnął kapelusz w ramach powitania.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-16-2019

Prawdopodobnie byłaby dużo szczęśliwsza właśne, gdyby rzeczywiście urodziła się w Quebecu i mówiła wyłącznie w języku francuskim. Los jednak chciał, że chociaż większość życia spędziła we Francji to jednak stosunek 10 do 8 wciąż nie jest na tyle znaczący, by mogło być to prawdą. Oczywiście w jakiś sposób lata spędzone u boku Antoine, który był jej bliższy niż matka, robiły swoje i rzeczywiście francuski był jej w jakiś sposób bliższy, bo związany z piękniejszymi, radośniejszymi wspomnienieniami. Jednak już tyle lat minęło, że angielski stał się codziennym. W dodatku matula jednak w tym języku mówiła. Och wielka szkoda! Mogłaby po prostu powtarzać, że nie wie o co mu chodzi i dalej...
Hej, hej, ale przecież ona naprawdę nie wiedziała o czym ten człowiek mówi, a mówili w tym samym języku! Ale patrzył na nią tymi oczami, które wydawały się jej coś mówić. Dotarło do niej wtedy. Przecież te źrenice już widziała! Nawet więcej niż raz. Nie musieli się spotkać, by dostrzegła je we własnych snach. Czemu człowiek, którego widywała nocami jest taki dziwnym? Czemu robił sobie z niej żarty w dodatku mówiąc to wszystko tak poważnie?
Tak podpowiadał jej rozsądek przynajmniej, ale kiedy ją zamurowało i patrzyła na niego jak na wariata, zaczął mówić o niciach.
To niemożliwe. Tylko ona widywała te dziwne rzeczy dookoła pewnych ludzi. Kim jest ten człowiek, że o nich wie?
Prawdziwym czarodziejem? Brzmiało to idiotycznie. Tylko czy więzi widoczne dla innych niby wybrzmiewają lepiej? To bardziej logiczne i uzasadnione?
- Widzisz je? Te nitki? - Kompletnie zignorowała jego przywitanie. Nawet fakt, że wspominał CZARODZIEJÓW. Po jej twarzy od razu widać było, że nie ma pojęcia co się tak naprawdę tutaj dzieje, ale wzbudził jej zainteresowanie. Tylko właśnie dotarło do niej, jak ryzykowane może być rozmawianie o takich rzeczach z nieznajomym. Mogłaby wylądować w towarzystwie, które załatwiała jej matka przez lata. Szybko więc pokiwała ze zrezygnowaniem głową i kontynuowała.
- Przepraszam, nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje, proszę zignorować tamto glupie pytanie - Brzmiało to słabo, ale co miała mu powiedzieć? Zapomnij, że wspomniałam o nitkach? Była przekonana, że to on raczej powinien czuć się dziwnie, mówiąc o czarodziejach. Może sam się zacznie zaraz jakoś z tego tłumaczyć.
- Wydaje się pan znajomy, ale nie sądzę, żebyśmy się kiedyś spotkali. Ishani Warren, miło pana poznać. - Przez moment chciała przedstawić się drugim imieniem, ale wystarczyło już udawanie przybysza z innego kraju. Ostatecznie to niejako nim była, ponieważ mieszkając w Anglii nie rozmawiała tak naprawdę z nikim poza matką. Wszyscy kapłani ją odwiedzający raczej nie byli fanam konwersacji z nią. W dodatku to miejsce jest tak nowe... tak, ostatecznie to wcale nie było kłamstwo. Była obca tutaj.
- Wracając jednak do pana pytania to wolałabym nie rozmawiać o swojej matce. Cecilia i ja nie mamy zbyt dobrych relacji, ale należy się jej szacunek. Innej rodziny nie mam, więc na pewno nie miał pan przyjemności jej poznać - Dobre relacje? To nie tylko ich brak. Kiedy rodzicielka wygląda, jakby chciała cię skaskować to raczej trudno to sprowadzić do "złych" relacji. Nie mówiąc o całej liście innych przykrych rzeczy, które miały miejsce wcześniej, a które doprowadziły do spotkania przez Ishani tego dziwnego człowieka.
Nie była pewna co o nim myśleć. Był dziwaczny, ale mówił o niciach! W dodatku on też miał wrażenie, że się spotkali, ale przecież nie mogłaby mu wspomnieć, że ona z pewnością już go widziała, a przynajmniej jest to wysoce prawdopodobne. Wtedy to ona zaczęłaby brzmieć jak wariatka, a przecież jeszcze chwilę temu chciała dostać pracę w tym miejscu, więc nie mogła ryzykować, że ktoś usłyszy tę dziwaczną konwersację. Wtedy nie miałaby nawet szansy zrezygnować z szukania jej tutaj, bo zwyczajnie nikt nie chciałby takiej małej świruski w tym miejscu. Na wszelki wypadek zrobiła krok do tytłu. Lepiej zachować bezpieczną przestrzeń, nawet jeśli ten człowiek wydawał się być raczej zainteresowany jej osobą niż chcący wyrządzić jakąkolwiek krzywdę. Kto jednak go wie... w końcu mówił o czarodziejach, przejściach i więziach.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-18-2019

Bułhakow udał zamyślenie.

- Czy widzę te nitki? Oczywiście, że widzę te nitki. Cóż, przyznam nieskromnie - tu elegancko poprawił grzywkę - iż moja książki posiadają przynajmniej dwa tysiące sto trzydzieści siedem słów poświęconych widzeniu aur i dostrzeganiu więzów łączących ze sobą ludzi. Liczba jest zależna od przekładu.

Owszem, odpowiedział na jej pytanie tylko po to, żeby się przechwalać. Nikomu tak jednak nie imponowały jego osiągnięcia, jak młodym czarownicom i podstarzałym kurom domowym, których jedynym hobby były horoskopy. No, miał jeszcze spore grono zainteresowanych wśród wyznawców teorii płaskiej ziemi... ha, sporo się tego zrobiło.

- No w każdym razie... nie przejmuj się, miałem kiedyś dziewczynę imieniem Cecilia i niech Merlin mi będzie świadkiem, okropna z niej była kobieta. Dobrze, że mam to już za sobą. No ale dobrze, niech się młoda wiedźma przesunie, nie będziemy przecież rozmawiać w tym obskurnym zakątku cały dzień.

Tu zbliżył się do niej niebezpiecznie, ale wzrok miał utkwiony w tej paskudnej ścianie, przez którą dało się dostać bezpośrednio na Ulicę Pokątną. Zastukał w nią różdżką, odsunął się nieznacznie i obserwował jak cegły tańczą pod wpływem magii, rozsuwając się by zrobić miejsce na swobodne przejście dwójki czarodziejów. Był to widok wyjątkowo nudny dla kogoś wychowanego w świecie czarodziejskim i najprawdopodobniej przełomowy dla dziewczyny, która omal nie stała się obskurusem.

- Ta nić która nas łączy nie przestaje mnie zaskakiwać. Co za dzień!

Wskazał jej również ręką zatłoczoną uliczkę. Było na niej pełno wyjątkowo barwnych postaci, skrytych pod wielkimi rondami szpiczastych kapeluszy.

- Panie przodem.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-24-2019

Och! Gdyby ona jeszcze była młodą CZAROWNICĄ tak naprawdę! Kiedy obecnie była po prostu dziewczyną bez pracy, której oczy zabłyszczały z zainteresowania tym, o czym ten człowiek jej opowiadał, bo nie miała pojęcia, jak łatwo dostępne byłyby książki o tym temacie, gdyby jej życie potoczyło się w trochę bardziej uproządkowany sposób. Na ten jednak moment dwa tysiące sto trzydzieści siedem słów na ten temat wydawało się jak milion podręczników o tym. Oddałaby nerkę za ich przeczytanie, by pojąć czym są i dlaczego ludzie ich nie widzą, a przynajmniej o nich nie mówią.
Chociaż czy nie widzą? Właśnie przekonała się, że nie jest jedyna. W wyniku czego ukuło ją trochę, że jednak nie jest aż tak wyjątkowa, jak się jej wydawało. Ale jakaż to była okazja! W szoku nie dochodziło do niej do końca słowa, które wypowiedział później. Z tego zagłębienia się w rozważania nad tym, jakie to otwiera możliwości wyrwało ją to, co zrobił za chwilę.
Cofnęła się kompletnie przerażona.
Chociaż, czy można to nazwać przerażeniem? Była zafascynowana tym człowiekiem. Wydawał się nieco dziwny, ale mimo wszystko uprzejmy i wspomniał o czymś, co tak długo ją zastanawiało! Tylko po to, by za chwilę otworzyć jej jakieś magiczne przejście, co niszczyło całe jej wyobrażenie o świecie.
Jej serce waliło tak, jakby zaraz miało nie wytrzymać nadmiaru emocji. Twarz zbladła ewidentnie, a jej ręce trzęsły się, kiedy oczy świeciły jeszcze bardziej niż przed chwilą. Trudno powiedzieć, czy była bardziej przerażona, czy zafascynowana.
Ekscytacja! Tak, to powinno być słowo, które idealnie opisuje wszystkie myśli, które skłębiły się w jej głowie. Mimo tego jednak w pierwszej chwili, kiedy wreszcie wzięła głębszy oddech nie okazała wielkiego entuzjazmu.
- Co pan właśnie zrobił? - Och, po tych słowach chyba mógł już wyczuć, że sytuacja nie jest prosta. Jej głos drżał, ale mimo tego nie zdecydowała się na ucieczkę.
- Czym pan jest? - Zapytała tuż potem.
Zwariowała.
Tak, czuła że jest szalona. Uciekła od matki i wszystkie emocje, które w sobie trzymała teraz wypłynęły. Może wcale z nikim nie rozmawia? Może to tylko urojona wizja? Miała to w genach. Predyspozycje do szaleństwa.
Albo sen?
Zamknęła nawet oczy, by spróbować się wybudzić. Trudno jednak obudzić się z rzeczywistości.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-25-2019

Bułhakow zmarszczył brwi. No dobra, resztki brwi, bo łuk brwiowy miał łysy jak jego ojciec czerep. Popełnił błąd? Dziewczyna była zbłąkanym mugolem? Ale przecież skoro widziała nitki łączące ludzi, to musiała posiadać w sobie potencjał magiczny. Co tu się do diabła działo?!

Stał tak przy otwartym przejściu, recytując w głowie wszystkie zasady jakie właśnie złamał. Pamiętał ich dokładny numer w kodeksie. Najwyżej karany był przepis 452, ale 217 był o wiele cięższy w wymazaniu z pamięci... Może gdyby ją tu i teraz zahipnotyzował, albo wymazał swoją twarz aby nie mogli stwierdzić, że to on narobił tego bałaganu, to nie wyrzuciliby go z posady? No bo litości: dopiero co awansował na szefa departamentu. Zdążył doprowadzić do pęknięcia odbytu tylu osób, a teraz miał stracić to przez jakieś dziecko?

Ishani coś tam mamrotała, ale nie słuchał jej. Pogrążony we własnych myślach panikował. Próbował obmyślić jakiś plan, ale jedynym co przychodziło mu do głowy było niesamowicie inteligentna wypowiedź:

- Jeżeli wyrzucą mnie z pracy za przypadkowe pokazanie przejścia do magicznego świata niemagowi, to przyrzekam, że nauczę się tańców rytualnych tylko po to, żeby ciebie i całą twoją rodzinę poraziły pioruny. Mów kim jesteś i co tu robisz - mówiąc to wycelował różdżkę między jej oczy. Wyglądał przy tym niesamowicie poważnie. - Jestem szalony, więc to dobry moment na wyrecytowanie swojej biografii, zanim wpadnę na coś głupiego.

Na wszelki wypadek przesunął ją trochę w stronę ściany, żeby nie było ich widać z ulicy.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-25-2019

Co się działo? To dopiero pytanie! Ishani była nawet bardziej zainteresowaną odpowiedzią na nie niż Bułhakow, a przynajmniej byłaby gotowa pokłócić się o to. To ona widzi w snach rzeczy, za dnia nitki i w ogóle czasami dzieją się dookoła niej niezwykłe rzeczy, a nie ma na to żadnego wyjaśnienia! Czarodzieje są przynajmniej świadomi tych wszystkich zdarzeń, a co jej pozostawało? Przypadkowe spotkanie z jakimś mężczyzną, który nagle zaczął celować w nią jakimś patykiem i nie mogąc sobie racjonalnie tego wyjaśnić. Ba! Nawet irracjonalnie nie potrafiłaby, bo po prostu nic się tutaj kupy nie trzymało. Jakby dostała dziesięć różnych pakietów puzzli po dwadzieścia tysięcy każdy komplet i teraz próbowała zrobić z tego coś sensownego. Samodzielnie nie miała szans.
Może właśnie dlatego w pierwszej chwili z tego całego stresu zaczęła się śmiać.
Bo co innego pozostało?
Kiedy ktoś celuje w nią kijem, grozi, opowiada dziwne rzeczy, a mimo wszystko ma coś z nią wspólnego? Nic tylko liczyć na to, że nie oberwie za to tym patykiem w oko. To byłoby apogeum całej sytuacji. Uciekła z domu w szukaniu spokoju tylko po to, by znaleźć się w tak absurdalnej sytuacji? Równocześnie w jakiś sposób intrygującej, ale wciąż bliżej byłoby tym zdarzeniom do kategorii "kara za nieposłuszeństwo" niż "początek pieknego żywota".
Mimo wszystko jednak po chwili przestało jej być do śmiechu.
Ostatecznie to były groźby i skoro ten człowiek mógł otworzyć przejście w ścianie to kto wie co jeszcze potrafi?
Mogła przez moment udawać że sobie śni, ale niestety skoro już otworzyła oczy i wciąż widzi to samo to chyba czas zacząć się tłumaczyć.
Szkoda tylko że nie miała pojęcia z czego! Powiedziała mu tak naprawdę wszystko.
- Cała moja rodzina to ja i kobieta, o której już pan słyszał, więc nakłady pracy nie musiałyby być wielkie by się nas pozbyć - Prawdopodobnie nie było rozsądnie zaczynać od pyskowania, ale nie mogła się oprzeć pokusie, by mu trochę dogadać. Ostatecznie co ten patyk niby mógł?
Och, naprawdę nie chciała się w to zagłębiać, bo wtedy szepty zaczynały nagle krzyczeć, że naprawdę wiele, a o tym nie chciała myśleć. Nie miała zamiaru wierzyć w to, bo przecież wzrok potrafi zawodzić i to co się wydarzyło mogło mieć logiczne wyjaśnienie. W dodatku tańce rytualne nie brzmiały groźnie.
Tylko jego twarz wzbudzała niepokoju, bo wyglądał jakby mówił śmiertelnie poważnie.
- Ishani Warren. Niedawno przyjechałam do Londynu i jestem bezrobotna - Na tym mogłaby zakończyć kwestię kim jest i co tutaj robi, ale niestety zażyczył sobie jeszcze biografii, a z wariatami się nie dyskutuje.
- Urodziłam się we Francji, w Calais i tam opiekował się mną Antoine Mounier. Mieszkałysmy tam z matką dziesięć lat i większość tego czasu spędziłam właśnie z moim guwernerem. Potem wyjechałyśmy do Dover. Niestety nie była najłatwiejszą osobą i w przeciwieństwie do Ciebie nie lubi tematu nitek i innych dziwnych rzeczy, więc ze strachu przed nią zabrałam tyle funtów, ile się dało i przyjechałam tutaj tylko po to, by spotkać szaleńca. Tyle. Możemy zapomnieć o tym spotkaniu i się rozejść w spokoju? - Chciała dostać pracę, a zamiast tego teraz musiała zastanawiać się, czy ktoś nie urwie jej głowy za... no właśnie za co?
Ujawnianie magii?
Tylko...
To nie mogło być prawdziwe.
Po prostu nie znalazła jeszcze na to wyjaśnienia.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-28-2019

Bułhakow wywrócił oczami. Przez moment myślał nawet, że któryś ze współpracowników zrobił sobie z niego żarty, a on wyszedł na kompletnego idiotę, ale wyglądało na to, że dziewczyna miała do opowiedzenia autentyczną i obrzydliwie nudną historię swojego życia.

Mężczyzna nie zabrał różdżki, a nawet przycisnął ją lekko do jej czoła, drugą ręką poprawiając niesforną grzywkę, która opadła mu na oko.

- Warren to istotnie nazwisko Cecilii - powiedział spokojnie, kalkulując w głowie kilka rzeczy. - Ile masz lat? Co do dnia. Jesteś czarodziejką?

Powaga jaką okazywał musiała wyglądać komicznie w zestawieniu z tym, że Ishani nie miała do tej pory żadnego pojęcia o świecie magicznym i jego funkcjonowaniu. Właśnie wyjątkowo wysoki mężczyzna z amerykańskim akcentem groził jej patykiem przy przejściu na Ulicę Pokątną, gdzie wesoło gawędzili ludzie w szpiczastych kapeluszach.

- Mów, ale nie ruszaj się z miejsca - dodał po chwili, zabierając różdżkę z jej twarzy i pochylając się nad nicią owiniętą wokół nich. Chwycił ją w swoje kościste paluchy, dowodząc tym samym, że też ją widzi po czym przyjrzał się z bliska nietypowemu znalezisku. Niestety jeszcze nie do końca wiedział co o tym myśleć.

!rzut k6 na umiejkę


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Magic Lullaby - 07-28-2019

Rzucam kością k6.
[roll=1-6]


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-28-2019

Cudownie nudna historia jej życia była niestety wszystkim, co posiadała. Cóż, Kanada i emigracja zabrzmiałyby by pewnie bardziej porywająco, ale niestety. Na stanie miała tylko taką o to opowieść o tym, jak tutaj uciekła i skończyła na podwórku, gdzie ktoś macha kijem, grozi i jeszcze można zobaczyć dziwnych ludzi. Osobiście uważała, że ta część historii jej życia będzie najciekawszą o ile ten człowiek nie spróbuje się jej pozbyć po wszystkim. Co więcej wyglądał poważnie!
Patyk był na jej czole, a on wydawał się naprawdę wiedzieć, co robi. Czy tak właśnie wygląda szaleństwo? Jesteś przekonany, że jesteś silny i masz władzę, kiedy robisz absurdalne rzeczy? Najgorsze jednak było to, że naprawdę nie mogła uznać po prostu za wariata, ponieważ właśnie widziała dziwnych ludzi niedaleko nich. Nie mogła sobie tego wyobrazić. W końcu próbowała się już obudzić i niestety nie dało to upragnionych rezultatów. Musiała więc na tem moment... uwierzyć mu?
I wtedy ją oświeciło. Musi założyć, że każdy element rzeczywistości, który teraz widzi jest prawdziwy skoro nie potrafi udowodnić, że jest inaczej.
- Z wielką chęcią, ale jeśli jeszcze raz przystawisz mi ten kijek do czoła to obiecuję, że zacznę krzyczeć tak głośno, żeby wszyscy dookoła wiedzieli, że tu jesteśmy - Mówiąc to wskazała głową na to grono kapeluszników i uśmiechnęła się. Skoro tak sie zestresował, że może zostać ukarany za pokazanie jej tego to może jest szansa na wykorzystanie sytuacji na swoją korzyść?
Ostatecznie wcale nie chciała przecież robić mu problemów. Była ciekawa o czym on w ogóle mówi i bardziej zależało jej na otrzymaniu odpowiedzi niż wkopaniu jedynej osoby, która wydawała się wiedzieć cokolwiek o tym, co całe życie było dla niej owiane tajemnicą. Czarodzieje? Brzmiało idiotycznie. Jednocześnie jednak robił te dziwne rzeczy, widział nitki! I sama nie należała do najbardziej przeciętnych istot, więc stracenie takiej okazji byłoby istną tragedią skoro już była tak blisko!
- I obiecuję, że nie zrobię tego i z chęcią odpowiem na każde pytanie bez szantażowania mnie patykiem. Potrafię kulturalnie rozmawiać bez takich dodatków. Pod warunkiem, że powiesz mi co to jest i dlaczego to widzę - Skoro pisał książki i bawił się nimi to chyba ma coś rozsądnego do powiedzenia?
- Odpowiadając zaś na pytanie, co niech będzie wyrazem mojej dobrej woli... Prawie 18, 13.11.1962 r. i nie? Jestem natomiast prawie pewna, że gdzieś już pana widziałam, a przynajmniej wydaje się pan przesadnie znajomy - Gdyby ktoś ją wczoraj zapytał czy jest czarodziejką to wyśmiałaby go i pewnie odpowiedziała, że nie.
Tylko... tak teraz straciła przekonanie do jakichkolwiek sądów na temat własnej osoby.
A on?
Znała go.
Po prostu trudno było jej sobie przypomnieć skąd. W końcu tak naprawdę się nie spotkali. To ona widziała jego tylko jeszcze nic w jej głowie nie zaskoczyło, że to nie działo się na jawie.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-28-2019

Bułhakow wstał. O nici niczego ciekawego się nie dowiedział, o dacie urodzenia tak. Był to jednak pomysł tak bzdurny... to, że tu stała i urodziła się osiem miesięcy po jego wyjeździe nic nie znaczyło, prawda? Ale to łączyło się w zbyt dobrą całość. Czy liczby były w stanie go oszukać? Nie, liczby nigdy nie kłamały. Za to kobiety tak.

- Możesz krzyczeć, znam sporo zaklęć wyciszających. Jedno nazywa się Avada Kedavra - machnął ręką na jej słowa. - I źle zadałem pytanie. Czy uważasz, że potrafisz czarować? Czy posiadasz zdolności paranormalne?

Tylko czy ktoś taki jak ona mógł w ogóle pojąć o co mu chodzi? Podrapał się po głowie. Zrobił kilka kroków zataczając koło, aż wreszcie (!) schylił się po nić i podsunął jej pod nos.

- Widzisz ją, prawda? Widzisz jej kolor, teksturę, widzisz jak zawija się wokół nas i tworzy jakiś wzór, jakbyśmy się już znali, ale ja nie widziałem cię nigdy przez całe moje życie. Te nici to więzi, to... emocje ludzi. Nie wszyscy je widzą. Tylko ci, których wszechświat obdarzył darem trzeciego oka potrafią dostrzegać aury innych. Ty jesteś czarodziejką, dlaczego więc o tym nie wiesz, skoro powinnaś już ukończyć szkołę?

Pytał ją, czy siebie?


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-28-2019

Oczywiście, że o niczym nie świadczy. W końcu przypadki miewają miejsce, a i ona ładnie powiedziała, że jest tylko ona i mama. Mogła równie dobrze stwierdzić, że nie zna ojca i że taki istnieje. A tak może sobie myśleć że ups, stratowało go stado koni, potrącił rower, czy utonął albo po prostu diabli go wzięli, prawda? Wcale nie musiał rozważać innych opcji, jakby się chciał uprzeć.
- Jak mnie uciszysz to niczego się nie dowiesz, więc przemyśl to dwa razy - Denerowowało ją, że oczekiwał odpowiedzi, kiedy mówi do niej w taki sposób. Czemu niby miała chcieć współpracować? Ostatecznie to przecież nie mógł wiedzieć, że tak bardzo chciałaby rozumieć, dlaczego on wie takie rzeczy. I o co w ogóle chodzi w jego paplaninie.
- Czarowanie brzmi idiotycznie. Zdolności... Widzę nitki. I czasami rzeczy w snach. Kiedy byłam mniejsza działy się dziwnie rzeczy. Ale to były incydenty dobra? Nie umiem zmieniać rzeczy w złoto albo latać - Wtedy ją oświeciło! Wiedziała skąd go znała. Tyle, że zaczął jej opowiadać o nitkach. Rewelacja ta musiała więc chwilkę poczekać.
- To brzmi... - Dziwnie? Tak, do tego już doszliśmy. Tyle, że było to sensowne. To co mówił o niciach. Tylko ta część o niej jako o czarodziejce wciąż jej nie grała, ale musiała to chyba przyjąć na ten moment. Bo jaki miała argument na nie? Nie bo nic o tym nie słyszała? Miała słabą podstawę do wykłócania się w tym temacie.
- Ja widziałam Ciebie - Rzuciła mu nagle w twarz, jakby to okazywało się logiczne.
- Nie na żywo. W śnie. O ile to ma sens - Dla niej osobiście nie miało. Nie mogło mieć, bo co ma mu teraz powiedzieć? Hej, ogólnie to niezbyt ogarniam te swoje mary nocne, ale nad ranem pamiętam oczy ludzi. I czasami ich zarysy.
I jestem pewna, że należysz do jednego takiego, który się często przewijał, ale w sumie to z tych snów nie pamiętam jakoś szaleńczo wiele, więc wiesz... uwierz mi na słowo?
Ale... on właśnie wmawiał jej, że jest czarodziejką, więc nie brzmi aż tak źle.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-28-2019

Bułhakow przełknął ślinę. Czy on stworzył obskurusa? Za takie rzeczy dostaje się wypowiedzenie czy awans, skoro miejscem jego zatrudnienia był Departament Tajemnic? Nie miał pojęcia. Sam dałby sobie awans, w końcu był geniuszem, ale nie był pewien czy nowy Minister Magii podzieli jego niebywały entuzjazm do takich spraw.

Stał przed nim przypadek niezwykły. Dziewczyna, możliwie jego córka, nieświadoma istnienia świata magii. Miała jego błysk w oku, tą ciekawość świata i chęć odkrywania tajemnic. I wszechświat z jakiegoś powodu chciał aby stanęła przed nim właśnie dzisiaj. Jako dojrzała już niemal kobieta, odziana w jakieś łachmany (w języku Vakela: ubrania warte mniej niż miesięczna wypłata przeciętnego czarodzieja) i najprawdopodobniej stwarzająca zagrożenie dla świata magicznego. Jako człowiek wierzący w fatum i przeznaczenie nie mógł przejść obok tego obojętnie. Widział w snach swoje jutrzejsze śniadanie, a nie widział własnej córki?

To musiał być puzel składający się na coś większego. Coś, czego jeszcze nie rozumiał.

- Co to znaczy, że twoja mama nie lubiła nitek?

Powiedział to cicho, może odrobinę za chłodno, kiedy wzięło się pod uwagę entuzjazm z jakim podzieliła się z nim swoimi doświadczeniami. Ale przecież to co nowe i nieobojęte dla niej było normą w świecie kogoś wychowanego w rodzinie czarodziejskiej.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-28-2019

Czuła, że poczuła się z nim niebywałą rewelacją, a on po prostu zignorował jej słowa! Jakby już wcześniej to słyszał. Dla niej było to nieco bolesne - sądziła, że fakt oglądania kogoś w snach go zaskoczy. Tylko czemu w ogóle miała nadzieję, że coś takiego może go zaskoczyć skoro potrafił otwierać przejścia w ścianach do jakiegoś uniwersum, w którym kompletnie nie umiała się połapać? Miała zbyt wielkiego oczekiwania, bo brała pod uwagę własne doświadczenie. W jej świecie rozmawianie o nitkach kończyło się... cóż, życiem takimi, jakie miała, czyli wiecznym zamknięciem i odcięciem od ludzi. Chociaż prawdopodobnie dałoby się tego uniknąć, gdyby jej rodzicielka nie dała sobie wmówić, że tak właśnie powinno być. Tego dziewczyna nigdy nie mogła zrozumieć. Dlaczego ta kobieta wierzyła, że to stanowi zagrożenie? Przecież nikomu nigdy nic nie zrobiła. Wszystkie zaś "zabiegi", które miały wypędzić z niej złe moce pozostawiły blizny na plecach. I z pewnością ślad w jej psychice. O dziwo jednak nie odcięła się od tego pomimo traum. Nie próbowała powstrzymywać "incydentów". Wręcz fascynowały ją pomimo każdego działania matki, by zatrzymać je.
Nie była zagrożeniem, bo lubiła to "coś". Nigdy, nawet pod wpływem presji, nie chciała tego zatrzymać.
Coś, co on przedstawiał jej jako magię - to tworzyło ją już wtedy, kiedy nie miała o tym zielonego pojęcia.
I nagle, kiedy ona była w tym transie pochłaniania tych wszystkich rzeczy on zapytał o tę kobietę! Jakie znaczenie ona może mieć?
Tak, dla niej to pytanie było zbyt chłodne. Przyjechała tutaj, by o tym nie rozmawiać. Miała robić wszystko, czego nie mogła właśnie w czasie, kiedy siedziała w jej towarzystwie.
- Mówiłam już. W przeciwieństwie do Ciebie nie była fanką nitek. I snów. I... incydentów - Bo przecież nie powie po prostu magii! To jeszcze przez jej gardło przejść nie mogło
- Robiła sporo rzeczy, by się ich pozbyć, bo bała się mnie. W sensie tego. W sensie mnie robiącej... rzeczy. A ja lubię je. Nigdy nie miałam problemu z tym by... dać się im dziać. I niedawno jej obsesja wzięła górę, a ja się bałam, jak już powiedziałam - Bała się, że blizny na plecach nie będą końcem i niedługo obok znaków wszystkich wyznań na ścianie zawiśnie jej głowa.
Oczywiście może głowa by nie zawisła, ale nie miała już pewności, czy dożyłaby następnych urodzin.
To całkiem dobry powód, by jednak wyjechać bez niej.
- I jakie to ma znaczenie? Ona nie potrafi takich rzeczy. I lepiej, żeby nigdy mnie tutaj nie znalazła, wierz mi - Ishani wiedziała, że gdyby się spotkały to matka byłaby pewna, że została opętana w pełni i nie ma już nadziei i trzeba pozbyć się tych ciemnych mocy ze świata.
Uciekając potwierdziła jej, że ma rację. Mogła więc tylko liczyć na to, że nigdy jej nie odnajdzie.


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 07-30-2019

Obskurus.

To słowo dudniło w głowie Bułhakowa jak dzwon. Cóż miał zrobić? Mogła stwarzać niebezpieczeństwo dla świata magicznego, ale jeżeli zabrałby ją ze sobą i ludzie dowiedzieliby się prawdy... nie chciał wiedzieć kto zechciałby wykorzystać ją do własnych celów. Znał całkiem sporo popapranych ludzi zdolnych do skrzywdzenia każdego, o ile mogło to przynieść im jakieś korzyści. I po to uciekałaby z domu? Aby stać się czyimś narzędziem?

Tak jak on. On przecież też był nikim w oczach ludzi, którzy traktowali go tylko jako „nośnik” daru jakim było jasnowidzenie. Cała rodzina. Nie znalazło się w ich sercach miejsce dla kogoś brudnej krwi. A ludzie o których myślał nie posiadali serc wcale.

Nie wiedział co zrobić, ale nie potrafił tak tego zostawić. Zawsze mógł przecież odesłać ją do matki, albo wysłać do Ameryki. Któryś z jego dawnych znajomych z pewnością zająłby się nią jak należy.

- Widziałaś mnie w snach Ishani. Spójrz na tą nić. Powiedz mi co w niej widzisz. Jestem pewien, że zdążyłaś się już w tym trochę połapać.

Jak miał podejść do tematu inaczej? „Wiesz, wydaje mi się, że jestem twoim ojcem, ale to tylko przypuszczenia jednego z najbardziej znanych jasnowidzów współczesnego świata. Może pójdziemy na kawę?” brzmiało dość brutalnie, ale było tak potwornie prawdziwe...


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Ishani Warren - 07-30-2019

Tylko to słowo nie do końca odpowiada jej sytuacji.
Ishani może wygląda, jak istotka, która może rozpaść się przy byle powiewie, ale to tylko pozory jej urody. Ostatecznie przetrwała długie lata w tamtym domu i nigdy nie tłumiła swoich zdolności pod wpływem jakiegokolwiek cierpienia - czy tego psychicznego czy fizycznego. Po prostu dawała temu wszystkiemu ujście, bo te niezwykłe zjawiska były jedyną interesującą rzeczą w jej życiu. Przerażającą równocześnie, ale bardziej żałowałaby straconej szansy zrozumienia tego, czym jest niż nawet ewentualnych "incydentów", które w oczach matki stanowiły śmiertelne zagrożenie i mogły być karane. Tak więc w taki sposób Ishani nie miała nic wspólnego z Obskurusem. Miała twardszy tyłek niż on mógłby zakładać. Matka ucieszyłaby się pewnie, gdyby Ishani rzeczywiście próbowała odepchnąć od siebie te wszystkie "ciemne moce". Tylko po co miałaby to robić, kiedy dawały perspektywę tak wielu możliwości? Strach nie jest uzasadnioną reakcją.
Ciekawość była uzasadnionym działaniem. Lepiej zrozumieć co się dzieje niż to od siebie odpychać. Tego zawsze pragnęła. W dodatku ostatecznie ta kobieta wciąż była jej matką, więc ona jako jej dziecko czuła naturalne przywiązanie. W głębi serca zawsze wiedziała, że ta kobieta nie robi tego wszystkiego jak jakiś nieczuły psychopata. Po prostu nie znała lepszego sposobu radzenia sobie z problemem. Jej starania chociaż okrutne miały uzasadnienie i to wpływało na Ishani - przekonanie, że to miłość motywowała je zachowania. Nie umiała pałać nienawiścią to istoty, która ostatecznie na swój sposób kochała.
Chociaż nie. Może trochę inaczej - po prostu bardzo chciałą czuć się kochana, więc nie dopuszczała nawet innej opcji.
Mógłby jednak próbować siłą zaciągnąć ją do matki, a ona i tak prędzej czy później uciekłaby stamtąd.
No chyba, że zanim by tego dokonała leżałaby już w piachu.
Nie tym jednak musieli się obecnie martwić.
Zdążyła już pożałować, że nie uciekła albo nie odburknęła mu czegoś na jego motywującą gatkę, by spróbowała. Bo jak na złość, kiedy tyle razy jej się nie udawało tak teraz? To było dziwne. Robić to tak jawnie, tak bez problemowo.
- Nie rozumiem... to bezsensu... - Oczywiście nie była to prawda, ale dla niej wciąż to wszystko nie tworzyło logicznego ciągu. Nie było uzasadnienia dla tych wszystkich zdarzeń, które właśnie się rozgrywały, a też nie była w pełni świadoma tym, czym są nici i inne dziwne rzeczy. Tyle, że nie mogła od nich uciec. Była osobą, która z łatwością dostrzegała istotne szczegóły i to wszystko razem było zbyt oczywiste. Może sama nić powiedziała jej "coś". Tyle, że to samo w sobie pewnie by jej nie przekonało, gdyby nie cały ciąg tej rozmowy. Przecież magia wciąż nie była dla niej do końca argumentem, ale...
Zadzwoniło. Wszystkie fakty, które się pojawiły złożyły się wreszcie w rozsądną całość.
- Zapytałeś o datę urodzenia... - Powiedziała to bardziej do siebie niż jego. W sumie jego obecność była kompletnym dodatkiem do jej chwilowych rozważań.
- I znałeś Cecilię. Zapytałeś, bo wystraszyłeś się, prawda? Dotarło do Ciebie, że to wszystko się jakoś pokrywa. Daty, imię, nici. - Potwornie prawdziwe? Cóż, przez to nie musiała już nic więcej mówić.
Oboje mieli wystarczająco dużo przesłanek, by rozumieć co to oznacza.
- Czy ty zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś? - O ho! Miała wyrzut. Ten najgorszego typu - spokojny i poważny, bez uniesienia się, bez tonu pełnego złości
Tylko czy nie miała powodu ku temu? Była obecnie pod wpływem emocji, a i tak była aż przesadnie spokojna. Tylko czuła, że może tak właśnie się zachować. W jej życiu wydarzyło się tak wiele rzeczy! A jego tam wtedy nie było.
Przez co jedyną osobą, która mogła ją ochronić była ona sama.
Cecilia Warren mogła mieć wspaniałe życie, gdyby nigdy nie spotkała Vakela Bułhakowa.
Ishani Warren mogłaby mieć jakiekolwiek doświadczenia godne nazwania życiem, gdyby nie zniknął.
Tylko... znowu to samo. Chciałaby zacząć krzyczeć, ale nie potrafiła.
Bo ostatecznie to wierzyła, że tak, jak Cecilia miała wyjaśnienie dla swojego szaleństwa tak i on ma swoje.
!rzut k6


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Magic Lullaby - 07-30-2019

Rzucam kością k6.
[roll=1-6]


RE: Podwórko za dziurawym kotłem - Vakel Bułhakow - 08-01-2019

Bułhakow spojrzał na nią z politowaniem. Czy powinien nazywać ją w myślach swoją córką? Chyba jeszcze nie do końca to do niego docierało. W gruncie rzeczy poza kopią jego daru, dziewczyna go jakoś szczególnie nie przypominała. Cecilię... Gdyby się przyjrzeć, to może i tak. Ale nie wiedział na ile to fakt, a na ile siła sugestii.

- Cóż, chyba oboje zdajemy sobie sprawę z tego co zrobiłem. W takim razie uprzejmości mamy już za sobą. Jeżeli cię to pociesza, to nie miałem pojęcia o twoim istnieniu aż do dzisiaj, kiedy spotkałem cię na granicy magicznego świata. Ciekawy przypadek. Gdyby to była książka, miałabyś szansę na stanie się głównym protagonistą.

W środku był poruszony, ale emocje nie wylały się na zewnątrz. To znaczy... Poruszony było dość mocnym słowem. Zaskoczony? Coś takiego nie dzieje się codziennie. Właściwie, to nie słyszał podobnej historii nigdy, a żył na tym świecie już trochę. Gdyby ktoś mu ją opowiedział, prawdopodobnie uznałby ją za bajkę. A tu proszę - był jej częścią.

- Ulica po twojej prawej to czarodziejska dzielnica handlowa. Możemy iść w jej kierunku i połapać się wspólnie w tym wszystkim. Albo możesz się tutaj popłakać nad niesprawiedliwością świata. Wybór należy do ciebie, chociaż zakładając, że po matce odziedziczyłaś urodę, a po mnie rozum, to odpowiedź jest oczywista. Na co więc czekasz?

Mówiąc to przywdział kapelusz i stanął przy przejściu na ulicę Pokątną. Wyraźnie oczekiwał, że Ishani pójdzie za nim.